„Uwaga! Straciłam telefon!!! Zaginął, ukradli, nie wiem”. - Ok, ok... mam nowy tel... numer ten sam” – poinformowała na Facebooku popularna modowa blogerka Julia „Maffashion” Kuczyńska i to był początek tej… banalnej historii jakich wydaje się być przed nami wiele.
Po wspomnianym wpisie Kuczyńska przez dwa tygodnie zamieszczała w Internecie zdjęcia ze swojego skradzionego telefonu. Zdjęcia wykonywane przez złodzieja. Jak to możliwe? To też banalne. „Maffashion” korzystała z usługi automatycznego zapisywania danych na wirtualnym dysku, do którego miała dostęp również z innych mobilnych urządzeń. Na koniec blogerka przyznała: „Nikt mi nie ukradł telefonu, telefon nie zaginął. Cała ta akcja to jedna wielka ściema stworzona przez Orange, który w ten oto sposób chciał zareklamować swojego Clouda”. No i wszystko jasne, poza jednym: czy to oszustwo czy wkrętka?
Inny bloger na łamach wirtualnychmediów.pl objaśnił mi, że dla rocznika 95 to w sposób oczywisty zabawna wkrętka. Podobno tylko „dziadkowie” z rocznika 75 mogą uważać, że takie zabawy mogą prowadzić do wzajemnej utraty zaufania w necie czy też w realu. Ja oczywiście – rocznik 59 czyli już „pradziadek” - wychowany na bajeczce o pastuszku dla zabawy alarmującym swoją wioskę okrzykami: „Wilki! Wilki!”, patrzę na to ze zdystansowaną obawą.
„Duży Format” zostaje w całości poświęcony Bieszczadom, bo wydawca podpisał stosowną umowę z producentem serialu, którego akcja toczy się w południowo-wschodnim zakątku Polski. Popularny bloger zarabia podobno aż 400 tys. zł na straszeniu Warszawiaków jamnikiem przebranym za pająka giganta. Z pozoru lifestylowy wpis na blogu znanego dziennikarza telewizyjnego okazuje się być reklamą natywną siłowni i napoju dla pakerów, a naczelny owego natywnego portalu oświadcza, że oto rodzi się coś nowego, wprawdzie jeszcze nie wiadomo co, ale jest to wspaniałe, i że tylko „dzadkowie/pradziadkowie” po prostu tego nie kumają.
Spotkałem chyba to coś nowego nie tak dawno na ulicy. Miało postać młodej kobiety (rocznik 95), która zapytała mnie o drogę do Galerii Krakowskiej. Wskazałem. Wtedy ona stwierdziła: „Skoro już Pan wie gdzie jest Galeria to mam dla Pana prezent w postaci promocyjnych bonów do…” Od tej pory bez obawy o stratę czasu reaguje tylko na pytania zagubionych obcokrajowców, ale zapewne i ich ktoś kiedyś zatrudni w poszukiwaniu nowych form reklamy i promocji.
Gdy już przestanę wskazywać drogę nawet Azjatom, Indianom i Murzynom z rocznika 95 pozostaną im wskazówki, które odnajdą w stale rosnącej liczbie posiadanych przez nich cyfrowych gadżetów. Tam czekać na nich będzie „Maffashion” i jamnik/pająk, którzy niezależnie od zadanego pytania zaprowadza ich wprost do najbliższego punktu Orange.
