Wycieczka warszawskiego SDP do kina Atlantic na pokaz przedpremierowy “Wolnego strzelca” we wtorek nie przyciągnęła tłumu kolegów. Połowa sali była pusta, a szkoda. Film jest nie tylko znakomity, ale też dotyka jądra dziennikarskiego powołania. Powołania? Napisałem odruchowo słowo, które już wyszło z obiegu. Powołanie dziennikarskie sprawują nieliczni. To tknięci groźną pasją prawdy. To ci, którzy widzą trotyl, kiedy inni odwracają oczy. Koledzy, którzy nie sprzedają się ani tanio, ani drogo. Sprzedają rzetelny produkt informacyjny ale nie siebie. Reszta wykonuje zawód pośrednika między dostawcą a nabywcą gałek ocznych odbiorców.

   Film opowiada historię hieny dziennikarskiej. Poluje nocą na wypadki samochodowe, pożary i zabójstwa. Im więcej krwi, tym lepiej. Jak tłumaczy szefowa lokalnego serwisu informacyjnego w telewizji w Los Angeles: „nasze wiadomości mają przypominać białą kobietę, która z krzykiem biegnie ulicą z poderżniętym gardłem”. Dlatego, że widzowie stacji w zamożnych dzielnicach L. A. chcą takich wiadomości; czują się zagrożeni przez biedaków z mniejszości etnicznych. Strach jest najbardziej pożytecznym instynktem zapewniając przetrwanie. A będąc przerażeni czują, że dba o nich przynajmniej telewizja, gdyż policja nie może całkiem wyplenić przestępczości.

   A co widzowie towaru od hieny dają TV w zamian? Swoje gałki oczne, które stacja sprzedaje reklamodawcom. Film nie mówi o wpływie reklam na treść programów, wskazuje tylko fetysz „oglądalności” jako sprawcę zła. Reżyser i scenarzysta Dan Gilroy składa całą odpowiedzialność moralną na dziennikarzy. Moim zdaniem słusznie. Kto jest z powołania pasjonatem prawdy, ten niech szuka innej niszy w mediach. A kto nie potrafi znaleźć i nie chce być hieną - może odejść z zawodu. Zawsze mamy wybór, a tylko nie dopuszczamy do siebie myśli, że to my odpowiadamy za zło swego świata, a nie „oni” - jak reklamodawcy, politycy, szefowie.

   Hieny z polskich telewizji pożywające się truchłem „małej Madzi” i podobnym infościerwem znajdą w „Wolnym strzelcu” materiał dla przemyśleń. Może się wzruszą swoim ciężkim losem. To też materiał przemyśleń dla poważnych polityków, wykazując potrzebę telewizji publicznej, gdzie nie rządzi oglądalność i w konsekwencji reklama, ale wyższy cel. Poważny polityk, to taki, który jest mądrzejszy od swoich wyborców i pragnie ich dobra, czyli rozwoju człowieczeństwa. A poważny dziennikarz musi być mądrzejszy od swoich czytelników i widzów. Dawać odbiorcom nie to, czego chcą, ale  co chcieć powinni. Już bowiem Nietzsche zauważył, że nasze prawdziwe „ja” nie jest w nas, lecz wysoko ponad nami.

   Nasza hiena honorowa Piotr Mieśnik też lubi Nietzschego. Może zapamiętał tę myśl i dlatego nawrócił się na prawdę, piękno i dobro – przyjmując pracę na portalu Gazety Wyborczej? Że to brzmi jak ironia? Przepraszam, samo wyszło.
   
    

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl