Miniony tydzień był dla naszego środowiska bardzo pouczający. Pokazał jakie skutki może mieć dla nas solidarność ponad dziennikarskimi podziałami lub takiej solidarności brak.
Po ponad 20 latach krakowska prokuratura postawiła pierwsze zarzuty w sprawie zamordowania Jarosława Ziętary. Miejmy nadzieję, że trop, którym podąża prokurator jest właściwy, a śledztwo zakończy się dobrze przygotowanym aktem oskarżenia. Jednak o ile wyniki śledztwa są zasługą prokuratorów, to wznowienie go po kilkunastu latach jest wynikiem działania przyjaciół zamordowanego, wsparcia środowiska dziennikarskiego i apelu redaktorów naczelnych do premiera. Ta skuteczna akcja wykonana została solidarnie ponad ostrymi podziałami idącymi przez polskie media i dziennikarskie środowisko.
Niestety przy okazji kolejnego Marszu Niepodległości mieliśmy możliwość zaobserwowania zachowań wręcz przeciwnych. Znów doszło do ataków na dziennikarzy, ale tym razem obiektem napaści nie była ekip TVN i publicznego radia. Zaatakowano fotoreportera „Gościa Niedzielnego”, ekipę TV Republika i reportera… organizatorów Marszu. Fotoreporter stał się celem zapewne dlatego, że chcąc nie chcąc dokumentował chuligańskie wybryki części uczestników demonstracji, czego oczywiście sobie nie życzyli. Przyczyna pozostałych napaści nie jest już taka oczywista. Osobiście przypuszczam, że chuliganom jest po prostu wszystko jedno jakie media atakują, a nawet wszystko jedno czy są to media. Dowodem na to jest fakt, że zadymiarze tym razem zaatakowali również straż Marszu i czoło samej demonstracji. Jednak reporterzy TV Republika i TV Marsz Niepodległości mieli na ten temat inne zdanie.
Dziennikarz TV Republika bezskutecznie usiłował przebić się do atakujących z informacją, że nie jest z TVN, tak jakby atak butelkami na TVN był czymś co można usprawiedliwić. Sprawozdawca organizatorów próbował bronić się informacjami, że nie jest z „Wyborczej” oraz zapewnieniami „Spoko, spoko. Od was jesteśmy”. W odpowiedzi dostał – jak sam to określił – „kopa w krocze”. Swoistej „pikanterii” sprawie dodawał fakt, że atak na reportera organizatorów nastąpił niedługo po tym jak na antenie pytał czemu niektóre media nazywają faszystami i nazistami tych normalnych i spokojnych młodych patriotów. Ta zbitka nie umknęła oczywiście uwadze sprawozdawców tzw. mainstreamu, u których między wierszami można było dostrzec pewną schadenfreude. Taką samą ukrytą schadenfreude dostrzegałem trzy lata temu w sprawozdaniach tzw. niepokornych gdy płonął wóz transmisyjny TVN 24.
Ostro podzielone politycznie środowisko dziennikarskie zapewne nie ustali zgodnej opinii czy Marsz Niepodległości to jesienny spacer rodzin z dziećmi (jak chcą jedni) czy też wersja kibolskiej ustawki (jak chcą drudzy), ale to nie przeszkadza solidarnemu trzymaniu się zasady, że każdy brutalny atak na jakiegokolwiek reportera jest tak samo niedopuszczalny, bo nie ma wśród nich takich, którzy na to „nie zasłużyli” lub takich, którym „się należało”.
