Modne stały się ostatnio namiastki plaż inscenizowane w centrach wielkich miast. Wystarczy rozsypać ciężarówkę piasku, postawić leżak, usiąść, zamknąć oczy i jest „prawie” jak nad morzem. W wersji wypasionej może być jeszcze palma i kilka innych plażowych akcesoriów. Ale najważniejsza w takich okolicznościach przyrody jest rzecz jasna wyobraźnia.
Spacerując w Darłówku po pięknej, nadbałtyckiej plaży – tej prawdziwej, ładniejszej niż greckie i chorwackie – natknąłem się na prawdziwy koszmar. Wielkie dmuchane miasteczko zbudowane przez TVN oraz armię towarzyszących telewizji sponsorów. Niby nic zaskakującego, bo latem każde „szanujące się” elektroniczne medium rusza w plener i rozbija tam swoje promocyjne obozy. Zwykle towarzyszą temu darmowe koncerty, projekcje i inne współczesne kolorowe jarmarki. W tym nadmorskim dmuchanym telewizyjnym wesołym miasteczku było jednak coś wyjątkowego. Otóż TVN postanowił zbudować plażę… na plaży. Dokładnie taką, jak w Warszawie, Wrocławiu czy Krakowie. Za gumowymi barierkami pilnowanymi przez postawnych ochroniarzy ustawiono mobilne palmy, nawieziono piasku, ustawiono firmowe leżaki i baseny z ciepłą (brudną) wodą. Gigantyczne szafy pełne głośników skutecznie zagłuszały morza szum i ptaków śpiew. A że każdy ze sponsorów miał w obozie swój gumowy baraczek z własną kocią muzyką, całość tworzyła niepowtarzalną kakofonię, skutecznie… płoszącą wszystkich wczasowiczów. Oczywiście poza fanami TVN.
W pierwszej chwili pomyślałem, że ktoś postradał zmysły. Potem sprawdziłem w sieci, że to szaleństwo ma charakter celowy, planowy i rozpisane jest na całe lato. „Projekt plaża”, letni hit TVN, nawiedza (bynajmniej nie w nocnych koszmarach) wiele miejsc nad Bałtykiem, przynosząc odpoczywającej ludności moc wrażeń i solidną porcję rozrywki, transmitowanej na letniej antenie. Nikt zatem nie zwariował, tu po prostu robi się program. A że plaża w Darłówku nie spełnia standardów TVN, trzeba było przyjechać z własną scenografią. I wszystko jasne.
Jest jednak w tym budowaniu sztucznej plaży na plaży naturalnej jakieś przesłanie, głębsze, choć w tym konkretnym przypadku z pewnością niezamierzone. Otóż każda telewizja ma własną wersję rzeczywistości i codziennie nam ją sprzedaje, nie mając wątpliwości, że będzie ona atrakcyjniejsza od oryginału. A w dodatku jest przekonana, że bez jej rac humoru, blasku reflektorów i ściany dźwięku nie będziemy wiedzieli co zrobić ze sobą i z wolnym czasem. Dlatego dopada nas nawet na łonie natury, budując na plaży swoją rzeczywistość równoległą.
Taki nasz rodzimy Matrix.
Piotr Legutko
