Miniony Zjazd Delegatów zakończył się powtarzanym przez wiele ust wezwaniem „dziennikarskiej młodzieży” (czyli circa 30-40-latków) do „wstępowania w szeregi”.
Wśród zachęt wyliczano: ewentualną mocniejszą pozycję dziennikarza „zrzeszonego” wobec pracodawcy (SDP ma prawnika), możliwość skorzystania z opieki zdrowotnej (tylko w Warszawie ale zawsze), tańszego noclegu w Kazimierzu czy wreszcie pokusę przystani na stare lata w domu w Wildze (o ile taki powstanie i chętny dożyje do emerytury), itp.
Przedstawiona powyżej lista benefitów nie zmienia się od lat i jakoś nie wywołuje kolejek do zapisów. A szkoda. Stowarzyszenie to organizacja zasłużona i wyjątkowa, istnieje wiele powodów, dla których powinna przetrwać. Wprawdzie w dyskusji pod koniec zjazdu pojawiły się wątki kradzieży praw autorskich, represjonowania dziennikarzy, obniżenia poziomu mediów, itp. Jednak w formie skargi na niesprawiedliwość świata tego.
Takiego stanowiska nie lubię, w związku z tym postanowiłem przedstawić pod rozwagę Koleżeństwa kilka konkretnych postulatów.
Jednak najpierw zapytajmy: kogo chcemy ściągnąć do SDP? Zapewne dziennikarzy i dziennikarki, którzy już rozpoczęli pracę w zawodzie i z jakichś (dziwnych) powodów chcą pełnić tę niewdzięczną rolę przez najbliższych kilkanaście lat i w ten właśnie sposób zarabiać na życie.
Jak rozumiem ich problemy to niestabilność pracy, niskie (i spadające) wierszówki oraz konkurencja darmowych blogerów.
Może w takim razie spróbujemy znacząco poprawić im kwestie socjalne a tym samym radykalnie podniesiemy atrakcyjność członkowstwa SDP?
W tym celu wróćmy do przedwojennych ideałów ruchu spółdzielczego. Zacznijmy działać wspólnie celem rozwiązania podstawowych spraw życiowych.
Zorganizujmy:
-
przedszkole w centrum Warszawy z systemem rozwożenia dzieci do domów oraz centrum opieki weekendowej dla dzieci. Działa kiedy rodzice są w pracy (a przy przedszkolu tanią stołówkę),
-
wspólne ogólnopolskie kolonie i zimowiska dla dzieci członków SDP,
-
spółdzielnię mieszkaniową dla członków SDP,
-
pośrednictwo w wynajmie mieszkań – często starsi członkowie dysponują lokalami i poszukują najemców godnych zaufania,
-
syndykat sprzedający na rynku światowym prawa autorskie do tekstów, zdjęć i reportaży,
-
tłumaczenia tekstów tak by umożliwić sprzedaż materiałów dziennikarskich za granicą
-
punkt negocjacji umów (tak by uwzględniały prawa syndykatu do tektstu i prawa dziennikarza).
Ja rozumiem, że „nieeee daaaa się” ale może przynajmniej porozmawiać? W grupie siła.
Aleksander Wierzejski
