„Podwładni pana Hajdarowicza chcą brać pieniądze od pana Hajdarowicza, ale jednocześnie rżną dziewice orleańskie i rycerzy wolnego słowa” – pisze w portalu NaTemat.pl jego redaktor naczelny, Tomasz Lis.
Wszystko zaczęło się ponad dwa tygodnie temu. Od tego czasu pracownicy Presspubliki „zgarniają gotówkę Hajdarowicza do niepokornego portfela i gardłują, że Hajdarowicz to menda”. Od kogoś takiego bierzecie pieniądze? – pyta z ironią Lis. „Toż wy mydłki jesteście, a nie niepokorni. Wasza >>niepokora<< na złocisze jest łatwo wymienialna” – odpowiada sam sobie.
Kto należy do grona owych mydłków? Bracia Karnowscy, którzy w ofensywę trotylową zaprzęgli serwis wPolityce.pl, „owy portalik do opluwania swego pracodawcy”. Lis pisze: „Od ponad dwóch tygodni ukazują się w tym portaliku teksty, z których jasno wynika, że Hajdarowicz to mięczak, sługus Tuska, postać bylejaka. Zgaduję, że w ciągu tych dwóch tygodni nasi milusińscy niepokorni już zdążyli udać się po wypłatę do pana Hajdarowicza”. Grono mydłków uzupełnia Piotr Zaremba, „wiceKarnowski”, który w portalu wPolityce.pl zarzucił Hajdarowiczowi, że podważa sens dziennikarstwa śledczego i ręcznie steruje redakcją „Rzepy”. „Halo, znaczy to ni mniej ni więcej, że Hajdarowicz jest cenzorem. I od tego cenzora nasz >>niepokorny<< Zaremba bierze pieniądze? - pyta Lis po raz kolejny. Wreszcie wskazuje na Piotra Lisickiego jako kalającego własne gniazdo. Redaktor naczelny portalu NaTemat.pl kpi z „niepokorności”. Lisickiego. Ten wykazuje się nią, gdy mówi o Hajdarowiczu, że nie stawia pytań o własną wiarygodność albo że wykorzystuje swoją pozycję do prezentowania własnych poglądów, i to bez ponoszenia jakiejkolwiek odpowiedzialności.
„Od ponad dwudziestu dwóch lat pracuję w mediach, ale nigdy nie byłem świadkiem sytuacji, gdy podwładni tak otwarcie pluli właścicielowi swoje gazety w twarz. Robią to otwarcie i bezceremonialnie” – stwierdza Lis. I przypomina, że kilka razy był w sytuacji otwartego konfliktu z właścicielem. „Czasem, jak w przypadku TVN, wylatywałem z pracy. Czasem, jak w przypadku Polsatu, z pracy rezygnowałem. Za każdym razem stawiałem się ostro. Uważałem, że takie jest moje prawo. Rozumiałem też, że właściciel ma prawo wyrzucić mnie z pracy” – tłumaczy Tomasz Lis. Jego zdaniem „niepokorni” z Presspubliki chcą postawić właściciela wydawnictwa, w którym pracują, do kąta, „opluć go, ale jednocześnie brać od niego kasę i dalej go opluwać”. „Pan Hajdarowicz jest wybitnie tolerancyjny. Każdy normalny wydawca po takich popisach panów dziennikarzy wylałby ich na zbitą buzię. Koniec. Kropka” –stwierdza naczelny portalu NaTemat.pl. W jego ocenie Karnowscy, Zaremba i Lisicki, gdyby mieli „jaja”, dawno zrezygnowaliby z pracy u Hajdarowicza. Tymczasem biorą pieniądze od „świni” (bo taki obraz właściciela Pressbuliki wyłania się z opinii redaktorów jego wydawnictwa), nie mając jaj, ale wydmuszki.
Więcej: http://tomaszlis.natemat.pl/39677,karnowscy-lisicki-wildstein-zaremba-macie-jaja
Opr. OG
