Ostatni w tym roku, czwarty zeszyt SM przynosi artykuły zróżnicowane treściowo i formalnie.
Numer otwierają wspomnienia doc. dr Grażyny Majkowskiej o zmarłej w 2012 roku prof. Halinie Satkiewicz (1928-2012) – wieloletniej pracownicy Wydziału Dziennikarstwa UW, współtwórczyni warszawskiego oddziału Towarzystwa Kultury Języka i członkini Rady Języka Polskiego od początku jej powołania. W pamięci językoznawców zapisała się jako redaktor naczelny „Poradnika Językowego”, z którego również często korzystali dziennikarze. Badała język mediów i językową świadomość dziennikarzy. Zainteresowaniom tym – jak pisze Grażyna Majkowska – pozostała wierna do końca swojej pracy w Instytucie Dziennikarstwa.
Treść najnowszego numeru SM została podzielona na następujące działy: Prawo prasowe, Prasa, Telewizja, Media za granicą, Nauki o mediach – nowa dyscyplina, Sprawozdania z konferencji oraz Recenzje. Z uwagi na to, że w poprzednich omówieniach zajmowałem się zarówno artykułami o tworzeniu się nowej dyscypliny naukowej (tj. nauki o mediach), jak i sprawozdaniami z konferencji, tym razem pominę te wątki, a skupię się na trzech artykułach z pierwszych rozdziałów.
Od lat toczy się w Polsce dyskusja nad prawem prasowym. Sam pamiętam już kilka propozycji zmian tego prawa, zgłoszonych chociażby przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich. Wszyscy są świadomi, ze to prawo nie jest zadowalające i trzeba je zmienić (są w nim wciąż odwołania do konstytucji PRL!), ale gdy przychodzi do konkretów, to zmiany mają charakter kosmetyczny, a i wówczas wielu krytyków oddycha z ulgą, bo proponowane poprawki często są niekorzystne dla dziennikarzy i wolności prasy (tak było w przypadku projektu dotyczącego możliwości pisania tasiemcowych sprostowań i żądania ich publikacji, co, na szczęście, zostało odrzucone). Z tym większym zainteresowaniem przystąpiłem do lektury tekstu dr. Wojciecha Lisa z KUL Wolność prasy i innych środków społecznego przekazu jako zasada ustrojowa. Tekst ten bowiem dotyczy podstaw wolności prasy i zakresu możliwego korzystania z niej przez dziennikarzy.
Autor pisze o zasadach prawnych, ustrojowych, które nie zawsze są formułowane wprost, ale są bardzo ważne, gdyż z nich wynikają inne normy konstytucyjne czy też wyrażają one podstawowe wartości konstytucyjne. Wśród takich podstawowych zasad ustroju państwa znajduje się zasada wolności prasy i innych środków społecznego przekazu (art. 14 Konstytucji RP). Umiejscowienie tej zasady w rozdziale I Konstytucji wskazuje – zdaniem autora artykułu - na jej doniosłość: „Przyjęte rozwiązanie stanowi wyraz uznania ustrojodawcy dla roli i znaczenia prasy i innych środków społecznego przekazu w życiu publicznym”. Jest to jedna z zasad ogólnych, na podstawie których można scharakteryzować ustrój państwa. Wolność mediów postrzegana jest jako konieczny element państwa demokratycznego. Jednak sam fakt istnienia takich zapisów nie gwarantuje jeszcze – zauważa autor – że będą one zachowywane, np. Konstytucja PRL miała charakter pustych deklaracji.
Wolność prasy w jej konstytucyjnym rozumieniu – pisze Wojciech Lis – ma służyć demokratycznej organizacji społeczeństwa oraz procedurom stabilizującym tę strukturę; kontroluje ona działalność państwa i instytucji publicznych. Przekazywanie informacji i poglądów jest niezbędnym warunkiem demokracji: „Takie uczestnictwo byłoby niemożliwe, gdyby obywatele nie mieli szybkiego dostępu do pełnych i rzetelnych informacji dotyczących spraw publicznych oraz towarzyszących im opinii i poglądów”. Tych zaś powinny dostarczać media. Autor słusznie podkreśla, że demokracja szanuje różnorodność informacji i poglądów i dopuszcza do debaty publicznej nie tylko takie, które podobają się odbiorcom i władzom, ale również te, które „szokują, drażnią, niepokoją, budzą sprzeciw, które atakują uznane wartości, szanowane osoby, grupy społeczne, organizacje czy organy państwa”. Wolność mediów ma więc wymiar społeczny i jest wolnością dla dobra publicznego – zapewnia jawność i pluralizm w państwie demokratycznym.
W dalszej części artykułu autor zestawia i analizuje wzajemne relacje pomiędzy art. 14 Konstytucji RP i art. 54 ust. 1 (który mówi o wolności wyrażania poglądów oraz o pozyskiwaniu i rozpowszechnianiu informacji - red.), a także pisze o dopuszczalności ograniczeń konstytucyjnych wolności i praw, w tym swobody wypowiedzi oraz wolności prasy. Ważna jest uwaga, że „zapewnienie wolności prasy i innych środków społecznego przekazu stanowi powinność państwa, która urzeczywistniana jest zarówno przez działania o charakterze prawodawczym, jak i faktycznych czynności organów państwa”.
Artykuł Wojciecha Lisa jest ważny ze względu na podkreślenie roli i znaczenia mediów dla społeczeństwa obywatelskiego i systemu demokratycznego w naszym kraju. Jest ważny, gdyż zwraca uwagę na konstytucyjne podstawy uprawnień dziennikarskich i wynikających z nich obowiązków i powinności. Ciekawe byłoby jednak wyjście poza samą analizę formalno-prawną zapisów konstytucyjnych w stronę rzeczywistej praktyki dziennikarskiej i zbadanie z jednej strony faktycznego stanu wolności prasy w Polsce, a z drugiej chociażby osadzenie w kontekście powyższych rozważań problemów z art. 212 kk., który często krytykowany jest jako knebel, zamykający usta dziennikarzom. Ta płaszczyzna nie pojawia się w dywagacjach naukowych Wojciecha Lisa, a szkoda, gdyż włączenie praktycznych case studies niewątpliwie ożywiłoby ten bardzo potrzebny i interesujący, również dla dziennikarzy, artykuł.
Krzysztof Kaszewski, adiunkt w Instytucie Dziennikarstwa UW, w artykule Elementy autoprezentacji w tekstach informacyjnych dzienników ogólnopolskich pisze o autotematyzmie jako jednej z głównych cech współczesnej komunikacji medialnej. Warto przeczytać ten artykuł, choćby po to, żeby dowiedzieć się, w jaki sposób sami dziennikarze opisują swoje zadania i prezentują marki i tytuły, w których piszą.
Cóż to jest ów autotematyzm? Kaszewski przywołuje definicję prof. Agnieszki Ogonowskiej: „Autotematyzm medialny – specyficzny sposób funkcjonowania mediów oraz związanej z nimi produkcji medialnej, polegającej na dostarczaniu informacji o samych sobie, o własnej strukturze, o zmianach personalnych zachodzących w środowisku dziennikarskim, o pojawianiu się nowych programów i zapowiedziach tych, które znane są już odbiorcom” (A. Ogonowska, Słownik mediów elektronicznych, Kraków 2006, s.10). Zauważmy, że w tym sensie autotematyczne będą wszystkie portale poświęcone mediom, tygodniki z programami telewizyjnymi, działy plotkarskie w pismach kolorowych dotyczące celebrytów, gazety codzienne opisujące konkurentów i oczywiście mój artykuł, recenzujący Studia Medioznawcze. Autotematyczne będą także artykuły naukowe o nauce, wzmianki dotyczące konferencji naukowych, itd. itp. W pewnym sensie wszyscy zjadamy własny ogon, bo piszemy o sobie. Tak jest i nikogo nie powinno to dziwić, ale wróćmy do prezentacji artykułu Krzysztofa Kaszewskiego, bo on jest tu głównym tematem (autotematem?), a nie moje refleksje auto-autotematyczne.
Jawna autoprezentacja medialna – pisze autor – to domena takich gatunków, jak reklama, zapowiedź czy artykuł wstępny (editorial, wstępniak), zdarza się też tam, gdzie jest merytorycznie nieuzasadniona (okr.- KK) czyli np. w tekstach informacyjnych. Autor przedstawia wyniki analizy wiadomości w czterech ogólnopolskich dziennikach: „Dzienniku Gazecie Prawnej”, „Gazecie Wyborczej”, „Naszym Dzienniku” oraz w „Polsce The Times”. Samą autoprezentację (manipulowanie wrażeniem) definiuje m.in. za M. Leary’m jako „proces kontrolowania sposobu w jaki widzą nas inni”. Zasadniczym celem autoprezentacji jest skłonienie odbiorcy, by myślał o nadawcy tak, jak nadawca chce , żeby ten o nim myślał.
Najprostszą strategią autoprezentacji jest chwalenie się. Jak piszą o sobie dzienniki? Materiał do badań objął 550 przykładów ze 140 losowo wybranych numerów wzmiankowanych gazet, z lat 2008-2012. Analiza miała odpowiedzieć na cztery pytania: 1) jakich środków językowych używają badane dzienniki, gdy piszą o sobie?; 2) jakie cechy usiłują sobie przypisać, stosując określone środki językowe?; 3) jaką pozycję zajmują elementy na różnych poziomach struktury gazety?; 4) czy badane dzienniki różnią się natężeniem i sposobami autoprezentacji?
Kaszewski ustalił, że autorzy tekstów informacyjnych, kiedy piszą o swojej gazecie, używają tytułu dziennika (najczęściej w formie skróconej, np. Polska), zaimków my, nasz, czasowników w 1 osobie liczby mnogiej oraz rzeczowników pospolitych dotyczących prasy (reporter, dziennikarz, redakcja, itd.). Zatem: ktoś nam coś powiedział, my coś ustaliliśmy, poinformowało nas biuro prasowe, jak się dowiedzieliśmy, jak pisaliśmy, dziennikarze „Gazety”, itp. Badania wykazały, że „dzienniki najczęściej przedstawiają siebie jako: odbiorcę informacji, podmiot działający albo sprawcę zmian w rzeczywistości”. Są to – zdaniem Kaszewskiego – elementy autoprezentacyjne, które można by usunąć z tekstu bez szkody dla zasadniczej treści informacji. Wydaje mi się jednak, że nie można, gdyż sposób zdobycia informacji, wzmianka czy jest to informacja „ekskluzywna” (wyłącznie dla tej redakcji lub wyłącznie zdobyta przez tę redakcję) jest częścią informacji podawanej przez gazety. Szczególnie jest to oczywiste w tekstach śledczych, gdzie musimy wiedzieć skąd i jakimi metodami została zdobyta dana informacja. Nie ulega wątpliwości, że dziś informacja nie może być oddzielona od źródła, a częścią tego źródła są właśnie dziennikarze. Zgadzam się natomiast z autorem co do tego, że ta metoda prezentacji (zarazem autoprezentacji) może być nadużywana, a nawet stosowana przez redakcje jako narzędzie manipulacji, gdy np. wiele redakcji uzyskało tę samą informację w trakcie konferencji prasowej, a my piszemy, że ustaliliśmy, udało nam się dotrzeć, itp. zdania wprowadzające czytelnika w błąd.
Z badań wynika, że elementy autoprezentacji umieszczane są w najważniejszym miejscu zdania. To jest dowód na ważność zasady, która łamie prawidła tradycyjnego pisania informacji. Tylko – dodajmy – ta zasada złamana została już dawno w amerykańskim dziennikarstwie, które na plan pierwszy wybiło informacje sensacyjne.
Na czym polega specyfika opisywanych dzienników? Okazało się, że od pozostałej trójki wyraźnie, pod względem autoprezentacji, różni się „Nasz Dziennik”. NDZ zdecydowanie prowadzi jeśli chodzi o bezwzględną ogólną liczbę badanych elementów autoprezentacyjnych (dla porównania „Nasz Dziennik” miał ich 200 a „Polska The Times” niewiele więcej niż 100). NDZ najczęściej używał przyimka my, choć „zaimkowym liderem” była „Polska”. Z kolei swój tytuł najchętniej eksponuje „Gazeta Wyborcza” (przoduje też w używaniu czasowników w 1. os. lm. i najczęściej podaje się za „sprawcę zmian”). Statystycznym średniakiem okazał się „Dziennik Gazeta Prawna” – w żadnej klasyfikacji nie był ani pierwszy, ani ostatni.
Autor omawianego artykułu ma świadomość, że te badania to „dopiero pierwszy krok w kierunku naukowego opisu >>tekstowej<< autoprezentacji prasy”. Pełny obraz – pisze – uzyskamy, gdy zbadamy teksty innych typów oraz elementy pozawerbalne. Myślę jednak, że to nie wystarczy. Potrzebna jest również szersza analiza gatunkowa, semiotyczna i ideologiczna zamieszczanych artykułów oraz analiza wypowiedzi autorów i szefów danego tytułu, zamieszczanych na łamach innych gazet. Być może dopiero wtedy uzyskamy przybliżony model autoprezentacji danej gazety.
Na zakończenie przeglądu kilka słów właśnie o przeglądzie stanu dyskusji na temat Dziennikarstwo w Stanach Zjednoczonych w epoce cyfrowej. Autorka odnośnego artykułu, dr hab. Alicja Jaskiernia z UW zauważa, że dziennikarstwo w USA znajduje się w przełomowym momencie – kończy się dominacja prasy i wpływowych sieci telewizyjnych a rozpoczyna okres bardziej rozproszonego systemu zbierania i rozpowszechniania informacji. Osią dyskusji w tym kraju stało się pytanie: co się stanie z tradycyjnym dziennikarstwem i jak ocalić jego fundamentalne zasady i wartości? Jak w świecie sieci zachować jakość, kto będzie płacił dziennikarzom, kto lub co nadaje znaczenie faktom, kogo zaufaniem obdarzają odbiorcy, itp. kwestie są poruszane w bieżących medioznawczych i socjo-komunikologicznych pracach naukowych. Istnieje powszechna obawa, że ambitne dziennikarstwo zostanie wyparte przez dziennikarstwo kiczowate, rozrywkowe, tabloidalne.
Autorka pisze, że debata dotycząca zagrożeń dziennikarstwa amerykańskiego skupia się wokół następujących kwestii: załamania się podstaw egzystencji mediów tradycyjnych, ekspansji i sukcesów mediów sieciowych, rozszerzania się zjawiska tabloidyzacji oraz infotainment w mediach oraz polaryzacji politycznej audytoriów mediów. Od siebie dodałbym na zasadzie dopełnienia (co nie stoi w sprzeczności z uwagami autorki) – a wynika to z mojej obserwacji publikacji medioznawczych w USA – dyskusja koncentruje się również wokół takich zagadnień, jak: rola blogerów w kształtowaniu kultury newsów, subiektywizacja informacji, nowi liderzy opinii, redefinicja tzw. gatekeepingu, śmierć prasy i kanonów etycznych, kwestii obiektywizmu, zacierania się różnic między faktem a pozorem, ogłupiania newsem, erozji dziennikarstwa śledczego i roli w nim anonimowych źródeł informacji.
Alicja Jaskiernia przedstawia dyskurs na temat redefinicji pojęcia dziennikarza. Dyskusja na ten temat wywołana została zmianami technologicznymi i coraz większym wpływem blogerów. Przytoczone zostały m.in. definicje Bernarda Pouleta, że „dziennikarzem jest ten, kto uprawia dziennikarstwo” oraz Karola Jakubowicza, że za dziennikarstwo tradycyjne należy uznać dziennikarstwo typowo profesjonalne. Dziś – sądzę – ta druga definicja jest mocno mglista i nie całkiem przystająca do znanych nam z praktyki form uprawiania dziennikarstwa, albowiem więcej już „dziennikarzy” nie ma stałych umów o pracę z redakcją niż je ma. Autorka nie podaje swojej odpowiedzi, jednak wskazówką jest to, że – według niej – zaproszono blogerów na Konwencję Partii Demokratycznej w 2004 r. w Bostonie. Mimo, iż zgadzam się z autorką, że była to jakaś forma nobilitacji tej grupy, to jednak mój opór budzi przyznanie politykom prawa do definiowania tego, kogo mamy uznawać za dziennikarza a kogo - nie.
Duża część artykułu poświęcona jest funkcji gatekeepera czyli selekcjonera informacji. Autorka umieszcza w tym kontekście rozważania o tzw. dziennikarzach obywatelskich. Współczesny Amerykanin – pisze – może sobie samodzielnie komponować codzienną „dietę informacyjną”. Nowa rzeczywistość medialna zamazuje granice pomiędzy producentami informacji a ich odbiorcami, a negatywnym skutkiem „rozszerzania się dziennikarstwa obywatelskiego jest kurczenie się roli dziennikarstwa profesjonalnego”. Dalsze rozważania dotyczą m.in. zdobywania i selekcji informacji oraz kontroli władzy i siły PR.
Artykuł jest godny polecenia tym wszystkim, którzy chcą nadążać za światowymi trendami w dziedzinie nauk o mediach i dziennikarstwie, a mają ograniczony dostęp do światowej literatury. Autorka cytuje prace (w większości artykuły) m.in. J. Downiego, M. Schudsona, S. Allana, B. Kovacha i T. Rosenstiela, B.Pouleta, D.H. Weavera, D. Berkovitza, D.C. Hallina, M. Deuze, czy S.E. Bird. Doceniając wkład pracy autorki w przygotowanie tego przekrojowego artykułu, zainteresowanym poleciłbym dodatkowo zajrzeć do takich pozycji (niektóre z nich są amerykańskie, niektóre brytyjskie), jak: Blur Kovacha i Rosenstiela, Rethinking Journalism Chris Peters, The Future of Journalism B. Franklina, The Changing Faces of Journalism Barbie Zelizer, The Death and Life of American Journalism R.W. McChesney’a i J. Nicholsa, Cultural Meaning of News D.A. Berkowitza, czy zbioru esejów naukowych News with a view oraz książek o obiektywizmie autorstwa S.Warda i S. Marasa.
Studia Medioznawcze nr 4 z 2012 zawierają w sumie 22 artykuły, w tym sprawozdania z konferencji naukowych i recenzje książek, w większości polskich autorów. To dobrze, że istnieje takie pismo i na bieżąco opisuje polskie dokonania medioznawcze. Chciałbym jednak dodać skromny postulat: by w przyszłości znajdowało się w nim więcej tego typu artykułów, jak dr hab. Alicji Jaskierni, żeby więcej było omówień i recenzji zarówno książek, jak i czasopism zagranicznych, po to, żeby polski czytelnik był zorientowany, czym zajmuje się szeroko rozumiane medioznawstwo na świecie.
Marek Palczewski
28 grudnia 2012
Autor jest adiunktem w Katedrze Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie.

