Podczas drugiego w 2015 r. spotkania Klubu Publicystyki Kulturalnej, prowadzonego jak zwykle przez przewodniczącą red. Teresę Kaczorowską, gościliśmy Marię Dłużewską oraz Bartłomieja Maja – reżyser i operatora filmu Polacy. Odbyła się projekcja filmu, po czym goście opowiadali o tym, jak powstał, a także o swoich planach  na przyszłość (m.in. o przygotowywanym filmie Dama, poświęconym śp. Marii Kaczyńskiej) i odpowiadali na pytania oraz głosy zebranych w dyskusji. Zamiast zwykłego w takich razach sprawozdania ze spotkania, proponuję tekst Bohdana Urbankowskiego, opublikowany w 6  nrze „Gazety Polskiej” z 11 lutego 2015 r. na temat filmu. Oczywiście, za zgodą Autora.  

 

Nagroda Główna Wolności Słowa przekazana została w godne ręce.

Tylko prawda jest ciekawa

 

Po projekcji filmu Marii Dłużewskiej Polacy siedziałem dłuższą chwilę ze ściśniętym gardłem, potem – przyłączyłem się do oklasków sali. Widzowie zaczęli powstawać.  Na tym można recenzję zakończyć. Ale czasem warto emocje przetłumaczyć na słowa, nazwać – by lepiej zrozumieć.  

 

Napis na pozór prosty.

Dzieło Dłużewskiej zaczyna się trochę tak, jak film sensacyjny: niepokojąca, obca dla naszych uszu muzyka, tajemniczy motocyklista pędzi widmowymi ulicami. To Sydney. Muzyka aborygeńska, barbarzyńska. Potem nastrój się zmienia, głos instrumentów  milknie, kierowca zatrzymuje motor. Zsiada, podchodzi do jakiegoś głazu i zapala znicz. Nie jest sam. Widzimy więcej zniczy, więcej osób – kończą modlitwę i żegnają się znakiem krzyża. Czytamy napis na tablicy przymocowanej do kamienia:

 

NON OMNIS MORIAR

W PIERWSZĄ ROCZNICĘ TRAGEDII SMOLEŃSKIEJ

W HOŁDZIE PRZEZYDENTOM

RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ

LECHOWI KACZYŃSKIEMU

i RYSZARDOWI KACZOROWSKIEMU

ORAZ TOWARZYSZĄCYM IM

W DNIU 10 KWIETNIA 2010 R.

94-em POLSKIM PIELGRZYMOM POLEGŁYM

W DRODZE DO KATYŃSKICH MOGIŁ

CZEŚĆ ICH PAMIĘCI!

POLONIA Z SYDNEY

 

Dlaczego w dalekiej Australii, w Sydney polscy wygnańcy zapalają znicze pod tablicą upamiętniającą katastrofę? Dlaczego nie mogą robić tego w Warszawie, na Krakowskim Przedmieściu? Jaką tajemnicę kryje ten napis na kamieniu?

To jest cel filmu: dotrzeć do prawdy.

Scena ukazująca ludzi, kamień i napis oświetlony zniczami to streszczenie poprzedzające film. Jego bohaterami będą czterej Polacy żyjący na emigracji: Wacław Berczyński, Wiesław Binienda, Kazimierz Nowaczyk i Grzegorz Szuladziński. Wszyscy są wybitnymi naukowcami. Składali przysięgi doktorskie  – i są wierni prawdzie - jak lekarze są wierni zobowiązaniu Hipokratesa.

Ale nie tylko oni będą bohaterami filmu. Będą nimi też Wielcy Nieobecni - ofiary smoleńskiej tragedii.

 

Coś więcej niż dokument. Prawda.

Dokument, kojarzy nam się z kategorią prawdy, prawda – często z czymś nudnym i męczącym. Film dokumentalny to na ogół żmudna praca odsłaniania   wiedzy - podpiera się fotografiami, pismami, fakturami, wykładami gadających głów -  Autorytetów. Tym razem jednak jest inaczej. Autorytety są – lecz często pokazane w sytuacjach zwykłych – przy posiłkach, w ogródku, nawet boso – wielkości im to nie odejmuje, film ociepla. Poza tym są obrazy – w myśl zasady, że obraz to więcej niż tysiąc słów. Zdarza się także, że obraz przez chwile mija się z tekstem  i to co mogło wydać się zwykłe czy nużące - staje się zagadkowe i zaskakujące. Potwierdza się, iż rację miał Mackiewicz pisząc tylko prawda jest ciekawa – pod warunkiem, dodajmy, że pokazuje ją artysta. Dłużewska ten warunek spełnia: absolwentka PWST, aktorka, dziennikarka, filmowiec – to daje wszechstronną wiedzę o sztuce. Do tego  działaczka opozycji – a to była szkoła charakteru i odwagi bez której nie ma sztuki wielkiej. Film stawia tezy odważne, nazywa rzeczy po imieniu. Przekonuje, że w Sprawie Smoleńskiej mamy do czynienia i z nieuctwem i ze zdradą. Z prawdą walczy się nadal według szablonu katyńskiego: zaprzeczając faktom i niszcząc samych badaczy. Nagonka, ośmieszanie a czasem próby eliminacji. Prof. Nowaczyk podczas pobytu w Brukseli, na konferencji poświęconej katastrofie stał się ofiarą zamachu: do jego buteleczki z lekarstwem wpuszczone zostały bakterie. Lekarze uratowali go w ostatniej chwili.

 

Potęga smaku. Piękno.

Europejczycy „od zawsze” mieli problemy z pogodzeniem podstawowych wartości na których wspiera się kultura: Prawdy, Dobra i Piękna. Najwięcej kłopotów sprawiało uzgodnienie prawdy i piękna. Przed takim problemem staje, chcąc nie chcąc, twórca dzieła dokumentalnego, więc historycznego – nawet, gdy mówi ono o historii współczesnej. To kwestia wiedzy ale także smaku. Dłużewska poradziła sobie z tym problemem z dużym wyczuciem. Nie wzmacnia przesłania filmu histerycznymi dialogami, nie urozmaica dowcipami, ani ciekawostkami z innych półkul – a film dzieje się przecież w Europie, Ameryce i nawet Australii. Prawda podana jest w piękny ale też powściągliwy sposób, można powiedzieć, że to dzięki pięknu, dzięki muzyce i rytmowi scen dzieło nie rozpada się na kawałki przypominające szczątki samolotu. A taka pokusa też się narzucała. Spoiwem filmu jest muzyka z aluzjami do Szopena, spoiwem jest wysoka jakość estetyczna scen (zdjęcia Bartek Maj!), ale najważniejszym spoiwem jest wysoki ton  etyczny dzieła. Czasem, jako jednocześnie przerywniki i elementy spajające zjawiają się krajobrazy widziane z szosy, sarenka zabłąkana w ludzkim osiedlu, wiewiórka, ptak – żywe piękno. To bez tych przerywników film  by się rozsypywał.

Mistrza poznaje się po tym, jak dba o drugi plan. U Dłużewskiej nie tylko drugi plan jest starannie dobierany, dyskretnie wprowadza też plan trzeci – dźwiękowy. . Muzyka, odgłosy maszyn, śpiew ptaków. Stanowiąca motyw przewodni kompozycja fortepianowa, to dzieło Konrada Biniendy. – syna jednego z bohaterów filmu, pianisty i kompozytora. Bliżej finału filmu usłyszymy też dumną melodię i słowa: Marsz, marsz Polonia.  

Drugim, treściowym łącznikiem scen dziejących się na kilku kontynentach jest motyw jadącego motocyklisty. Zmienia on film-dokument w opowieść drogi, w opowieść o jakiejś misji.  

   

Dobro i coś wyższego

Polacy to emigranci, ale tacy szczególni: to naukowcy, którzy usłyszawszy o katastrofie smoleńskiej, przerażeni tym, jak usiłuje się zniszczyć prawdę – ruszyli z odsieczą. Z ziemi włoskiej… Nazwiska ich już padły, dodajmy po kilka słów.  

Inż. dr Wacław Berczyński. Absolwent, następnie pracownik naukowy Politechniki Łódzkiej, współzałożyciel „Solidarności”. Stan wojenny zastał go we Włoszech, gdzie otrzymał azyl polityczny, następnie wyjechał do Kanady i USA.  Na emigracji konstruktor samolotów, wieloletni pracownik Działu Wojskowo-Kosmicznego Boeinga i innych koncernów lotniczych.,

Prof. Wiesław Binienda. Absolwent Politechniki Warszawskiej, specjalista w dziedzinie materiałów kompozytowych, współpracuje  z NASA, jest współorganizatorem stałej konferencji Earth and Space – Engineering for Extreme Environments skupiającej światową czołówkę specjalistów. Od kilkunastu lat przewodniczący (dziekan) Wydziału Inżynierii Cywilnej Uniwersity of Akron, profesor z tzw. tenure. Współuczestniczył w badaniu katastrofy promu kosmicznego „Columbia”. Nagrody i wyróżnienia, które otrzymał  za naukowe osiągnięcia zapełniają całą ścianę jego gabinetu.   

Prof. Kazimierz Nowaczyk. Absolwent fizyki Uniwersytetu Gdańskiego  następnie asystent na wydziale fizyki tej uczelni. Internowany wiosną 1982 w ramach akcji „uczelnie”, osadzony w Iławie, gdzie zaprzyjaźnił się m., in. z Antonim Macierewiczem. Od 1996 w USA, w Baltimore. Po zaangażowaniu w prace zespołu badającego przyczyny Katastrofy Smoleńskiej  – usunięty z macierzystej uczelni. Tak jak robiono to w PRL: nie przedłużono umowy.   

Dr Grzegorz Szuladziński. Absolwent  Wydziału Mechanicznego Energetyki i Lotnictwa Politechniki Warszawskiej, na emigracji od 1967 roku, początkowo w USA, gdzie zajmował się m. in. bezpieczeństwem elektrowni jądrowych. Od 1981 roku w Australii. Kieruje firmą konsultingową, wchodzi w skład grupy  ekspertów zaangażowanych w prace wiązane z bezpieczeństwem narodowym Australii (Research Network for a Secure Australia, RNSA). Zajmuje się m.in. mechaniką rozpadu konstrukcji pod wpływem katastrof, zderzeń i materiałów wybuchowych.

Wszyscy czterej uczeni  współpracują z Zespołem Parlamentarnym do spraw Zbadania Przyczyn Katastrofy  TU-154 M z 10 kwietnia 2010 r. kierowanym przez Antoniego Macierewicza. To prof. Nowaczyk obliczył trajektorię lotu Tupolewa – z dostępnych danych wynika, że przebiegała wysoko ponad brzozą. Potwierdziły to badania prof. Biniendy. Z przeprowadzanych symulacji wynika także, iż nawet gdyby skrzydło samolotu zderzyło się z brzozą – ścięłoby ją jak zapałkę. Taki wynik otrzymywano również zmieniając częściowo parametry – wzmacniając odporność drzewa i zwiększając na modelu przekrój pnia.

Wszyscy czterej uczeni otrzymali tytuł „Człowieka Roku 2013” przyznawany przez „Gazetę Polską”.

 

Jest i piąty bohater – motocyklista to -.

Stanisław Zdziech. Uczestnik Rajdów Katyńskich, który bywał też w Ostaszkowie, Katyniu i Twerze. Ujęcia jego jazdy spajają w całość sceny dziejące się na różnych kontynentach, intrygują. Motocyklista urasta do rangi symbolu, to jakby nowe wcielenie Starego Wiarusa z dramatu Wyspiańskiego. Z czym się zjawia?.

Bohaterami filmu stają się też członkowie rodzin, żony, które dzielą los mężów i podobnie jak oni poddawane są licznym szykanom. Ale – jak powie żona Nowaczyka – gdzie ty Kajus, tam ja Kaja .Piękno wspólnego życia – wspólnej walki o prawdę to także piękno – tyle że coraz rzadziej spotykane w sztuce.  

 

W filmie obecna jest także wartość najwyższa – świętość. Jej obecność sygnalizuje krzyż poprzedzający słowa napisu na kamieniu, także krzyż wiszący w  mieszkaniu prof. Nowaczyka. Został on przeniesiony z ośrodka internowania, więźniowie zrobili go z listew stołka.  W pewnym momencie strażnicy chcieli krzyż   zerwać. Wtedy odezwał się Antoni Macierewicz: chciałbym zobaczyć oficera polskiego z orzełkiem na czapce jak zdejmuje ten krzyż. Nawet peerelowski żołdak  się nie odważył. Znak wiary pozostał. Gdy więźniowie opuszczali ośrodek – urządzili losowanie. Krzyż przypadł Nowaczykowi, towarzyszył mu w wyjeździe na emigrację, towarzyszy do dzisiaj.

Wydawało mi się, że Dłużewska zakończy film  ujęciem tego więziennego krzyża. Rymowałoby się to ze sceną początkową i stanowiłoby klamrowe zamknięcie utworu. Nie doceniłem artystki. Jak w sztukach antycznych po scenie kulminacyjnej –  w filmie nastąpiło wyciszenie, kameralna rozmowa – ale jaka! Motocyklista skończył swą wędrówkę i wysypał przed uczonym odłamki samolotu wygrzebane z miejsca katastrofy. Przekazał jemu, przekazał wszystkim nam – jak legat tego strasznego, polskiego testamentu

 

Polski rząd zdał rosyjski test.

Celem dzieła Dłużewskiej jest to, co jest celem jego  bohaterów: prawda. Do ostatecznych wyjaśnień twórcy i bohaterowie filmu nie dojdą, ale wykluczą kłamstwa. A kłamstw na temat katastrofy porównywalnej ze smoleńską tragedią było tak wiele, że nie mogły to być zwykłe pomyłki, jakie zazwyczaj towarzyszą dochodzeniu do prawdy. Słyszeliśmy o czterokrotnym podchodzeniu do lądowania, które poprzedziło, a może spowodowało katastrofę, o nacisku prezydenta na pilotów a nawet o pijanym generale. Minister zdrowia a obecna premier p. Kopacz opowiadała o znakomitej współpracy z rosyjskimi lekarzami i uczonymi, o ziemi „przekopanej na metr w głąb”, członek komisji p. Żurkowski przekonywał, że na ciałach ofiar nie było śladów ognia ani wybuchu, otoczenie premiera Tuska rozpływało się w zachwytach nad ludzkimi odruchami Rosjan. Niektóre oficjalne wersje wykluczały się i ośmieszały – ale o to także chodziło. Zamiast prawdy – szara, informacyjna mgła. Mgła smoleńska. Potem podano do wierzenia rosyjską wersję prawdy, tzw. raport Anodiny. Jego tezy zaczął powielać „polski” raport Komisji Millera. Kto się z nimi nie zgadzał był wykluczany z debaty jako oszołom i nieuk. Posłów, którzy pod kierunkiem Antoniego Macierewicza stworzyli komisję i chcieli odtworzyć prawdziwy przebieg katastrofy -  napiętnowano i piętnuje się do dzisiaj.

A prawda jaka była? – Nie wiemy. Znamy fragmenty – poszarpane, powyrywane jak odłamki samolotu. Na pewno wiadomo jest tyle: samolot, który w tego typu katastrofach rozbija się na kilka części – rozleciał się na tysiące odłamków. Z pasażerów – a z podobnych katastrof część ofiar wychodzi z życiem – nie przeżył nikt. Rosjanie – przy pokornej zgodzie polskich władz – zawłaszczyli wrak polskiego samolotu, potem go konsekwentnie niszczyli, przez pół roku trzymali na płycie lotniska, pewne fragmenty ukradli, pewne tylko poddali czyszczeniu, przy okazji zabrali czarne skrzynki i zmanipulowali nagrania. Do dzisiaj wraku nie oddano.

Rosjanie zmanipulowali też zeznania świadków katastrofy – pracowników wieży kontrolnej. Do spółki z władzami polskimi uzgodnili nieludzką procedurą zwrotu ciał ofiar: pod warunkiem, że oni sporządzą dokumenty sekcji i że Polacy nie zajrzą do trumien. W rezultacie otrzymaliśmy trumny z pomieszanymi szczątkami, nierzadko – jak na drwinę – dopchane trawą i błotem. Towarzyszyły im pseudonaukowe, w istocie będące kpiną z prawdy i ludzkich uczuć „opisy zawartości”. Do dziś nikt nie może być pewien, kto w jakim grobie spoczywa. To już nie naukowe pomyłki, to manifestacyjna pogarda, to profanacja zwłok pokonanego przeciwnika. W patetycznych słowach rosyjskich i polskich polityków słyszymy ten sam rechot barbarzyńców. Oni wierzą, że splugawienie ciał uniemożliwi zmarłym pobyt w zaświatach a żywym zohydzi pamięć.    

I na koniec.

Układem odniesienia filmu jest tragedia Polski, ale i groźba tragedii, która wisi nad Europą. Wydaje się rzeczą pewną, że mamy do czynienia ze zbrodnią, badacze mogą odkryć tylko szczegóły techniczne -  w jaki sposób ją przeprowadzono. Wiedzą jaką wynieśliśmy z historii nakazuje stawiać dalsze pytania. Wiadomo, że Rosjanie nie popełniają zbrodni bezcelowych. Smoleńsk, podobnie jak Katyń, to likwidacja części elit, ale także swego rodzaju test. Test na tchórzliwa tolerancję świata, taki sam jaki przeprowadzany był w czasach Hitlera w Monachium, a obecnie  przez Putina na Ukrainie. Test na stopień upodlenia  i serwilizm ekipy rządzącej Polską. Oba testy – ten europejski  i ten polski - wypadły pozytywnie. To znaczy po myśli Rosjan.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl