Tomasz Terlikowski przegrał proces z Alicją Tysiąc i bardzo dobrze. Jednak wolność głoszenia nawet radykalnych poglądów wyszła z sądowego sporu zwycięska i to jest jeszcze lepsza wiadomość.

Siedem lat temu Alicja Tysiąc wygrała proces przed Europejskim Trybunałem Prawa Człowieka. Mimo poważnej wady wzroku pacjentki i wiedzy, że poród może zagrozić nawet jego utratą lekarze odmówili jej prawa do aborcji. Wtedy okazało się, że polskie prawo nie przewiduje możliwości odwołania się od decyzji medyków. Z tego właśnie powodu Trybunał nakazał wypłacenie 25 tys. euro zadośćuczynienia.

Dziś już może prawie tego nie pamiętamy, ale tzw. sprawa Alicji Tysiąc wywołała przed laty burzę podobną do dzisiejszego sporu o prof. Chazana. Taki spór nie mógł oczywiście odbyć się bez udziału Tomasza Terlikowskiego. Lider Frondy napisał, że Alicja Tysiąc chciała zabić swoje dziecko i w przypływie publicystycznego zapału porównał ją do Adolfa Eichmanna. Tysiąc uznała, że Terlikowski naruszył jej godność i zażądała 139 tys. zł. odszkodowania.

Pierwsze sądowe starcie zakończyło się prawie całkowitą porażką publicysty. Sąd uznał, że nazywając każdą aborcję zabójstwem i sugerując, że wobec tego Tysiąc chciała zabić swoje dziecko Terlikowski naruszył jej „dobre imię i godność osoby ludzkiej”. Zasądził przeprosiny i 10 tys. zadośćuczynienia. Jednak sąd apelacyjny miał inne zdanie. Uznał, że owszem przeprosiny się należą, ale jedynie za porównanie powódki do nazistowskiego zbrodniarza, natomiast publicysta ma prawo publicznie głosić swoje przekonanie, że każda aborcja jest zabójstwem.

Fundamentalnie nie zgadzam się z fundamentalistycznymi poglądami Naczelnego Katolika Polski, ale w pełni zgadzam się z wyrokiem sądu, który rozróżnił zdecydowanie przesadne porównanie do Eichmanna, od prawa do obrony światopoglądu. Terlikowski z tym wyrokiem też nie do końca się zgadza, ale oświadczył, że Alicję Tysiąc przeprosi. Doniósł o tym na Facebooku w dość charakterystycznym dla siebie stylu: „Deo Gratias!!! Matka Boża Kalwaryjska i sługa Boży Wenanty Katarzyniec, a także modlitwa Was wszystkich - za którą dziękuję - przyniosły skutki.” Ja bym, Boga do tego nie mieszał. Te różne i liczne polskie sądowe spory – choć z religią w tle – są raczej cesarskiej natury, ale też się cieszę, że sąd zakończył sprawę kierując się i prawem, i smakiem, i mądrością. Chciałbym, żeby tak było w przyszłości, i żeby taki finał nie wymagał wymodlonej ingerencji siły wyższej.

No ale, żeby nie było tak „bosko” to na koniec dwie wiadomości sprowadzające nas do rzeczywistości. Piątkowa rozprawa przed poznańskim sądem przeciw tamtejszym anarchistom została przez sąd utajniona ze względu na obawę „zakłócenia spokoju publicznego”. Rzecz w tym, że jedyni widzowie, czyli jedyne osoby, które mogły jakoby ów „spokój zakłócić” to byli dwaj dziennikarze chcący proces relacjonować. Jeden z Wyborczej, a drugi z Radia Merkury.

Poza tym – i to naprawdę dobry żart – portal Wprost doniósł, że „nowy podsekretarz stanu w ministerstwie kultury Andrzej Wyrobiec (PO) otrzymał od premiera zadanie, by do końca tej kadencji Sejmu stworzyć ustawę medialną”. Po raz pierwszy żałuję, że nasza strona sdp.pl nie ma okienka z sondą opinii odwiedzających. W tej sprawie wystarczyłby jeden klawisz: „To się nie może udać”. 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl