Ten tydzień to była jazda bez trzymanki. Zaczęło się od ocenzurowania dostępu do partyjnego wieczoru wyborczego. Prawo i Sprawiedliwość nie wpuściło na swoje świętowanie zwycięstwa Jakuba Sobieniowskiego z TVN.
Trzeba przyznać, że PiS dokonał zadziwiającego samoograniczenia w tej kwestii. Mógł przecież nie wpuścić wszystkich nieprzychylnych mu mediów, a nie dał akredytacji tylko jednemu Sobieniowskiemu. Nawet jego kamerę pozwolił ustawić na sali. To poważne samoograniczenie w porównaniu z bojkotem całego TVN przed kilku laty czy wpuszczeniu jedynie TV Trwam na podpisanie umowy koalicyjnej z LPR i Samoobroną. A jednak i tak PiS strzelił sobie w stopę.
Partia zebrała bowiem krytyczne oceny nie tylko od Tomasza Lisa (co było oczywistą oczywistością), ale także od Michała Szułdrzyńskiego, Cezarego Gmyza czy Łukasza Warzechy, który na Twitterze przytomnie zauważył: „Dzisiaj PiS nie da akredytacji Sobieniowskiemu, a jutro PO komuś z Republiki czy wSieci i będzie wielkie larum z naszej strony”. Trzeba jednak przyznać, że z tego solidarnego chóru postanowiła wyróżnić się niezalezna.pl tytułując informacje: „Brawo! <<Cyngiel>> TVN niewpuszczony na wieczór wyborczy PiS”. Tylko kto tu wyszedł na „cyngla”?
Natomiast sytuację odwrotną stworzyła w tym tygodniu Monika Olejnik. Zaprosiła do studia Radia Zet Zbigniewa Ziobro i… oburzona jego wypowiedziami wyszła ze studia. Nic nie rozumiem. Przecież Ziobro nie powiedział nic takiego czego nie można by się spodziewać. Przynajmniej po nim. Trzeba było go nie zapraszać lub tuż przed wejściem do studia cofnąć mu akredytację. To żart. Sarkazm. Wyjaśniam, bo np. taki Facebook na sarkazmie się nie zna i to nic a nic.
Właśnie się okazało, że fanpage Kuby Wojewódzkiego został zablokowany przez administratorów Facebooka za użycie słowa „pedały”. Wojewódzki podpisał tym słowem zamieszczone na nim zdjęcie. Przedstawiało ono siedzącą na dachy i przytulająca się parę (męsko - damską!) obserwującą przemieszczający się na dole Marsz Niepodległości, który z tej perspektywy wygląda na coś pomiędzy pożarem a pokazem sztucznych ogni. Należy przypuszczać, że mieliśmy do czynienia z sarkastycznym zestawieniem owej pary z tymi uczestnikami Marszu, którzy świętowali rocznicę odzyskania niepodległości okrzykiem: „Chłopak i dziewczyna normalna rodzina”, tylko, że ci „normalni” na dachu woleli być z daleka od normalsów na dole. Stróż pożądku na Facebooku sarkazmu nie wyczuł i pełen poprawności politycznej zablokował wpis z niepoprawnym słowem. Bo cóż tak to jest ze stróżami porządku. Nie lubią żartów.
Żartów nie lubi też chyba dowódca policyjnej akcji w Państwowej Komisji Wyborczej. Reporter TV Republika próbował mu wyjaśnić, że jest dziennikarzem, a nie okupującym budynek, ale oficer chyba uznał to za kpinę, bo właśnie przed chwilą aresztował Ewę Stankiewicz, która jak wiadomo jest i dziennikarką i byłą przywódczynią protestu. Władza nie lubi gdy ktoś z niej żartuje i wsadziła reportera do paki oskarżając o zakłócanie miru domowe. Bardzo trafnie, bo to rzeczywiście nieładnie przyjść do kogoś w gościnę i żartować sobie z innych zaproszonych. Oczywiście to sarkazm. Wolę wyjaśnić, żeby administrator nie zbanował profilu SDP na Facebooku.
Natomiast za kilka dni zobaczymy czy trzecia władza w postaci warszawskiego sądu, przed którym stanęli nasi koledzy, dostrzeże nieco ponury policyjny żart jakim było zatrzymanie i oskarżenie naszych kolegów.
