Paweł Miter, autor głośnej prowokacji z udziałem prezesa Sądu Okręgowego w Gdańsku, znalazł się na celowniku prasy. Miter wydał oświadczenie, w którym dementuje doniesienia na swój temat. Opublikowało je Katolickie Stowarzyszenie Dziennikarzy.
Doniesienia dzienników związane były z rzekomym poszukiwaniem Mitera przez wrocławską prokuraturę w charakterze świadka. Gazety twierdziły, że Paweł Miter znalazł na ulicy dokumenty należące do Eurobanku. „Podawane są informacje nieprawdziwe i szkalujące moją osobę oraz godzące w moje dobra osobiste. Oczywiście byłem pracownikiem departamentu windykacji Eurobanku, ale nigdy nie doszło do złamania przeze mnie umowy pracy w Eurobanku. Z tego banku odszedłem składając wypowiedzenie umowy pracy, do dnia dzisiejszego mam dobre kontakty z kierownictwem tego banku” - napisał Miter w oświadczeniu, które opublikował serwis KSD.pl.
Miter na stronie Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy wyjaśnia, że nie miał nic wspólnego z rzekomymi dokumentami Eurobanku oraz że w celu wyjaśnienia tej sprawy i zdementowania medialnych doniesień na swój temat, stawił się we wrocławskiej prokuraturze, gdzie usłyszał przeprosiny. „Obecne ataki na moją osobę przez dziennikarzy >>Gazety Wyborczej<< Jacka Harłukowicza i >>Polski The Times<< Marcina Rybaka, uznaję za próbę zaszczucia i szkalowania po tym, jak z dziennikarzem >>Gazety Polskiej Codziennie<< ujawniłem głęboką patologię w polskim sądownictwie. Obecnie trwa odwracanie uwagi od meritum sprawy sędziego Ryszarda Milewskiego. Co jest bardzo przykre, szczególnie wtedy, kiedy dokonuje się personalnych ataków na moją osobę” - stwierdził w swoim oświadczeniu Miter. Dodał na koniec, że za artykuł opublikowany w „Wyborczej”, zamierza pozwać gazetę, podpisując swoje oświadczenie, jako „członek – kandydat Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy”.
Opr. OG
