1 sierpnia to dla mojej rodziny, jak i większości rodowitych Warszawiaków, data wyjątkowa. Co roku od 68 lat obchodzimy kolejne rocznice najbardziej bezsensownego zrywu powstańczego w dziejach naszego państwa. Cała moja rodzina, dosłownie cała, ponieważ mam na myśli dziadków, wujków, krewnych i powinowatych była 1 sierpnia 1944 roku w Warszawie. Ot taka dziwaczna familia, która skupiła się od pokoleń w tym jednym nieciekawym punkcie Niziny Mazowieckiej. Większa część tej rodziny walczyła w Powstaniu Warszawskim, choć nie każdy miał pojęcie o rzeczywistym sensie tej walki.
Ja posiadam ten komfort, że w ciepłym gabinecie, przy biurku mogę z perspektywy siedmiu dekad historii wydawać opinie i osądzać tamte straszne czasy. Nie ośmielam się jednak potępiać mieszkańców bohaterskiej Warszawy. Ich zryw jest poruszający i jak to mówi mój syn ,,zwalający z nóg". Czy sam wziąłbym w nim udział? Nie zastanawiałbym się przez chwilę. Jestem także przekonany, że bez cienia wątpliwości do walki przeciw teutońskiej zarazie poszedłby ze mną mój ojciec, brat i starszy syn.
Co innego jednak brać udział w walce, a co innego oceniać jej sens. Jako potomek walczących Powstańców jak i warszawskich cywilów takich jak moja Babcia Irena Domańska, która w piwnicy domu przy ulicy Nowy Świat 1 siedziała wśród szczurów z dziesiątkami innych kobiet opiekując się chorymi - trzyletnią i dwuletnią córeczką, mam moralne prawo ocenić łajdaków, którzy wydali rozkaz do tego samobójczego zrywu stolicy. Tych drani należy osądzić i powiesić! Nie rozstrzelać pod murem jak przystoi oficerom. Ale powiesić na nielicznych pozostałych latarniach przedwojennej stolicy.
Ja - wnuk ludzi, którzy byli gonieni do obozu w Pruszkowie, którzy stracili dobytek całego życia, byli wiezieni w niewiadomym kierunku w otwartych wagonach (moja Babcia uciekła z transportu w Kielcach), których przyjaciele , bracia i rodzice umierali im na rękach - oskarżam zbrodniarzy, którzy wydali rozkaz do Powstania Warszawskiego o świadome wystawienie ludności cywilnej na zbrodniczą furię niemieckich bestii! Jako wnuk Powstańców i krewny Warszawiaków (nazwiska mojego dziadka Zdzisława Łepkowskiego, jego braci i szwagra Władysława ,,Topór" Jasińskiego ze zgrupowania ,,Żywiciel" są umieszczone na tablicy Powstania), którzy ponosili najwyższą ofiarę w 1944 roku, uważam za osobistą obrazę i hańbę nadawanie patronatu ulicom i szkołom niesławnej pamięci generałowi Tadeuszowi Borowi-Komorowskiemu, który swoim bezsensownym rozkazem doprowadził do zagłady przynajmniej 200 tysięcy Warszawiaków i elity intelektualnej stolicy.
Brzydzę się tym człowiekiem widząc zdjęcia archiwalne ukazujące jak podaje on dłoń i kłania się katowi Warszawy SS-Obergruppenführerowi Erichowi von dem Bach-Żelewskiemu w dniu kapitulacji. Pamiętajmy ich wszystkich! Rozkaz o wybuchu powstania wydał dowódca AK gen. Tadeusz „Bór” Komorowski, ale podpisał go także płk Antoni Chruściel ps. „Monter”. Do listy oskarżonych o zbrodnię zagłady Warszawy należy dorzucić cały rząd londyński.
Pamiętajmy, że 25 lipca 1944 r. gen. Komorowski wysłał do Naczelnego Wodza gen. Kazimierza Sosnkowskiego depeszę w której oświadczył: „Jesteśmy gotowi w każdej chwili do walki o Warszawę. Przybycie do tej walki Brygady Spadochronowej będzie miało olbrzymie znaczenie polityczne i taktyczne. Przygotujcie możliwość bombardowania na nasze żądanie lotnisk pod Warszawą. Moment rozpoczęcia walki zamelduję”.
Był więc czas na analizę taktyczną i opinię wywiadu brytyjskiego i amerykańskiego!
Także 25 lipca 1944 roku Rząd RP na Uchodźctwie wydał uchwałę nadającą pełnomocnictwo Delegatowi Rządu „do powzięcia wszystkich decyzji wymaganych tempem ofensywy radzieckiej, w razie konieczności bez uprzedniego porozumienia się z Rządem”. 26 lipca premier Mikołajczyk (ten tchórz, który opuścił w czasach stalinowskiego terroru polskich ludowców uciekając w bagażniku samochodowym) wydał polecenie ministrowi spraw wewnętrznych przekazać Armii Krajowej informację, że „na posiedzeniu Rządu RP zgodnie zapadła uchwała upoważniająca Was do ogłoszenia powstania w momencie przez was wybranym”. Moja ocena zbrodni wydania rozkazu do wybuchu Powstania Warszawskiego w pełni pokrywa się z opinią wybitnego publicysty i szefa Kongresu Nowej Prawicy Janusza Korwina - Mikke. W zeszłym roku w czasie obchodów wybuchu Powstania JKM stwierdził:
,, Czcimy ludzi, którzy mając kilkanaście pistoletów, rzucili się na armię niemiecką, a przynajmniej na tę jej część, która stacjonowała w Warszawie. Czcimy bohaterstwo, ich pomysłowość. Z tak małą siłą ognia utrzymać się przez dwa miesiące to jest wielki wyczyn. Trzeba to podziwiać! Natomiast w każdym normalnym kraju ludzie, którzy rozpoczęli powstanie trafiliby pod sąd wojenny. Po słynnej “szarży Lekkiej Brygady” (podczas Bitwy pod Bałakławą, która rozegrała się 25 października 1854 roku między sprzymierzonymi siłami brytyjsko-francusko-tureckimi a wojskami rosyjskimi, w trakcie wojny krymskiej – dop. red.), w której zginęło niepotrzebnie stu trzydziestu żołnierzy, dowódcy trafili pod sąd wojenny, który zresztą się dość łagodnie z nimi obszedł. W przypadku Powstania Warszawskiego – nie ma okoliczności łagodzących! Co prawda ci którzy podejmowali tę decyzję, nie wiedzieli, że wśród nich jest dwóch agentów sowieckich, którzy namawiają do powstania jako “wielcy patrioci”, ale wiedzieli doskonale, że te powstanie jest skierowane przeciwko Armii Czerwonej, przeciwko Sowietom! I Sowieci też doskonale o tym wiedzieli… Jeżeli więc 27 lipca radio sowieckie nawoływało do powstania, to chyba jest rzeczą oczywistą, że należało powstania NIE wywoływać! Jeżeli nasz wróg do czegoś nas namawia – to OCZYWIŚCIE nie należy tego robić… To nawet najbardziej tępy facet powinien zrozumieć. Ta decyzja jest niewybaczalna. Zginęło 200 tysięcy cywilów. Zginęło kilkanaście tysięcy żołnierzy. Tych najdzielniejszych, którzy potem – przez lata – mogli być kośćcem oporu przeciw Sowietom. W gruz zaległo miasto, którego odbudowa była niesłychanie kosztowna. To wszystko dlatego, że dwudziestu paru ludzi podjęło zupełnie kretyńską decyzję. Pod sąd nie da się już ich postawić, ale – pod sąd Historii, moralny osąd Historii – postawić należy… Tymczasem widzimy próby robienia z nich bohaterów! Nie z żołnierzy, ale z tych co wywołali Powstanie! Ba, nawet się uzasadnia Powstanie, znajduje się dla niego “jakieś rozsądne powody”! Słyszałem głos chyba Jarosława Kaczyńskiego, że “tylko dzięki Powstaniu mamy dziś niepodległość”… Chcę przypomnieć, że bardzo wiele państw: Rumunia, Bułgaria, Czechosłowacja – są niepodległe, a nie robiły żadnych TAKICH powstań, więc te zdanie jest oczywistym nonsensem. Kiedy wreszcie ci co rządzą państwem zaczną myśleć a nie wygadywać patriotyczne duperele?"
Dalszy komentarz uważam za zbędny! Nie po raz pierwszy i nie po raz ostatni biję Korwinowi -Mikke brawa.
Jeżeli jeszcze zastanawiamy się kto powinien zastąpić bandę czworga okupującą dzisiaj nasz Sejm i pasożytującą na narodzie polskim i jeżeli jeszcze w Polsce szukamy silnego przywódcy, to znaczy, że naprawdę jesteśmy ślepym narodem.
