Przy czytaniu „Ekspresu reporterów”, autorstwa głośnych przed kilkoma dekadami reportażystów*, ze wzruszenia łza w oku się kręci. Bo myślałem, że również ten gatunek podzielił los innych i został pochłonięty przez Internet, w którym każdy może pisać wszystko o wszystkim i jak chce, lekceważąc wszelkie rygory, nade wszystko umysłowe....
Dziś satyra w wolnym kraju, bez cenzury, prawie sczezła. Staliśmy się bowiem, po przejściach ostatnich siedemdziesięciu lat, narodem osobników ponurych....
Wstydzę się, że muszę tu pisać o własnej książce „Zmagania z Ojczyzną staroświeckiego Polaka”, przecież była ona omawiana na tym portalu piórem Anny Malinowskiej 10 listopada br. Doprawdy, można mnie posądzić o pychę, nieposkromioną megalomanię.
Ale przywołuję tę książkę, ażeby przedstawić garść spostrzeżeń, mówiąc górnolotnie, o kul....
Temat studiów dziennikarskich przykuwa uwagę społeczną od co najmniej stu lat. I niepotrzebnie, bo do uprawiania naszego zawodu wcale nie jest potrzebna akademicka rozległa wiedza zawodowa....
Widziałem przez kilka sekund w transmisji telewizyjnej z igrzysk EURO 2012 pana prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej tańczącego z szalikiem białoczerwonym po wkopaniu przez naszego zawodnika piłki do bramki rywali. Nie chcę, żeby najwyższy urzędnik, który symbolizuje majestat Rzeczypospolitej, mojej największej po Bogu wartości duchowej, manifestował publicznie swe uczucia patriotyczne?, sportowe?, zabawowe? podskakując z uniesionymi ramionami, i dyndającym po obu stronach szyi kolorowym szalikiem.
Rozumiem, że jako dyslektyk robi błędy ortograficzne, rozumiem, że przemawia i mówi bezbarwnie, nieekspresyjnie, że w jego publicznych wypowiedziach brak jest myśli odkrywczych, zaskakujących pięknem i oryginalnością sformułowań. Rozumiem, gdyż inteligencja i talenty są darem, który nie każdy otrzymuje. Wszelako nie rozumiem, że będąc dyslektykiem pozbawionym polotu można bez wstydu publicznie tańczyć z szalikiem na trybunie honorowej nie bacząc na powagę swego urzędu, na tradycje ponad tysiącletniego państwa o niezwykłej historii, o najwspanialszych osiągnięciach w dziejach kontynentu i świata. Nie było nikogo w otoczeniu pana prezydenta, kto by go zawczasu przestrzegł przed takim rodzaju zachowaniem?
Ostatecznie premier deklarujący swą antypolskość, którego nie darzę szacunkiem również z powodu jego indolencji, w każdej dziedzinie życia państwowego jest źle i coraz gorzej, chociaż też był z szalikiem i by tak rzec za poetą „z roześmianym licem” – publicznie jednak nie podskakiwał. A przecież jego taniec byłby mniej żenujący niż prezydencki, bo premier reprezentuje jedynie rząd, a nie dystynkcje Rzeczypospolitej. Niefortunny król Polski i Wielki Książe Litewski Stanisław Leszczyński napisał, że królowie są śmiertelnie, a Rzeczpospolita nigdy nie umiera. Takiej wartości – nieśmiertelnej Rzeczypospolitej - ma służyć prezydent Polski i służba ta zobowiązuje go do dostojeństwa. Czy możemy sobie wyobrazić prezydenta Mościckiego tańczącego na stadionie z szalikiem? Albo Piłsudskiego który nie był wprawdzie prezydentem, lecz z własnej woli, z własnego wyboru najwyższym strażnikiem imponderabiliów narodowych?
Pewien współczesny mądry twórca i polityk, wielce zasłużony dla idei niepodległości, napisał do mnie w prywatnym liście, dlatego nie podaję jego nazwiska, że Zbigniew Brzeziński, poznawszy osobiście prezydenta Lecha Kaczyńskiego, podobno bardzo źle ocenił jego osobowość i predyspozycje ludzkie oraz polityczne. Nie wiem, czy to prawda, ponieważ ów arcymądry autor listu jest od kilku lat zaślepionym adherentem Platformy Obywatelskiej, ogłuszony arogancją jej polityków i dlatego bezkrytycznym wielbicielem prezydenta Komorowskiego.
Ale co w każdym razie mógłby powiedzieć Zbigniew Brzeziński o tańczącym z szalikiem na Stadionie Narodowym najwyższym depozytariuszu idei wielkiej i pięknej Rzeczypospolitej Polskiej? Ze ciąży na nas od nas od wieków jakieś fatum złej władzy państwowej? Nie, to chyba nie fatum, a zło w nas samych powoduje, że najczęściej powierzamy losy i honor naszego państwa najgorszym.