Jak ograniczać słowną agresję, nie ograniczając wolności słowa? Odpowiedzi szuka w nowym wydaniu „Polityki” Marek Ostrowski.
Ostrowski zwraca szczególną uwagę na procesy wytaczane na linii politycy – dziennikarze. Zdaniem publicysty, potrzeba by więcej słownej finezji w ustach przedstawicieli obu tych grup, aby uniknąć spotkań w sądzie. „Politycy, zwłaszcza lokalni, nie lubią dziennikarzy (pewnie z wzajemnością) i często, kiedy mogą, wytaczają im procesy o zniesławienie na podstawie art. 212 kk” - czytamy w „Polityce”. Artykuł 212 i chamstwo w Internecie, to w ocenie Marka Ostrowskiego „dwa wielkie nierozwiązane problemy” w relacjach mediów i władzy. „Dla prasy sam art. 212 w Kodeksie karnym jest szkodliwym straszakiem i przeżytkiem” - zauważa publicysta. Przypomina w tygodniku o akcji pod nazwą „Wykreśl 212 kk”, którą prowadzą wspólnie Stowarzyszenie Gazet Lokalnych, Izba Wydawców Prasy i Helsińska Fundacja Praw Człowieka. „Proszono prezydenta o inicjatywę ustawodawczą w tej sprawie, ale Ministerstwo Sprawiedliwości uważa, że przepis powinien w Kodeksie pozostać” - wyjaśnia Ostrowski.
Mimo że zdaniem redaktora „Polityki” art. 212 jest nadużywany w walce polityków z prasą, jego całkowite wykreślenie byłoby ryzykowne, jak stwierdza Ostrowski. I przywołuje słowa Macieja Ślusarka, adwokata, pełnomocnika m.in. Tomasza Lisa: „Państwo mnie broni przed złodziejem, który ukradnie mi radio z samochodu. A ma pozostać obojętne, kiedy ktoś rozgłasza, że oszukałem klientów, czyli kradnie coś dużo cenniejszego – moją reputację, na którą pracowałem całe życie?”.
Drugim ważnym i nierozwiązanym problemem w relacjach polityków i dziennikarzy jest szerzące się w Internecie chamstwo. Ostrowski przywołuje przy tej okazji wypowiedź Radosława Sikorskiego, który sieć uznał za „kloakę, w której różni frustraci wylewają swoją żółć”. A żółć, jak zauważa publicysta „Polityki”, trudno odkazić. Dlatego pochwala on pomysł ministra Sikorskiego, aby ścigać tych, którzy w Internecie szerzą rasizm i nienawiść.
Czy jednak istnieje jakakolwiek szansa na zupełne wyczyszczenie relacji mediów i władzy, czy miejscem ich spotkań może przestać być sąd? „Raczej nie” - odpowiada Ostrowski. Redaktor twierdzi, że i politycy, i dziennikarze wierzą najpewniej w ironiczną radę francuskiego komediopisarza Beaumarchaisa, który mówił: „Obrażajcie ludzi i szastajcie kalumniami, zawsze przecież coś z tego zostanie”.
Więcej w tekście Marka Ostrowskiego „Paragrafy na epitety” na str. 96-97 najnowszego wydania tygodnika „Polityka”.
Opr. OG
