Tanio, swojsko i blisko widza – to recepta polskich stacji na nowy sezon w telewizji. Aneta Kyzioł pisze w „Polityce”, co czeka widzów tej jesieni.

„Naczelną zasadą telewizyjnej rozrywki jest budowanie silnych więzi emocjonalnych z widzem i przekonanie go, że nie tylko decyduje o tym, jak się potoczy dany program, ale rządzi całą ramówką” – czytamy w „Polityce”. Aneta Kyzioł zauważa jednak w tygodniku, że w czasie, gdy samych kanałów po polsku jest 180, era programów z masową oglądalnością mija. „Rekordy oglądalności należą dziś prawie bez wyjątku do głośnych wydarzeń sportowych, i to tylko z udziałem polskich zawodników” – stwierdza publicystka. „Wszystkim spada oglądalność, a wraz z nią dochody z reklam” – potwierdza w „Polityce” Juliusz Braun, prezes TVP.

Co robią telewizje w takiej sytuacji? Lepią programy z puzzli, z których każdy element ma przynosić zysk i odpowiedni procent udziałów w rynku. Ważnym elementem tej układanki są tzw. variety show, rozmaite mieszanki gatunkowe, gdzie triumfy święcą ostatnio programy kulinarne. Telewizje rezygnują z kosztownych produkcji, ale Aneta Kyzioł zastanawia się, czy to dobry ruch. Coraz poważniejszym zagrożeniem staje się bowiem dla TV Internet i tysiące potencjalnych kanałów telewizji YouTube oraz tworzony przez Telewizję Polską naziemny multipleks. „Czas pokaże, czy nastąpi odpływ widzów od platform płatnych, pewne jest natomiast, że cztery główne kanały stracą przewagę zasięgu – będą miały taki sam jak kilkanaście innych” – ocenia na łamach „Polityki” prezes Braun.

Zmieniająca się rzeczywistość telewizyjna doskonale odbija się w formach „faction” – z pogranicza tego, co prawdziwe i tego, co wymyślone. „Dziś telewidz chce oglądać na ekranie siebie. Lubi bohaterów takich jak on, ale na starcie, z nadzieją na lepszą przyszłość” – pisze Aneta Kyzioł. Słupki oglądalności podbijają więc docu-soapy, przedstawiające historie „z życia wzięte”, odgrywane przez amatorów, kręcone pod okiem scenarzystów czuwających nad naturalnością każdej sceny.

Telewizyjne gusta Polaków dobrze widać też na przykładzie emitowanych u nas seriali – lubimy to, co polskie i co osadzone w polskich realiach. Dlatego telewizje w jesiennej ramówce starają się odpowiedzieć na potrzeby swoich widzów, a dodatkowo wspierają ekranową produkcję działalnością w sieci. „Każda z produkcji już od lat wykorzystuje sieć: powstaje strona internetowa, profil na Facebooku, by w ten sposób wciągnąć widza w interakcję” – czytamy w „Polityce”.

 

Więcej w tekście Anety Kyzioł „Z kamerą u sąsiadów” na str. 78-80 najnowszego wydania tygodnika „Polityka”.

 

Opr. OG

 

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl