W górę skakać, ze szczęścia płakać. Tak przed chwilą było. Ale potem przychodzi chwila refleksji. Jak to możliwe, że mimo doświadczenia z finałem w siatkówce znowu nie nasza wspólna publiczna TVP, a prywatna stacja ratuje Polaków przed tym, by ich szlag trafił. Czy to Solorz taki mądry, czy inni bezdennie głupi?
Żałosne kierownictwo z Woronicza marnuje nasze pieniądze i na szwank wystawia zdrowie. A kysz! Chyba doradzają im tacy sami jak opiekunowie Pani premier, którzy ponoć pomylili pigułki dla szefowej przed jej występem na czerwonym dywanie. Cieszyła się w duchu była działaczka FDJ Merkel, ale krótko. Szczęśliwy Szczęsny, szczęśliwy cały kraj.
Jak niewiele potrzeba, by zapomnieć o eks premierze, który dał dyla; o Prezydencie - który chce koniecznie być for ever choć marnie mu idzie; o skłóconych wewnętrznie i zewnętrznie partiach - które niczego nie potrafią dopilnować i podnoszą krzyk, gdy mleko już rozlane. 3,5 miliarda oszczędzają miliarderzy, a urzędnicy rżną głupa. Ciekawe, by było poznać "załatwiacza" - lobbystę i posłuchać jak to się robi i jak przebiega akcja wpuszczania szczura między decydenckie grono. Kto bierze pieniądze i ile?
Ludzie namiętnie oglądają seriale. Rzeczywiście scenarzyści mogą się wyżywać, poszaleć. Oto wójt jakich wielu w Polsce. Śmiejemy się do rozpuku, bo zręcznie to napisane. Ale wójt trwa. Ba, nawet idzie w posły senatory. Toż to wypisz wymaluj samo życie. Tu też prostak dochodzi do tronu i choć potem spada wielu nadal nie wierzy oczywistym dowodom. A liczni bezwolni dziennikarze nadal bełkot traktują jako ludową mądrość.
Reklamowe chamstwo wciska się najmniejszą szparą. Ogłupia bez odpowiedzialności za kit obrazków i obietnice bez pokrycia. I znowu szmal kruszy sumienia i wyłącza wstyd. Niestety również dziennikarze idą na ten lep. Po takim występie powinni tracić na zawsze prawo do uprawiania zawodu. Przecież przed chwilą serwowali poważne wiadomości, prowadzili ważne wywiady, rozmawiali o bolesnej historii. Byli autorytetami. A teraz klepią, rekomendują i polecają. Ale to mało. Przecież ci, którzy im ufali nadal mogą naiwnie uznać, że mowa o najlepszym samochodzie, telefonie lub kubraczku. To byłoby jeszcze do wybaczenia. Ale leki? Terapie, cała otoczka służby zdrowia. Podobno tam najlepiej płacą. Więc mamy już i środki higieny, porady intymne a nawet zasiadanie na sedesie. To bieda zmusza - mówią aktorzy. My tylko gramy, wykorzystujemy nasz zawód. No, niezupełnie. Talent, a może tylko częste pokazywanie dały popularność. A to wzbudza zaufanie. I właśnie jego nadużycie, za pieniądze, to grzech. Również świecki.
Reklamo - żarłoczność to także ryzyko. Oto program publicystyczny w telewizji prywatnej zostaje posiekany przerwami "na zarobek". Tak dotąd nie bywało nawet w TV-publicznej. Czyżby choroba telewizyjna jak epidemia rzuca się na mózg. Przecież przerywanych programów nie da się oglądać spokojnie. Nie dość, że zbyt często eksploatowane są te same gęby - to jeszcze mamy dyskusje jąkające się z powodu zalewu przerywników. To już za dużo. Widz taką stację porzuci.
Wymyślenie czegoś nowego jest rzeczywiście rzeczą trudną. Ale praktyką bardzo głupią jest powielanie złych wzorów. Życie zawodowe dziennikarzy telewizyjnych zaczyna przypominać pracę tancerza: intensywnie ale krótko. To w dodatku taniec na linie. Czym wyżej się wdrapałeś - upadek może być boleśniejszy. Ale nic to! I tak wszyscy się tam pchają.
Dlatego warto pamiętać by nie przeceniać aktualnej popularności, oklasków i komplementów. Nawet krowa pokazywana w telewizji bez przerwy ma szansę być idolką. Komentować mogą tylko mądrzy. Reporterzy, "wywiadowcy" powinni się ograniczać do zadawania pytań. Ich poglądy własne mogą wygłaszać w domu. A i to - przy inteligentnym małżonku - ryzykowne. Można wziąć ścierą przez łeb.
13.10.2014 r. Stefan Truszczyński
