„Publiczne Polskie Radio sławi winnych zbrodni wobec narodu polskiego. Czyli to radio nie jest ani publiczne, ani polskie”. Taką druzgoczącą opinię zawiera felieton Krzysztofa Czabańskiego zamieszczony na portalu wirtualnemedia.pl. Sprawy są poważne, bo od czci i polskości odsądza Polskie Radio były jego prezes, a obecny wiceprzewodniczący Rady Programowej.
Powodem wielkiego wzburzenia b. prezesa jest przyznanie nagrody Grand Prix Prezesa Polskiego Radia Małgorzacie Żerwe za audycje dokumentalną pt. „Duchy z Placu Czerwonego”. Wiceprzewodniczący Rady Programowej zadał sobie trud, a ja – jak się okazało – zrobiłem sobie przyjemność i obaj, choć osobno, wysłuchaliśmy nagrodzoną audycję.
Według Czabańskiego jest „to rzewna opowieść prawnuczki (marszałka Konstantego Rokossowskiego Ariadny – przyp. AK), dziennikarki rządowej rosyjskiej gazety, notabene – piszącej w niej głównie o Polsce. W tej opowieści Rokossowski jawi się jako zacny Polak (faktycznie, podobnie jak Dzierżyński pochodził z polskiej rodziny) i dobry człowiek, ba, jest on przedstawiony jako ofiara represji stalinowskich. Nie ma ani słowa o jego zbrodniczych działaniach w Polsce, gdy był w czasach stalinowskich ministrem obrony narodowej. Choćby jednego kontrapunktu do tej pełnej miłości do Rokossowskiego opowieści, nic o represjach, łącznie z wyrokami śmierci, wobec oficerów przedwojennych, o karnych brygadach wojskowych do przymusowej pracy w kopalniach i kamieniołomach, do których wcielano wszystkich mężczyzn o „nieprawidłowym pochodzeniu społecznym” lub krewnych osób skazanych z przyczyn politycznych”.
Ja słuchałem chyba jakiejś innej audycji. W tej mojej 85 proc. to monolog prawnuczki Rokossowskiego. Nie tyle rzewny co rzeczywiście wybielający byłego marszałka stalinowskiej Polski i stalinowskiego Związku Radzieckiego. Rzeczywiście bohaterka audycji twierdzi, że za wymienione przez Czabańskiego zbrodnie odpowiada nie jej pradziadek, lecz polskie służby specjalne, z którymi on nie miał nic wspólnego. Jednak autorka w komentarzu wyjaśnia słuchaczom zbyt młodym, żeby o tym wiedzieć, że Rokossowski był szefem MON i wicepremierem rządu. Żerwe wyjaśnia ale nie młotkuje słuchacza nachalnymi sugestiami co ma on myśleć. I to właśnie podoba mi się w tej audycji najbardziej. Zaufane do inteligencji widza.
Jak rozumiem – jako były radiowiec - redaktor Żerwe dysponowała obszerniejszym materiałem i to co ostatecznie usłyszeliśmy to zasługa jej wyboru, a usłyszeliśmy rzeczy nader „smaczne”. Ot choćby, jak to ujął Krzysztof Czabański, rzewne wspomnienie o tym, że pani Ariadna będąc na wikcie Kremla nie wie nawet jak wyglądała kremlowska stołówka, bo do ich dziewięciopokojowego mieszkania posiłki z owej stołówki przywoziła specjalnym wózkiem służba. Służba i olbrzymie mieszkania (z niewykorzystanymi pokojami) w posiadaniu partyjno-wojskowej elity w ojczynie robotników i chłopów, którzy w tym samym czasie gnieżdżą się całymi rodzinami w jednopokojowych sublokatorskich norach. Albo sugestia wnuczki marszałka, iż to może dobrze, że to ona pisze o Polsce dla prokremlowskiej gazety, bo ona o Polsce pisze „ciut lepiej niż inni”. A takich smaczków jest więcej.
Dla byłego prezesa Polskiego Radia to „sławienie niepolskich racji i upowszechnianie niepolskiego punktu widzenia”. Dla mnie to jedna z inteligentniejszych audycji jakie wysłuchałem w publicznej radiofonii. (Nota bene producentem nie jest warszawska centrala lecz Radio Gdańsk.) Szkoda, że takich rzeczy wiceprzewodniczący Rady Programowej Polskiego Radia nie potrafi wysłuchać ze zrozumieniem, bo to jest właśnie ten punkt widzenia, którego w publicznej radiofonii i telewizji powinniśmy mieć więcej.
Felieton Krzysztofa Czabańskiego
Audycja Małgorzaty Żerwe
