Z domu do SDP (i z powrotem) wędruję Alejami Ujazdowskimi. Lubię, bo to piękny spacer. Mijam Belweder i Urząd Rady Ministrów. Ludzi niewiele, za to kłębią się liczne ekipy telewizyjne. Okablowani godzinami wyczekują najważniejszych VIP-ów i potem lecą z mikrofonami i kamerami do nich stadnie.
Gdyby telewizje choć część marnowanej tu energii poświeciły na dokumentację prawdziwego życia obywateli. Szczególnie w tych najbiedniejszych dzielnicach, gdzie tynk leci na głowy, a rynny na dachach kwitną zielskiem.
Na ulicy, gdzie mieszkam, jest VIP-owska knajpka – prawdopodobnie – z mikrofonami pod każdym stolikiem. Gdy ważna osoba chce tu spożyć np. ośmiorniczki zajeżdża gromada wozów specjalnych i praktycznie blokuje ulicę. Gdyby choć część wysiłków tych służb poświęcona była na wyłapywanie pijaczków za kierownicą lub jezdniowych demonów szybkości mielibyśmy nie trzysta a trzydzieści trupów motoryzacyjnych na miesiąc. Skoro już jesteśmy tak demokratyczni skoro już nie robimy tajemnicy z zarobków Premiera, czy nawet Prezydenta pokażmy otwarcie koszty służb, a przynajmniej BOR-u.
Dziennikarze przyzwyczajeni do transmitowania komunikatów tego nie zrobią. Strach przed utratą pracy jest dziś tak wielki, że nikt się nie wychyli. Tak jak kiedyś krytykowano taksówkarzy i kelnerów, tak dziś można używać sobie ale tylko w mediach niszowych. Te kilka milionów oglądające produkt mainstreamu ma mieć jedno i to samo zdanie – w sprawie Smoleńska, PiS-u, naszej polityki obronnej i decyzji gospodarczych.
Bo tak naprawdę wpływ na wynik głosowania jednego – drugiego – czy trzeciego będzie miała propaganda „jedynki”, „dwójki”, „trójki” – telewizyjnej lub radiowej oraz jeszcze dwóch największych prywatnych stacji TV. Reszta wprawdzie nie jest milczeniem, ale jednak nie dociera do większości ludzi. Bądź z powodu nierównomiernego rozdysponowania częstotliwości, rozdrobnienia lub po prostu dlatego, że ludzie nie mają czasu na poszukiwanie alternatywnych głosów, na szukanie krytyki na wizji i fonii.
Przyjdzie walec i wyrówna. Jest nim wymiana pokoleń. Ci z przed epoki Internetu odchodzą i w końcu zupełnie odejdą. Wielu z nich jeszcze się załapuje – bo zadali sobie trochę wysiłku dla opanowania nowych możliwości. Bo chcą dowiadywać się i dyskutować. Ten proces trwa.
Czy armia blogerów lub redaktorów małych i najmniejszych mediów wymiecie tych, którzy są a wiele nie robią. Oczywiście, że tak będzie. Może nawet szybciej niż się tego spodziewamy.
Wczesnym rankiem i w czasie powrotów z pracy w tramwajach, autobusach, w metrze dominują ludzie młodzi. Bardzo się zmartwiłem, gdy zdarzyło się, iż młoda dziewczyna ustąpiła mi miejsca. Słyszałem też sondę reportersko - pasażerską. Ludzie starsi narzekali na dzisiejszą młodzież, że niewielu jest takich, którzy skłonni są starszemu miejsca ustąpić. Natomiast, gdy sitko reporterskie podetknięte zostało pod nos młodzieńcowi ten zadał zupełnie logiczne pytanie: czy w godzinach szczytu, gdy rwiemy do roboty, w tłoku, staruszkowie muszą wtedy właśnie podążać na zakupy.
No cóż. Może poranne babcie jadą po prostu do wnuków, by ich rodzice mogli zarabiać na życie. Oj życie, życie.
02.10.2014 Stefan Truszczyński
