Publicznie powiedział, że telewizja jest kiepska, bo widzowie chcą oglądać tylko przaśną rozrywkę. Grzegorz Miecugow miał prawo tak stwierdzić? – zastanawia się w „Newsweeku” Igor T. Miecik.

„Nawet kiedy żartuje, jest w tym smutek. Nie ma złudzeń, w którą stronę zmierza świat” – pisze o Miecugowie Miecik. Przypomina, że życie pomysłodawcy i prowadzącego program „Szkło kontaktowe” w TVN24 to walka z demonami – hazardem, alkoholem, nikotyną, nowotworem. „Widać, że stoczył walkę. Twarz ma zmęczoną, oczy jakby zgaszone” – czytamy w „Newsweeku”. Jak to się stało, że stał się bohaterem artykułu Miecika? Violetta Ozminkowski, dziennikarka „Newsweeka” przeprowadziła z Miecugowem biograficzny wywiad rzekę „Szkiełko i wokół”. „Zdziwiłem się, że ktoś chce opisać moje życie. Wywiad rzekę robi się z kimś ważnym albo z kimś, kto odchodzi z tego świata. Ja ani nie czuję się ważny, ani nigdzie się nie wybieram. Nie mam jeszcze 57 lat” – tłumaczy Grzegorz Miecugow.

Igor T. Miecik przypomina, że zanim gospodarz „Szkła kontaktowego” trafił do TVN, gdzie współtworzył „Fakty”, a później kanał informacyjny TVN24, kierował m.in. radiową Trójką i telewizyjnymi „Wiadomościami”. I w pracy, i w życiu Miecugow jest – jak sam mówi – spolegliwy, w takim sensie, że można na nim polegać. A nade wszystko to wrażliwiec. „Dziś w programie >>Szkło kontaktowe<<, do którego dzwonią widzowie, Miecugow potrafi słuchać z szacunkiem i uwagą nawet wtedy, gdy ktoś plecie androny. Ta wrażliwość to dar, ale i ciężkie brzemię, potrafi pokaleczyć tego, kto nosi ją w sobie” – stwierdza Miecik.

Z „Newsweeka” poznajemy też największe marzenie Grzegorza Miecugowa. Pomysłodawca „Szkła kontaktowego” wie jednak, że mogłoby się spełnić tylko we śnie. Gdyby miała bowiem powstać telewizja publiczna z prawdziwego zdarzenia, o której zawodowo marzy,  taka jak BBC, potrzebna byłaby prawdziwa misja, ambitne produkcje, poważna publicystyka, reportaż, dokument, edukacja. „W tym śnie nie ma reklam ani politycznej kontroli. Nie trzeba równać w dół i nadążać za gustami tych, którzy chcą gwiazd tańczących na lodzie czy ludzi bijących się na głosy” – wyjaśnia Miecugow w „Newsweeku”. Według niego, gdyby taki sen się ziścił, nikomu nie trzeba by udowadniać, że widzowie jednak nie są głupi i nie samą przaśną rozrywką żyją.

Miecugow twierdzi bowiem, że „największą słabością mediów jest coraz bardziej stabloidyzowany odbiorca, który od rozrywki na poziomie woli przaśność i naparzankę”. Czy tak faktycznie jest? Milena Rachid Chehab zebrała na łamach tygodnika opinie polskich telewidzów na temat tego, co lubią oglądać. Na przykład, Bożena Maciejowska, 57-letnia mieszkanka Legionowa, zgadza się z Miecugowem. „Powód? >>Taniec  z gwiazdami<<, który mój mąż uwielbia, a ja bardzo szybko przestałam oglądać. Bo tam zawsze odpadali starsi uczestnicy, nawet jeśli lepiej tańczyli. Widzowie głosowali na młodszych, bo ich lubili, nawet jeśli jury jechało po tych tancerzach jak po łysej kobyle. Wtedy zdałam sobie sprawę, jak wielką moc mają ludzie przed telewizorami” – tłumaczy w „Newsweeku”.

 

Więcej w tekstach Igora T. Miecika „Wrażliwiec” na str. 58-61 oraz  Mileny Rachid Chehab „Jak oni oglądają” na str. 62-65 najnowszego wydania tygodnika „Newsweek”.

Opr. OG

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl