Tabloidy w Polsce same wykreowały matkę Madzi z Sosnowca na gwiazdę. W kilka chwil kobieta stała się objawieniem roku. Dzisiaj przepadła, szukają jej organy ścigania. A bulwarówki obwiniają je o zniknięcie Katarzyny W., zapominając, że same przyczyniły się do takiego biegu wydarzeń – stwierdza w „Uważam Rze” Marzena Nykiel.

Absurdalna telenowela z udziałem Katarzyny W. trwa już blisko rok. „Zdążyła przybrać rozmiary pozbawionej granic niedorzeczności” – ocenia Marzena Nykiel. Skąd taka opinia? Publicystka pisze, że matka małej Madzi nie tylko cieszy się rosnącym zainteresowaniem mediów, ale traktowana jest jako gwiazda i objawienie roku – stała się bohaterką wywiadów, pozuje do sesji zdjęciowych, doczekała się nawet swojej biografii. „Katarzyna W. sprzedaje się w tabloidach wyjątkowo chętnie, a te jeszcze chętniej kupują nowe odcinki reżyserowanego przez nią serialu. Kto pogubił się bardziej? Kto stracił kontrolę i poczucie rzeczywistości w pogoni za zyskiem” – pyta publicystka „URze”.

Marzena Nykiel dla lepszego zrozumienia sprawy przewija taśmę z wydarzeniami z Sosnowca do początku. Opisuje krok po kroku, jak Katarzyna W. zmieniała swoje zachowanie i jak te zmiany rozbudzały apetyt głodnych sensacji tabloidów, z „Super Expressem” na czele. Ludzie chcieli czytać najpierw o skrzywdzonych przez los rodzicach, później – gdy sprawa nabrała tempa dzięki detektywowi Rutkowskiemu – jeszcze silniej zaczęli przeżywać serial nadawany z Sosnowca. Rodzina W. była wypatrywana przez paparazzich, bulwarówki namiętnie opisywały każdy szczegół z jej życia. Gdy w lipcu prokuratura zmieniła zarzuty wobec matki Madzi i zaczęła podejrzewać ją o zabójstwo, telenowela z udziałem kobiety zaczęła sprzedawać się jeszcze lepiej. „Gdy temat cichł, kreowano historie, podpytując na przykład o rozwodową przyszłość Waśniewskich jasnowidza Jackowskiego czy detektywa Rutkowskiego. Pojawił się też wątek kochanki Bartka i dorabiania Katarzyny w nocnym klubie. Krotko mówiąc  – szyto” – czytamy w „Uważam Rze”.

Dlaczego tabloidy tak bardzo zaangażowały się w historię Katarzyny W.? Marzena Nykiel stawia to pytanie Sławomirowi Jastrzębowskiemu, redaktorowi naczelnemu „SE”, który wyjaśnia, że chodziło i o informowanie, i o szokowanie. „Bez względu na to, czy ktoś uważa tę publikację za dobrą czy też nie, to z całą pewnością nikt nie przejdzie wobec niej obojętnie” – mówi Jastrzębowski na łamach „URze”.

Tabloidowa sprężyna znów się nakręciła – Katarzyna W. zniknęła bez śladu. „Można mieć pewność, że ten serial nieprędko się skończy. Pozostaje tylko pytanie: dokąd zmierza ta niedorzeczna plątanina medialnych faktów” – pisze Marzena Nykiel. Publicystka zwraca uwagę na zachowanie bulwarówek, które najpierw wykreowały matkę Madzi na gwiazdę swoich czołówek, a teraz zarzucają organom ścigania, że kobieta zniknęła. W dalszym ciągu zamiast rzetelnie informować, z premedytacją przekraczają granice. Nykiel się jednak nie dziwi takiemu biegowi zdarzeń, bowiem nic nie wywołuje społecznego poruszenia równie skutecznie, jak dramat dziecka skrzywdzonego przez rodziców. „W tym dramacie ofiar jest znacznie więcej. Może dlatego ta skandaliczna historia jeszcze długo nie przestanie się sprzedawać” – podsumowuje redaktorka „Uważam Rze”.

 

Więcej w tekście Marzeny Nykiel „Ucieczka Katarzyny W.” na str. 38-40 najnowszego wydania tygodnika „Uważam Rze”.

Opr. OG

 

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl