Okazuje się, że informacje w internecie wystarczą, aby śledzić na bieżąco wydarzenia. Są też duże plusy. W sieci sam reguluję tempo przyswajania treści artykułów, mogę więc tylko omiatać wzrokiem banały i kłamstwa skupiając się na realnych wiadomościach. A skoro na ogół są to pisane teksty, nie muszę mieć kontaktu z osobowościami telewizyjnymi, z których tylko garstkę lubiłbym spotkać w realu. Zdarzyło mi się jednak zajrzeć do CNN i BBC, chociaż rzadziej, niż kiedyś. Wszystko o czym mówią jest w sieci.

   Obejrzałem dotąd kilka filmów. To rzeczywistość wykreowana w sposób przemyślany przez lata pracy nad scenariuszem, staranny dobór  aktorów, wiele tygodni zdjęć a  następnie montażu. Dzięki temu filmy mają intensywność dając wrażenie pełni życia, jakiej nie osiąga telewizja informacyjna, za wyjątkiem bezpośredniej transmisji z jakiejś katastrofy, co nie jest częste. A kiedy się już zdarzy, telewizja powtarza wciąż i bezwstydnie te same zdjęcia  tragicznego wydarzenia, sycąc widzów cierpieniem ofiar.

   Ale co tam filmy. Lubię siadać przed wyłączonym telewizorem, na którym nie ma nic. Powierzchnię 42 calowego ekranu zaczynają wtedy wypełniać obrazy z mojej wyobraźni. Owszem, nie są tak intensywne, jak jaskrawo kolorowe zdjęcia żywej telewizji, ale dają okazję do namysłu nad sobą i światem. I nikt się nie wtrąca z pośpiesznym komentarzem.

   Jako młody człowiek zafascynowany prawosławiem napisałem esej porównując działanie telewizji oraz ikony cerkiewnej. Ikona była pomyślana jako transmisja z nieba. Symboliczne postaci i przedmioty miały za zadanie poruszać wyobraźnię widza kierując ku rzeczom idealnym. Natomiast telewizja informacyjna wydaje się transmisją jeśli nie z piekła, to z czyśćca, kierując wyobraźnię widza ku występkom polityków, obywateli , zbrodniarzy. Czy w taki sposób pełni pożyteczną rolę? Tak, jeśli informuje o świecie zamiast celowo podsycać złe emocje nienawiści, gniewu i strachu. Kult ikony skupia wokół siebie społeczność, bo odbywa się wspólnie w jednym miejscu, przed ołtarzem. A telewizję ogląda się w samotności; ponieważ dla wielu jest ciekawa, zatrzymuje ludzi w domu, rozbija więc społeczność.

   Esej napisałem za dyktatury gen. Jaruzelskiego potępiając telewizję z nienawiści do propagandy PRL u schyłku komuny. Pamiętam rozświetone niebieską poświatą okna i odrażający dźwięk sygnału Dziennika Telewizyjnego o 19.30. Teraz też brzydzę się schyłkową propagandą PO. Ale wtedy miałem na pociechę ikonę, a dziś – czarny ekran.

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl