Ukazał się nowy numer  czasopisma „Studia Medioznawcze” (1/56/2014). W bieżącym roku mija 15 lat od pojawienia się na rynku pierwszego numeru SM. W tym czasie kwartalnik zmienił swoją zawartość, objętość i szatę graficzną – o czym w artykule odredakcyjnym donosi redaktor naczelny pisma Marek Jabłonowski. Zapowiada, że od drugiego numeru 2014 ukazywać się będzie wersja elektroniczna w Internecie – bezpłatna, z nieograniczonym dostępem, co powinno wpłynąć zarówno na popularyzację pisma, jak i na promocję jego tematyki w środowiskach akademickich, dziennikarzy i media workerów.


„Immunitet personalny” dla dziennikarzy?


Moją uwagę zwrócił przede wszystkim artykuł prof. Jacka Sobczaka „Prawne uwarunkowania funkcjonowania mediów. Część 1.” (str. 25 – 41). Z uwagi na jego zakres i znaczenie dla środowiska dziennikarskiego w kontekście prac nad nowym Prawem Prasowym omówię jego obszerne fragmenty, pozostawiając refleksje dotyczące pozostałych artykułów na inną okazję.
Profesor Jacek Sobczak jest wybitnym znawcą prawa prasowego. W omawianym artykule odnosi się m.in. do takich kwestii, jak: wolność prasy, prawa i obowiązki dziennikarzy, ich odpowiedzialność za słowo oraz kwestie tajemnicy dziennikarskiej. Zauważa „dążenia pewnych środowisk dziennikarskich i politycznych do tego, aby dziennikarz tylko wyjątkowo ponosił odpowiedzialność cywilną za naruszanie dóbr osobistych, godzenie w godność lub prywatność”. Przyznanie dziennikarzom, jak to nazywa, szerokiego „immunitetu personalnego” budzi jego niepokój, gdyż brak odpowiedzialności za słowo może prowadzić do uczynienia ze środków przekazu narzędzia manipulacji politycznej. Jacek Sobczak podkreśla, że już dziś dziennikarze zdają się pełnić czwartą władzę (ustawodawczą, wykonawczą, sądowniczą i kontrolną), albowiem – o czym pisze z przekąsem – „najlepiej wiedzą, jaki powinien być kształt ustaw; mają najlepsze recepty na to, jak rządzić, a także na to, jakie orzeczenia winien wydać sąd w konkretnych sprawach”. Jednakże – stwierdza Autor – nazywając prasę czwartą władzą zapomina się o tym, że władza powinna pochodzić z wyboru i musi być kontrolowana, a tymczasem dziennikarze nie chcą poddać się kontroli ze strony kogokolwiek, kryjąc się za tarczą wolności słowa, rzekomo ustanowionej specjalnie dla dziennikarzy. Sobczak zwraca uwagę, że wolność słowa istnieje głównie dla odbiorcy, i nie oznacza ona, że „dziennikarz może przekazywać czytelnikowi nieprawdziwe treści, że wolno mu kłamać, przeinaczać fakty, manipulować odbiorcą, narzucać mu jednostronny odbiór rzeczywistości”.
Trudno polemizować i nie zgadzać się szczególnie z ostatnią przytoczoną wypowiedzią profesora Sobczaka. Jest przecież oczywistością, że istniejące kodeksy etyki dziennikarskiej (również polskie) nakazują poszukiwanie prawdy, odpowiedzialność za słowo, rzetelność, uczciwość, dokładność w zbieraniu informacji, rozdzielenie informacji od opinii, a zakazują manipulacji czy okłamywania odbiorcy. Trudno byłoby polemizować również z tezą, że nie ma dziennikarzy naruszających wolność słowa i zasady, postępujących nieodpowiedzialnie, przekraczających normy prawne. Nie wydaje się jednak, by była to codzienna praktyka tysięcy dziennikarzy. Jeśli są tacy, to stanowią niewielki procent codziennie piszących do setek gazet i publikujących w różnych mediach.

„Prasa w chwili obecnej nie wyraża już woli i poglądów swoich odbiorców”

Autor artykułu w dalszej części wywodu stawia - moim zdaniem - niepotwierdzoną tezę, że „Prasa w chwili obecnej nie wyraża już woli i poglądów swoich odbiorców”. Pominąwszy fakt, jak miałaby wyglądać metodologia badań sprawdzających ową tezę, wydaje się, że ciężko byłoby zarówno ją udowodnić, jak i jej zaprzeczyć. Prawdopodobny wynik mógłby raczej wskazać na stopień, w jakim prasa spełnia oczekiwania odbiorców (zatem i wyraża ich wolę, i poglądy) niż dałby definitywną odpowiedź na tak lub nie. Prawdą jest (acz połowiczną) to, co pisze Autor, że „Dziennikarze już nie opisują i komentują rzeczywistości, lecz starają się ją kształtować, tworząc choćby tzw. fakty medialne”. Prawdą jest też, że czynią to często za pomocą nieuzasadnionych (często nielegalnych i/lub nieetycznych) tzw. prowokacji dziennikarskich. Jednak – według mnie – jest to margines dziennikarstwa, a nie jego dominujący nurt. Tyle, że w białym stadzie wpadają w oko czarne owce. Jak jest naprawdę, jaka jest skala tego zjawiska? I znów, żeby na to pytanie odpowiedzieć, trzeba byłoby przeprowadzić szerokie badania empiryczne, których w Polsce nikt dotąd nie zrobił.
Jacek Sobczak opisuje model polskiego dziennikarza, stwierdzając, że jest to człowiek przekonany o własnej nieomylności, niemający wątpliwości co do słuszności stawianych tez i wyrażanych poglądów, nie zawsze oczytany i częstokroć prezentujący katastrofalne braki w zakresie wiedzy ogólnohumanistycznej. Z tą częścią charakterystyki znowu trudno dyskutować, jako że jest to generalizacja, i jak wszelkie generalizacje może być częściowo prawdziwa (w odniesieniu do tych, wobec których jest adekwatna) lub częściowo fałszywa (w odniesieniu do pozostałych). Druga część modelu mówi o dziennikarzu jako kimś, komu brakuje tolerancji czy zrozumienia dla poglądów innych osób, kogo charakteryzuje niechęć przyznawania się do błędów, brak odwagi, niezależności, prawdomówności, skłonność do krętactwa. Na podstawie obserwacji środowiska dziennikarskiego mogę częściowo zgodzić się z tymi uwagami, zwłaszcza w odniesieniu do braku odwagi, tolerancji i niezależności. Jest to trafna charakterystyka niejednego dziennikarza obawiającego się utraty pracy czy wpływów i osiągniętej pozycji. Z drugiej strony, to co profesor Sobczak nazywa nieomylnością i brakiem wątpliwości wobec stawianych tez może często wynikać z formy gatunkowej tekstu dziennikarskiego. Bywa, że teza publicystyczna jest stawiana z całą dosadnością, a w felietonie przesada i elementy fikcji mogą stać wyżej nad umiarem i zachowaniem proporcji. Takie bywają reguły gatunku, i dlatego trzeba zadbać o to, żeby wyedukowany wcześniej czytelnik potrafił je rozpoznać.

 

Kodeksy etyki i pożytki z nich płynące

Autor w kolejnym wątku przypomina, że reakcją na łamanie zasad etycznych jest wytyczanie granic moralnych zachowań, które można znaleźć w kodeksach etyki dziennikarskiej. „Wszechobecność kodeksów etyki – pisze Sobczak – nie świadczy jednak wcale o ich potrzebie i pożytkach, jakie ze sobą niosą”. Kodeksy etyczne zwiększają wiarygodność danego zawodu, ale – na co zwracają uwagę ich krytycy – mają charakter ogólnikowy, ograniczają suwerenność dziennikarza, są formą autocenzury, stępiają wrażliwość etyczną i poczucie własnej odpowiedzialności. Mają one także świadczyć o braku poczucia bezpieczeństwa i stanowić formę samoobrony przed niechęcią i nieufnością ze strony odbiorców. Kodeksy etyki dziennikarskiej nie wychodzą poza wskazania dekalogu – stwierdza Sobczak. Akcentują m.in. prawdomówność, uczciwość, szacunek dla prywatności, odpowiedzialność wobec opinii publicznej, itd. W sumie, bardziej służą tworzeniu obrazu prasy na zewnątrz, niż regulacji dziennikarskiego postępowania. W kodeksach zawód dziennikarza jawi się jako służba, a on sam jako osoba pełniąca ważną misję. Sobczak zauważa, że kodeksy dziennikarskie pomijają np. prawa i obowiązki właścicieli gazet, stacji radiowych czy telewizyjnych, a tymczasem to oni często naruszają zasady etyczne i prawne, zaś dziennikarz jest tylko narzędziem w ich rękach. Konkludując tę część rozważań Autor podkreśla, że normy etyczne, zapisane w tych kodeksach, nie wystarczą do zabezpieczenia jednostki przed atakami ze strony dziennikarzy, naruszającymi cudze dobra osobiste, prywatność, cześć, godność, itp.

 

Granica wolności prasy

Gdzie jest granica wolności prasy? To kolejne pytanie, jakie stawia Jacek Sobczak w swoim artykule. Pisze, że w literaturze podnoszono wielokrotnie, iż gwarancja wolności prasy i dyskusji jest czynnikiem, który pozwala na kształtowanie się opinii publicznej. Prawo musi uwzględniać rolę, jaką w tym procesie pełnią dziennikarze. Ale, w związku z tym, powinna ona być ujęta w ramy prawne. Konstytucja RP z 1997 r. stwierdza, że wolność słowa przysługuje każdej jednostce ludzkiej. Państwo – zgodnie z art. 14 Konstytucji ma obowiązek powstrzymania się od ingerencji w wolność prasy i innych środków społecznego przekazu. Wolność prasy stanowi konkretyzację i gwarancję wolności wypowiedzi. Na marginesie tej sprawy Autor zastanawia się nad kwestią statusu zawodowego dziennikarzy i dochodzi do wniosku, że „dziennikarstwo jest wolnym zawodem i dość skutecznie pretenduje do roli zawodu zaufania publicznego, jednak w obecnej chwili tej funkcji nie spełnia”. 
„Prawo prasowe – potrzeba zmian”. Zdaniem Autora tekstu, jest ono niedoskonałe i niedostosowane do współczesnego stanu środków społecznego przekazu. Zawiera szereg kompromitujących zapisów, m.in. odwołania do Konstytucji PRL. Dotychczasowe wysiłki na rzecz zmiany Prawa Prasowego były nieskuteczne. W zgłaszanych projektach nie podjęto np. próby określenia statusu zawodu dziennikarskiego czy wyznaczenia granic i gwarancji wolności prasy. Uwadze – stwierdza Sobczak – wymykał się także problem blogów i blogerów, prasy i dziennikarstwa internetowego. Obecne Prawo Prasowe jest według Autora wygodne dla dziennikarzy, redaktorów naczelnych i wydawców, albowiem zapewnia swobodę wypowiedzi i pozwala na bezkarne naruszanie dóbr osobistych, zniesławienie lub zniewagi. Nietrudno zauważyć jednak, że ta uwaga profesora Sobczaka nie w pełni odnosi się do rzeczywistej sytuacji dziennikarzy skazywanych z osławionego paragrafu (artykułu) 212 kodeksu karnego. Analizy przeprowadzone choćby przez Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP wykazały, że liczba dziennikarzy skazanych w ostatnich latach z tego artykułu wciąż rośnie, zatem teza Autora o „bezkarnym naruszaniu dóbr osobistych” przez dziennikarzy nie znajduje pokrycia w faktach badanych przez CMWP SDP. Rośnie bowiem ilość spraw przeciwko dziennikarzom; i jeśli dziennikarze je przegrywają, to nie ma mowy o „bezkarności”, jeśli natomiast wygrywają, to znaczy, że „bezkarni” chcieliby pozostać ci, którzy oskarżając dziennikarzy, często sami mają grzechy na sumieniu. Zgodzić mi się natomiast wypada z twierdzeniem Autora, że w wielu redakcjach, aczkolwiek nie we wszystkich, etos dziennikarski „sięgnął przysłowiowego bruku i niekiedy dziennikarze bywają zachęcani przez swoich zwierzchników, redaktorów naczelnych, wydawców do działań sprzecznych z deontologią dziennikarską”. Sam wielokrotnie słyszałem o takich przypadkach, a celują w tym głównie tabloidy i małe prywatne redakcje, w których właściciel mający lokalne koneksje odgrywa rolę pół-boga. Takim sytuacjom sprzyja obecne Prawo Prasowe, które nie gwarantuje dziennikarzowi bezpieczeństwa pracy, oddając go – jak pisze Sobczak – na łaskę i niełaskę wydawców, lecz także zmieniających się kierowników. Z historii łódzkiej telewizji pamiętam dyrektora przyniesionego w teczce, który przez PRESS nazwany został Reduktorem, bo jego misją było wyrzucenie jak największej liczby pracowników stacji na bruk. Na szczęście jego mocodawcy przenieśli go „wyżej” do centrali, gdzie po kolejnych zmianach politycznych stracił pracę. Prawo Prasowe powinno zabezpieczać dziennikarzy przed takimi „redukcjami”, „outsourcingami”, i tym podobnymi, lecz niestety tego nie robi, i wątpię, żeby miało to czynić w przyszłości z tego powodu, że ponownie zostanie ułożone przez polityków wbrew projektom i sugestiom środowiska dziennikarsko-medialnego. 
Na tego typu braki w regulacjach profesor Sobczak zwraca uwagę, akcentując że np. ustawa nie normuje w jasny sposób obowiązków dziennikarzy wobec redaktora naczelnego i redakcji. Zauważmy, że i vice versa, pozostawiając pole do swobodnej interpretacji. Zmiany linii programowej następujące na przykład w Telewizji Polskiej za kolejną zmianą polityczną nie pozwalają dziennikarzom na swobodę działania, albowiem stawiają ich przed alternatywą: albo dostosują się do zmiany (i oczywiście – do nowej ekipy zarządzającej), albo zmuszeni zostanę do odejścia, o ile sami stamtąd nie odejdę. 

 

Autoryzacja i zniesławienie

Innymi sprawami, o których wspomina Autor omawianego artykułu w kontekście rozwiązań na przyszłość są: kwestia autoryzacji, praw i obowiązków dziennikarzy oraz zagadnienia tajemnicy dziennikarskiej. Obecny stan ochrony tajemnicy Autor uznaje za wzorcowy dla państw europejskich. Niestety, nie ocenia stanu w zakresie autoryzacji, a szkoda, bo art. 14. Prawa Prasowego mówiący o autoryzacji pełen jest dziwacznych sformułowań. Przykładem niech będzie chociażby pkt. 2., który stanowi, że: „Dziennikarz nie może odmówić osobie udzielającej informacji autoryzacji dosłownie cytowanej wypowiedzi, o ile nie była uprzednio publikowana”. Stosowanie tego przepisu literalnie doprowadziłoby do paraliżu informacji telewizyjnych i radiowych, gdyby udzielający wypowiedzi chcieli go przestrzegać. Autoryzacja jest anachronizmem prawie nieobecnym w zachodniej kulturze dziennikarskiej i przyszli ustawodawcy powinni ten fakt wziąć pod uwagę.
W zakończeniu artykułu Jacek Sobczak powraca do kwestii związanych z art. 212 k.k.  Środowisko dziennikarskie chce jego zniesienia. Zdaniem prof. Sobczaka umyślne zamieszczanie w prasie treści zniesławiających jest niedopuszczalne. Dyspozycja art. 212 ma chronić godność człowieka, jego cześć i dobre imię. Powinien zatem pozostać, by chronić godność atakowanych niesłusznie osób. Odpowiedzialność cywilna dziennikarzy, tytułów i wydawców w zakresie zniesławienie wydaje się Autorowi niewystarczająca. Argumenty podnoszone często przez środowisko dziennikarzy nie zostały przez profesora Sobczaka uznane za przekonujące. Przypomnę, że były minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski był zwolennikiem zniesienia kary bezwzględnego więzienia. W ocenie organizatorów akcji „Wykreśl 212 kk” dziennikarze boją się pisać na niektóre tematy, gdyż obawiają się narażenia na odpowiedzialność karną. Jest to tak zwany chilling effect (efekt mrożący). Poza pozbawieniem wolności dziennikarzom grożą także możliwość tymczasowego aresztowania, wysokie koszty postępowania, jak również wpis do rejestru skazanych. Zdaniem wielu dziennikarzy, medioznawców, a także prawników wystarczy odpowiedzialność cywilna zniesławiających dziennikarzy.
Profesor Jacek Sobczak podziela pogląd, że obecne Prawo Prasowe jest aktem niedoskonałym, ale – jego zdaniem – nie należy się spieszyć z nowelizacją tego prawa; potrzeba poważnej, wielostronnej i wielopodmiotowej dyskusji, bo jest to materia ważna dla sfery społecznej ze skutkami dla każdego obywatela. W konkluzji ponownie stwierdza, że dziennikarze oczerniają przeciwników politycznych, nieprecyzyjnie przedstawiają ich poglądy, manipulują społeczeństwem. Coraz częściej prasa – pisze prof. Sobczak - nadużywa swojej silnej pozycji, aby celowo podważać dobre imię i uczciwość innych osób. 
Jako dziennikarzowi trudno mi zgodzić się z jednoznacznie negatywnymi sądami o środowisku, które dobrze znam. Taką krytykę cechuje jednostronność. Niewątpliwie zdarzają się dziennikarze oczerniający polityków, aczkolwiek częściej to politycy oczerniają się wzajemnie. Niewątpliwie zdarzają się manipulacje, ale ustalenie kto kim manipuluje zależy od przyjęcia powszechnie obowiązującej prawdy o jakimś zjawisku. Dopóki takiej jednej wykładni prawdy nie ma (dopóki nie ma społecznego konsensusu), dopóty pojawiają się różnorodne opinie, z których część może uchodzić za próby manipulacji opinią publiczną (ale trzeba by znać intencje nadawcy, bo bez „manipulatorskich” intencji nie ma manipulacji). Nie wydaje mi się jednak, żeby manipulacja była znakiem firmowym polskiego dziennikarstwa. Za jakość życia społecznego odpowiadają nie tylko dziennikarze. Oczywiście, nie zwalnia to naszego środowiska z prób podniesienia debaty publicznej na wyższy poziom. Niektórzy to robią, inni – nie. Politycy – pisze Jacek Sobczak – są nastawieni „serwilistycznie” wobec prasy. Po prawie 20 latach pracy w Telewizji Polskiej, a ponad 20 latach w mediach w ogóle, te sprawy widzę całkiem inaczej; to politycy dyktują mediom agendę informacyjną, to częstokroć politycy decydują o wsparciu reklamowym czy marketingowym, od polityków zależą kariery dziennikarskie i menedżerskie, politycy są prawdziwymi władcami rzekomo silnej IV władzy. W tym punkcie nie zgadzam się z profesorem Jackiem Sobczakiem, bo jeśli istnieje „serwilistyczna” relacja, to raczej w drugą stronę – to dziennikarze i media (ale bez uogólnienia, że wszystkie, bo tylko niektóre, choć dziś może i większość) służą politykom, a nie odwrotnie.
Artykuł Jacka Sobczaka prowokuje do dyskusji. Nie pozwala popaść środowisku dziennikarskiemu w błogie samozadowolenie. Momentami burzy krew, momentami każe się zastanowić, co takiego zrobiliśmy, że jesteśmy tak właśnie postrzegani? I czy nie jest za późno na zmiany? Szczerze polecam!
Marek Palczewski
8 maja 2014

P.s. Linki do dyskusji o art. 212 k.k.
http://www.sdp.pl/opinie/9022,jeszcze-o-artykule-38-komentarz-elzbiety-krolikowskiej-avis,1386661773
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114873,10226860,_Wykresl_212_kk___czyli_kampania_przeciwko_wiezieniu.html
http://www.rp.pl/artykul/428192.html?print=tak
http://www.lex.pl/czytaj/-/artykul/kwiatkowski-bedzie-popieral-zniesienie-art-212-kk
http://prawo.rp.pl/artykul/1079920.html


 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl