W Łodzi z czasów „Ziemi obiecanej” mawiano: nie ma to, jak się dobrze spalić. Chodziło rzecz jasna o fabrykę, oczywiście, odpowiednio ubezpieczoną. Na dzisiejszym rynku medialnym obowiązuje podobna zasada. Nie ma to, jak być z hukiem wylanym. Oczywiście, jeśli ma się pomysł, jak premię związaną z tym hukiem zdyskontować. I kogoś, kto w ten pomysł zainwestuje. 

 

Wie coś na ten temat Paweł Lisicki, którego nowy projekt wydawniczy nie miałby mocnego otwarcia bez wcześniejszej decyzji wydawcy „Uważam Rze”. Beneficjentów zwolnienia Lisickiego było zresztą więcej. Trudno policzyć, ile pieniędzy musieliby wydać na promocję swojego tygodnika Michał i Jacek Karnowscy, by uzyskać taki efekt, jaki zapewnił im Grzegorz Hajdarowicz. Szczerze mówiąc, nie da się za żadne pieniądze kupić podobnych „5 minut”. Trzeba je tylko umieć wykorzystać. Wygląda na to, że jedynym przegranym „czystki” w Presspublice był jej właściciel. A na deser dorzucił jeszcze proces ws tytułu. Mało sympatyczny, ale promocyjnie i wizerunkowo – bezcenny. Oczywiście dla pozwanych.

Dużo i głośno było także o rozstaniu Szymona Hołowni z „Newsweekiem”.  Tomasz Lis przygotował nienajgorszy posag autorowi „Ludzi na walizkach” – w formie zestawu obelg na drogę („załgany, pseudoliberalny katolik, kuriozalny dwulicowiec, asekurant i oportunista”). Ale Hołownia tamtego posagu nie wykorzystał, bo wybrał się z deszczu „wprost” pod rynnę. Czyli w towarzystwo Magdaleny Środy i Tomasza Jastruna.  Łatwo było przewidzieć, że w nowym tygodniku może go czekać co najwyżej… druga szansa na wylanie. I właśnie ją dostał.

Tym razem widać, że wnioski wyciągnął i chce wyjść na swoje – jak Paweł Lisicki czy Jacek Karnowski. Dzięki temu snop światła padł na ciekawy portal Stacja7.pl., uruchomiony niedawno przez wydawnictwo Znak, jedyne miejsce gdzie – jak twierdzi – będzie publikował. I niby wszystko jest ok, ale sposób w jaki dysydent z mainstreamu promuje swoją nową „stację” jest… dość oryginalny. „Zapraszam do mojej niszy” – to jeszcze brzmi dość sympatycznie. Czasy są bowiem sprzyjające niszom, które wkrótce okazują się całkiem spore.  Ale dużo gorzej wygląda zakończenie pożegnalno-powitalnego (a więc pełniące rolę wystrzału z Aurory) felietonu: „Jeśli Was tu nie będzie, zamkniemy i niszę. Okaże się, że jedynym miejscem dla katolika na publicznej arenie jest dziś zamurowana cela (da Bóg, że z okienkiem na suche buły), gdzie może sobie wygłaszać dowolne poglądy”.

Dotąd najchętniej używaną przez Szymona Hołownię metaforą dla określenia swojego miejsca na medialnej scenie był butik w galerii handlowej. Takimi galeriami miały być „Newsweek” czy „Wprost”. Dla kogoś, kto do prowadzenia butiku przywykł, perspektywa pobytu w zamurowanej celi może być nie lada wyzwaniem. Ale na razie jest sympatyczna Stacja7.pl, a do celi droga daleka. Od zadeklarowanego katolika nie tylko można, ale trzeba wymagać więcej wiary. Z niszy też można przecież zajść wysoko.

Piotr Legutko

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl