Dzień Kobiet przypomina, że świat należy do mężczyzn. Wprawdzie media sporo mówią i piszą o kobietach (najczęściej negatywnie, jako o dziwadłach - Grodzkiej, Pawłowicz, czy Katarzynie W.), to w neutralnych relacjach nadal kobiety występują w mediach trzy razy rzadziej niż mężczyźni, szczególnie politycy. Dlaczego: bo nie potrafią być tak dosadne (i wulgarne) jak poseł Niesiołowski, nie potrafią pisać i mówić w tak obraźliwy i nienawistny sposób jak wielu publicystów, czy to prawicowych, czy lewicowych. W polityce brakuje im tupetu i chamstwa, i tej nieznośnej pewności siebie (bez żadnej racji), prezentowanej przez wielu męskich posłów.
Zastanawiam się, dlaczego tak się dzieje, że np. ze studiów dziennikarskich, gdzie ilościowa przewaga pań nad panami jest porażająca (ok. 4:1), tak mało kobiet potem wybija się w profesjonalnym życiu. Co się dzieje pomiędzy studiami a pracą zawodową? Kiedy pytałem o to studentów i studentki dziennikarstwa, to słyszałem kilka argumentów: macierzyństwo, powrót do rodzinnych, małomiasteczkowych i tradycyjnych środowisk, brak tych cech charakteru, które umożliwiają robienie kariery. Owszem, kobiety mniej wierzą w siebie niż mężczyźni. Nieprzygotowana, czy źle przygotowana do odpowiedzi studentka (na ogół) konfuduje się, ma wyrzuty sumienia, jest zestresowana i oczywiście zapewnia, że następnym razem dobrze przygotuje się do egzaminu. A co (często) robią faceci? - nie przejmują się, że nic nie umieją, są zadufani w sobie, bezczelnie próbują wmówić, że są przygotowani i mają pretensje (rzecz jasna nie wszyscy), że nie dostają zaliczenia. Różnica wychowania, różnica kultur, różnica pomiędzy Polską a Zachodem. Kobiety mają być grzeczne, bo za to – jako dziewczynki - były nagradzane, mężczyźni mogą psocić, bo na w wiele więcej chłopcom pozwalano. W dorosłym życiu panie gorzej zarabiają, rzadziej pełnią kierownicze funkcje, rzadziej są wybierane do parlamentu, rzadziej występują w mediach.
Już ponad 150 lat filozof francuski August Comte pisał, że kobiety łagodzą obyczaje i zalecał, żeby to właśnie kobietom oddać prowadzenie spraw państwowych i politycznych. Będzie mniej kłótni, awantur i wojen, a więcej pokoju i miłośni bliźniego. Zatem, panowie premierzy Tusk, Kaczyński, Miller, ustąpcie trochę, oddajecie więcej miejsc na listach wyborczych swoich partii kobietom (ale nie tym, którzy przypominają w zaciekłości mężczyzn – dlatego je wybieracie, bo są do nich podobne!?), i może wtedy z parlamentu znikną macho, od lat niemający nic sensownego do powiedzenia, co – niestety – widać po polskim prawodawstwie, sytuacji w służbie zdrowia, czy w gospodarce.
A co do pań, to powinny bardziej uwierzyć w siebie i w swoje koleżanki, i pozbyć się niewolniczej mentalności, która nie pozwala im na pomyślenie, że można z życia publicznego wyeliminować wielu od lat rozsiadłych w Sejmie, pasożytniczych osobników. Wybory już niedługo, warto, żebyście panie o tym pomyślały. Jest Was połowa tego społeczeństwa, ale o swoje interesy zadbać in gremio nie potraficie…
9 marca 2013
