Potrafiła ciepło i na luzie, a przy tym w mądry sposób prowadzić audycję. Potrafiła słuchać swojego rozmówcy. Była ciekawa świata, co jest rzadkością wśród dziennikarzy – Renata Kim na łamach „Newsweeka” wspomina Annę Laszuk, zmarłą niedawno redaktorkę radia TOK FM.
Renata Kim przypomina, że Anna Laszuk miała zostać muzykiem. Po roku nauki na Akademii Muzycznej w Warszawie rzuciła jednak studia i wyjechała do Łodzi, by pracować w Pałacu Młodzieży. „Ponieważ wciąż brakowało jej pieniędzy, zatrudniła się w fabryce pończoch i rajstop jako kontrolerka” – czytamy w „Newsweeku”. Ale Łódź nie była jej ostatecznym miejscem na ziemi, wciąż go szukała. Po kilku latach znalazła bezpieczną przystań w radiu TOK FM. „To był chyba rok 1999. Anka odpowiedziała na ogłoszenie, zrobiliśmy jej próby w studiu, spodobała się. Była mocno nieporadna, ale miała w sobie jakąś wyjątkowość” – wspomina Annę Laszuk jej pierwszy szef z TOK-u, Andrzej Szozda.
Laszuk idealnie wpisywała się swoją osobowością w charakter pierwszego, „mówionego” radia w Polsce. Nie tylko informowała, ale też wypowiadała na antenie swoje opinie, komentowała – miała określone poglądy, wręcz kontrowersyjne. Jak wspomina na łamach „Newsweeka” Ewa Wanat, kolejna szefowa Laszuk, w dziennikarce urzekł ją najbardziej jej niski, niezwykły głos. „Szalenie podobało mi się, jak prowadzi rozmowę. Jej energia, intelekt, sposób argumentacji, wszystko (…) Była najlepszym na świecie pracownikiem. Takim, od którego szef może się uczyć. Samodzielna, inteligentna, bardzo mi imponowała przygotowaniem i wiedzą” – wylicza zalety swojej pracownicy Ewa Wanat.
We wspomnieniu Anny Laszuk opublikowanym w najnowszym „Newsweeku” możemy przeczytać również o jej pisarskiej karierze. Laszuk jest autorką dwóch książek – „Dziewczyny, wyjdźcie z szafy” i „Małej książki o homofobii”, które wiążą się z jej orientacją seksualną. Gdy zaczynała pracę w TOK FM nie przyznała się od razu, że jest lesbijką. Z czasem zdecydowała się jednak na coming out, ale nie poprzestała na tym – była aktywistką, działaczką na rzecz praw kobiet. „Kiedy występowała w telewizji, robiła to nie tylko jako pani dziennikarka, ale czasami także po prostu jako lesbijka” – wspomina Marta Konarzewska, przyjaciółka i współpracowniczka Anny Laszuk.
Dziennikarka TOK-u odeszła w wieku 43 lat, przegrywając walkę z nowotworem. „Ania nie chciała spotykać się z ludźmi, nie chciała, żeby opowiadać o szczegółach jej choroby. To była niezależna, dumna baba. I nagle zrobiła się strasznie słaba. Nie chciała tego nikomu pokazywać” – mówi w „Newsweeku” Zuzanna Piechowicz, sekretarz redakcji TOK FM. „Zresztą gdyby ją ktoś odwiedził, to co by powiedział? Cześć, jak tam twoje umieranie? – dodaje.
Więcej w tekście „Dziewczyna, która wyszła z szafy” na str. 54-57 najnowszego wydania tygodnika „Uważam Rze”.
Opr. OG
