Nowe pismo wymyślone i redagowane przez Eryka Mistewicza jest już na rynku. Mistewicza przedstawiać nie trzeba. Od wielu lat zajmuje się z powodzeniem marketingiem politycznym. Niegdyś dziennikarz „Wprost”, dziś autor książek o nowych mediach, publicysta „Uważam Re”. Fan Twittera i nowej formy medialnej narracji. Pismo, które stworzył, emanuje jego osobowością. Czy jednak trafi do gustów czytelników? Odpowiedź nie jest jednoznaczna.


„Nigdy zmiana nie była tak gwałtowna. Nigdy dotąd tak wiele informacji nie wymagało od nas przetworzenia” – pisze Mistewicz w słowie powitalnym. Świat przyspieszył za sprawą informacji. Co dwa dni, ponoć, produkuje się tyle informacji, co w dziejach ludzkości do 2003 roku. Aż się wierzyć nie chce, że na całym świecie wytwarza się rocznie 1,8 zetabajtów danych. Nie podejmuję się przetłumaczyć tego na prosty język, bo nie mogę sobie wyobrazić np. 100 miliardów iPadów 16 GB.

„Świat przyspieszył, a człowiek pozostał taki sam” – zauważa Mistewicz i zapowiada, że w „>>Nowych Mediach”  będziemy poszukiwali odpowiedzi na pytanie o skuteczne w tej sytuacji techniki edukacji, marketingu, reklamy, komunikacji masowej […] >>Nowe Media<< to teksty i analizy interedyscyplinarne, poszukujące, futurologiczne wręcz rozważania autorytetów najwyższej klasy, ludzi z wiedzą, pasją, doświadczeniem, ale i nieprzeciętną intuicją”. Do współpracy twórca pisma zaprosił – jak sam ich określił – Mistrzów czasu Zmiany.

W numerze piszą m.in. Jacques Seguela, doradca Francoisa Mitteranda, Howard Owens, pionier mediów cyfrowych w USA, Thierry Saussez, minister w rządzie Francji Francoisa Fillona, Radosław Sikorski, Jerzy Mikułowski-Pomorski, Jarosław Kuźniar, Dariusz Rosiak, Andrzej Godlewski i Sławomir Jastrzębowski. Eryk Mistewicz publikuje kilka swoich felietonów z „Uważam Re” oraz przypomina dziesięć mitów Twittera.

Całość zaskakuje różnorodnością. Teksty dotyczą marketingu politycznego, mediów społecznościowych, Twittera, telewizji, liderów opinii w sieci, komunikacji politycznej, kreatywności, dziennikarstwa, nowej narracji i wielu innych kwestii, prezentowanych w postaci zapisów debat, wywiadów, artykułów autorskich i recenzji książek. Właściwie „Nowe Media”  sprawiają  bardziej wrażenie książki, składającej się z 30 artykułów (choć na książkę zbyt krótkich, bo średnio 3-5 stronicowych, z wyjątkiem 14 stron Teresy Podemskiej-Abt) niż pisma podzielonego koncepcyjnie na działy, pogrupowane według przejrzystych reguł. Wydaje się, że Mistewicz świadomie zrywa z tradycyjnymi podziałami na rubryki, przyjmując układ swobodnego przepływu treści, w którym każdy tekst jest jednakowo ważny, i w zasadzie jeżeli łączą się one ze sobą, to w sposób przypadkowy (z wyjątkiem sekwencji „twitterowej” i „dziennikarskiej”). W tej pobieżnej recenzji (szersza ukaże się w przyszłym, jesiennym numerze „Forum Dziennikarzy”) skupię się na czterech tekstach napisanych przez dziennikarzy.

Serię trzech artykułów o dziennikarstwie (Howarda Owensa, Dariusza Rosiaka i Sławomira Jastrzębowskiego) rozdziela tekst Jarosława Kuźniara o doświadczonym przez niego akcie terroru ze strony portali społecznościowych. Dodajmy, że ów akt sam sprowokował deklarując na antenie, że odejdzie z programu, jeśli tysiąc osób opowie się za jego dymisją. Za dymisją (w głosowaniu internetowym) opowiedziało się dużo więcej, ale Kuźniar został. Sprawę opisywały szczegółowo tygodniki opinii i prasa kolorowa. Artykuł Kuźniara w sposób jednostronny, wyłącznie z punktu widzenia jego własnej krzywdy, atakuje internautów. Brak w nim spojrzenia z dystansu i przynajmniej zacytowania argumentów drugiej strony. Ponadto z niezrozumiałych dla mnie przyczyn został w piśmie umieszczony w szeregu artykułów odnoszących się do tradycyjnego dziennikarstwa. Ale przejdźmy do tekstów Owensa, Rosiaka i Jastrzębowskiego.

Howard Owens, jeden z pionierów dziennikarstwa online w USA, zastanawia się „Co mogą zrobić dziennikarze, aby uratować dziennikarstwo?” Jest to tłumaczenie tekstu opublikowanego przez Owensa w internecie 8 stycznia 2012 roku -  http://howardowens.com/2012/01/08/ten-things-journalist-can-do-to-reinvent-journalism-the-new-list/ . Owens udziela w nim dziesięciu rad, żeby: 1) założyć własną internetową stronę newsową, 2) mieć kontakt z tymi, dla których się pisze; 3) pisać o rzeczach ważnych i drobiazgach; 4) „bądź autentyczny”; 5) „publikuj to, co wiesz, kiedy się o tym dowiesz”; 6) „traktuj informacje w sposób etyczny”; 7) „bądź szczery”; 8) „Zapomnij o staromodnej obiektywności. Dla czytelników – aby się z tobą łączyć – ważniejsze jest, by widzieli Twoją pasję”; 9) „daj czytelnikom to, czego chcą”; 10) „Daj czytelnikom to, czego oczekują” (w wersji amerykańskiej: „Don’t give the readers what they want” (czyżby błąd w tłumaczeniu? – M.P. – raczej tak, bo chodzi o to, by nie dawać ludziom tego, czego oczekują i pisać nonkformistycznie).

Od stycznia b.r. tekst Owensa doczekał się 9 lajków i 18 komentarzy. Jak na ważny tekst, to raczej niewiele. Oczywiście większość rad, skierowanych głównie do dziennikarzy obywatelskich, jest słusznych. Mnie martwi jednak rada nr 8, bo wynika z niej odsunięcie prawdy na dalszy plan: „Pisanie historii, które są prawdziwe i obiektywne, jest zadaniem niemożliwym do realizacji, dlatego bądź szczery, pokazując swój punkt widzenia” (sic!). Punkt widzenia w newsie? Toż to horrendum uprawiane w sieci, ale niemające nic wspólnego z prawdziwym dziennikarstwem. Jest, owszem, takich „newsów” coraz więcej (piszą o tym autorzy książki News with views – wkrótce opublikuję jej recenzję), ale to nie znaczy, że takie pisanie powinno stać się normą i zastąpić panujący wciąż od 100 lat w dobrym, rzetelnym dziennikarstwie paradygmat newsa (prawdziwość, rzetelność, obiektywizm, bezstronność, odwrócona piramida, itd.). Może i Twitter ze swoimi 140 znakami staje się coraz powszechniejszy, ale – na litość boską – nie mylmy twittów Radka Sikorskiego czy innych polityków z obiektywną informacją. Toż to PR i propaganda w jednym! Odbiorca twittów staje się często ich bezmyślnym konsumentem. Dopiero profesjonalna obróbka może z nich uczynić wartościową informację. Ale, może rację ma Eryk Mistewicz, kiedy pisze, że „praca dziennikarzy przestaje dla odbiorców mieć wartość”?

W kolejnym tekście Dariusz Rosiak, dziennikarz „Rzeczpospolitej” rozważa czy „Dziennikarstwo przetrwa”? Znak zapytania jest ode mnie, a zdaniem autora przetrwa. Rosiak stawia tezę, że nie ma żadnego historycznego ani cywilizacyjnego determinizmu w rozwoju mediów – „Profesjonalnych dziennikarzy nie zastąpią blogerzy. Nie wszystkie gazety zostaną przepisane na smartfonowe aplikacje”. Przetrwają np. reportaż czy dogłębna analiza polityczna. „Wbrew niektórym komentatorom – pisze Rosiak – media nie muszą pozbywać się swoich charakterystycznych cech […] ani tożsamości ideowej po to, by przetrwać”. Autor retorycznie pyta: gdzie są gwiazdy blogerskie, które miały zastąpić profesjonalistów? Gdzie widać sukcesy dziennikarstwa obywatelskiego? Jego zdaniem nasza debata publiczna jest upartyjniona i przeładowana emocjami, od dziennikarzy wymaga się wyrazistości, zanika obiektywizm, a dziennikarze angażują się, bo przecież mają poglądy – drwi Rosiak.  Trudno się nie zgodzić z tymi refleksami. Adekwatnie opisują one naszą medialną rzeczywistość. Wydawałoby się jednak, że skłonią ich autora do pesymistycznych wniosków, ale nie: słowo i obraz wolne od koniunkturalizmu i potrzeby ogłupiania ludzi przetrwa – twierdzi Rosiak. Zatem, i przetrwa dziennikarstwo w swojej lepszej formie (rozmowa z Dariuszem Rosiakiem ukaże się na naszym portalu za kilka dni – M.P.)

Na koniec „tryptyku dziennikarskiego” kilka zdań o artykule Sławomira Jastrzębowskiego. „Może są straszni, ale są Tobie potrzebni”. Mało kto zna polskie tabloidy tak, jak naczelny „Super Expressu”. W tekście Sławomir Jastrzębowski daje rady jak celebryci powinni postępować z tabloidami. Politycy i artyści powinni sobie ten tekst wyciąć i w ramki oprawić, i jeżeli tak zrobią, to na pewno unikną przykrości. A wyimki z tych rad? – 1. Zdetonuj stare bomby, zanim natkną się na nie dziennikarze, 2. Będziesz bity – zaakceptuj to, 3. graj i ugraj jak najwięcej. Dlaczego jednak nie zawsze się to udawało księżnie Dianie, a całkowicie nie udało się Kazimierzowi Marcinkiewiczowi czy Michałowi Tuskowi? Odpowiem, że  albo nie czytali tekstu Jastrzębowskiego, albo go nie zrozumieli. Ja chyba zrozumiałem, ale jednak nie chciałbym trafić na języki tabloidów, bo osobiście nie czuję, żeby mi tabloidy były potrzebne do tego, żeby o mnie pisać.

To co powyżej napisałem jest wstępem do szerszej recenzji, która będzie opublikowana w najnowszym „Forum Dziennikarzy” (nr3/2012). Jednak już dziś mogę sformułować kilka ocen na temat nowego pisma. Po pierwsze, jest nowym podejściem do problemów nowych mediów; po drugie łączy teksty polskich teoretyków i praktyków z tekstami fachowców z zagranicy, po trzecie, jest urozmaiconą tematycznie ofertą, przeznaczoną dla dziennikarzy, PR-owców, ludzi zainteresowanych kulturą medialną epoki 2.0. Czy jednak dostatecznie uzasadnioną, spójną logicznie, i konkretnie zaadresowaną? Wydaje mi się, że sukces rynkowy tej oferty nie jest zapewniony. Hybrydyczność treści i pewna nieokreśloność, brak jednoznacznego podziału na rubryki, stanowią wyzwanie dla ambitnego czytelnika. A dziś, w erze Twittera, nie każdy chce czytać teksty dłuższe niż 140 znaków…
 

Marek Palczewski

25 sierpnia 2012 roku

Autor jest pracownikiem Katedry Dziennikarstwa w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

cena 26 zł
 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl