http://www.jacekwegner.pl
 
 
Jeden plus sześć Nobli
 
Pod względem liczby noblistów nie jesteśmy wcale na szarym końcu. Mamy Sienkiewicza, dwukrotnie Marię Curie Skłodowską, Reymonta, Miłosza i Szymborską. Dwie kobiety, co wśród nagradzanych Noblem nie jest bynajmniej częste, a właściwie trzy niewiasty, albowiem Skłodowskiej dwa razy przyznano tę nagrodę.
 
I mamy jeszcze jednego geniusza, którego podziwiał cały świat, czyli Europa, kiedy była „całym światem”, a to dlatego, że był laureatem największego ówczesnego wyróżnienia – papieskiego. Nagradzanych nie było zbyt wielu, bo wymagania były wysokie: i treść, i artyzm decydowały o wyróżnieniach papieskich. Poza tym niewielu było papieży, którzy zachwycaliby się słowem artystycznym i wreszcie warunkiem zwrócenia uwagi papieskiej było tworzenie w ówczesnym języku uniwersalnym, czyli po łacinie. I tu nikt od twórców z Rzeczypospolitej nie miał większych możliwości, ponieważ łacina była w niej drugim po polskim językiem powszechnym.
 
Papież Urban VIII, smakosz literatury, uwieńczył Sarbiewskiego wawrzynem literackim, rozsławiwszy jego imię w Europie. Prestiż tych laurów nie tylko że nie ustępował dzisiejszemu Noblowi, ale chyba go nawet przewyższał. No bo zważmy: dwa tomy poezji Macieja Kazimierza Sarbiewskiego, „Lyrycorum libri IV” i „Epodon liber unus alterque Epigrammatum” z 1634 roku, przedrukowywano w Europie ponad 6O razy. A kartę tytułową jedną z wytwornych edycji ozdobił sam mistrz Piotr Paweł Rubens. To już w sławę tego poety polskiego, żyjącego w latach 1595-1640, wątpić nie podobna.
 
Tymczasem jego dorobek jest u nas znany jedynie historykom literatury polskiej, a i to nie wszystkim. Z dwóch nade wszystko powodów – mało kto dzisiaj zna język Cicerona, żeby upajać się pięknem tej rytmicznej mowy poetyckiej dźwięczącej jak muzyka. Po wtóre – kto dzisiaj umiałby wzruszać się poetyckim wyrazem głębokich przeżyć religijnych. Bóg opuścił poezję prawie dwieście lat temu, a raczej myśmy Go z niej usunęli (z wyjątkiem Norwida, który z tego chociażby powodu jest ewenementem w skali światowej); czasami idea Boga pojawia się jeszcze w prozie, ale nienagradzanej Noblem ani żadnymi innym wieńcem laurowym.
 
Na Sarbiewskiego ówcześnie poeci i filozofowie często powoływali się w różnych wypowiedziach literackich czy uczonych, nazywając naszego mazowszanina Horacym chrześcijańskim lub sarmackim. A nie przydawka była tu zaszczytna, lecz zestawienie z mistrzem starożytnym, którego poezję w dwóch pierwszych wiekach nowożytności Europa zgodnie uznawała za niedościgły wzór piękna literackiego.
 
Sarbiewski studiował filozofię i teologię na akademii wileńskiej i po studiach teologicznych w Braniewie wstąpił do zakonu jezuitów. Był niestrudzonym, żył krótko, pracownikiem pióra. Oprócz uprawiania poezji zajmował się teorią literatury. Wydał cztery rozprawy (w tłumaczeniu na polski): „O poezji doskonałej”, „O poincie i dowcipie”, „O rodzajach poezji lirycznej”, „O zaletach i wadach elegii”. O drugiej z wymienionych historycy literatury mówią, że była to nowatorska jak ona owe czasy teoria barokowego konceptu.
 
W „O poezji doskonałej” znajdujemy mały traktat „Lechiada”. Sarbiewski, jak pisze wybitny historyk literatury Ignacy Chrzanowski, „zniewieściałej (już wtedy, w XVII w. jak dzisiaj – J.W.) Europie przeciwstawia rycerską Polskę”. I pisze, że Polacy „umysł mają chłonny na wszystko, co ich otacza (...) umysłowość to jednak (...) podatna na wpływy (...) mało wytrwała (...) nielubiąca wysiłków(...). Wiele rzeczy w nas natura rozpoczyna, lecz niewiele tylko doprowadza do końca.(...) Polacy (...) chcieliby zawsze być czymś więcej, niż są, nigdy z siebie niezadowoleni.(....) Ojczyznę swoją kochają dopiero wtedy, gdy są z dala od niej, a będąc na miejscu nie cierpią jej, jakby po to wyjeżdżali za granicę, aby ją pokochać, a wracali, aby znienawidzić (...) Oni jedni korzystają z dwu najpiękniejszych skarbów, jakie tylko może posiadać państwo: z wolności i wymowy, która jest identyczna ze swobodą słowa. Oni jedni swobodnie wybierają sobie króla, swobodnie żyją i wypowiadają się pod jego rządami. (...) Oni jedni wstydzą się żyć z cudzego (...)”.
 
Zwróćmy uwagę na to, że wedle przytoczonych słów Polacy ojczyznę swoją kochają dopiero wtedy, gdy są z dala od niej, a będąc na miejscu „niecierpią jej, jakby po to wyjeżdżali za granicę, aby ją pokochać, a wracali, aby znienawidzić (...)”. Jedynie geniusz umie tak wnikliwie wejrzeć w  n i e z m i e n i a j ą c ą   się przez wieki duszę swego narodu. Przecież dzisiaj zachowujemy się identycznie…
 
Urzekają w lirykach Sarbiewskiego opisy krajobrazów,  w owych czasach nie ma tu sobie równych (większość tych wierszy przetłumaczył w XIX w. Władysław Syrokomla). Przyroda, którą podmiot liryczny poetycko kontempluje, wywołuje w nim refleksje transcendentne; zachwycające piękno natury prowadzi myśl do Boga, jest niejako namacalnym świadectwem Jego działania. Niektóre poetyckie opisy przyrody tchną niezwykłą w baroku i w ogóle w poezji prostotą rozbudzając jednocześnie silne przeżycia estetyczne, przypominają przeto „W Szwajcarii” Juliusza Słowackiego, dzieła w literaturze europejskiej też niezwykłego. Gdybyśmy więc powiedzieli, że Sarbiewski jest prekursorem krajobrazowej liryki romantycznej, i to w skali powszechnej – mielibyśmy zapewne rację. Przytoczmy tu odę „Do Dziewicy Matki”, (w przekładzie Wł. Syrokomli), gdzie przeżycia religijne pogłębiają doznania piękna przyrody:
„Gdy bez Dzieciny oglądam Cię, Panno
Dziwię się twojej urodzie;
Zda mi się, widzę jutrzenkę zaranną
W różowych falach na wschodzie.
            Gdy zasię widzę Matkę i Pacholę,
            To księżyc w północnych cieniach,
           Co złotolisty blask na swoim czole
            Bierze w słonecznych promieniach.
Gdy zaś Twe Dziecię, o Matko i Pani,
Tulisz rękami do łona,
Jasna jak słońce, co niebom hetmani
W pośrodku gwiazd miliona”.  
 
Twórczość łacińska Sarbiewskiego jest dowodem doniosłości kultury polskiej tworzonej w Rzeczypospolitej Dwóch Narodów oraz wielu języków i wiar. Można ten dorobek bez wahania zestawiać ze spuścizną polskich noblistów. A poetę zaliczyć do ich grona, wtedy przybyłby do naszego wyliczenia jeszcze jeden – siódmy… W tym podobny do trojga pierwszych, (Curie Skłodowska, Sienkiewicz, Reymont), a przeciwstawnie odmienny od dwojga chronologicznie ostatnich (Miłosz, Szymborska) - że żarliwy patriota i znawca duszy polskiej.  
 
Jacek Wegner

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl