W czwartek biuro prasowe PiS jak zwykle rozesłało instrukcje dla swoich polityków jak mają komentować polityczną rzeczywistość. Żeby była jasność oczywiście inne partie też tak robią. Tym razem jednak biuro prasowe PiS na skutek pomyłki przesłało tzw. przekaz dnia dziennikarzom, a ci mieli z tej okazji sporo uciechy na Twitterze. Ci przedstawiciele „ludu ciemnego”, którzy zadali sobie trud porównania instrukcji z wypowiedziami polityków również.
Tak sobie myślę, że właściwie nieradzący sobie bez instrukcji politycy mogliby sobie dać spokój z porannym wstawaniem czy przebijaniem się przez zakorkowaną Warszawę do radia i telewizji. W każdym z mediów mógłby czekać na partyjny przekaz wynajęty aktor/lektor i z nie mniejszym niż partyjniacy przekonaniem prezentować w zastępstwie jedynie słuszne stanowisko. Podobne rozwiązanie było już stosowane w Wlk. Brytanii. W czasach gdy IRA podkładała bomby politycy związanej z ugrupowaniem partii Sinn Fein nie mieli wstępu do BBC, a ich wypowiedzi czytał lektor. Tyle, że tam lektor był wynajęty przez BBC, a u nas lektorzy mogliby być na partyjnym utrzymaniu. Po czterech latach takiej służby lektor/aktor w nagrodę mógłby otwierać listę danej partii do parlamentu i być może byłby nawet lepszą lokomotywą niż niektórzy obecni partyjni liderzy.
Na dowód przytoczę fakt, że już dziś podpieranie partyjnych list znanymi postaciami przynosi obopólne korzyści. Posłami i radnymi zostają ludzie znani przede wszystkim z tego, że kopią piłkę, ścigają się na stoku na desce, grają w serialach, występują na estradzie lub w popularnych reality show. Mieliśmy już posła z Big Rothera, a mamy właśnie radnego co jako „rolnik szukał żony”.
No ale żarty na bok. Szefowa MSW Teresa Piotrowska zobowiązała Komendę Główna Policji do wypracowania zasad współpracy z dziennikarzami podczas policyjnych interwencji. To pokłosie zatrzymania w siedzibie PKW dziennikarzy relacjonujących to zdarzenie. Przyszła instrukcja ma wyjaśnić policjantom jak mają się zachować w stosunku do dziennikarzy w sytuacjach „gdy naciera tłum”. Problem w tym, że do zatrzymania w PKW doszło gdy żaden tłum nie nacierał, więc owa instrukcja może się i przyda, ale przy innej niż ta okazji.
„Przekaz dnia” polityków niezależnie od tego czy rozesłany do dziennikarzy czy nie jest doskonale przewidywalny. „Zasady współpracy” interweniujących policjantów, jak widać na przykładzie PKW, już takie nie są. Dlatego mam propozycję. Zanim policyjni stratedzy opracują ogólne „zasady współpracy” proponuje przyjąć zasadę, że przed każdą interwencją biuro prasowe komendy policji roześle do mediów „zasady współpracy” jakie będą obowiązywać tego dnia. Może to i prowizoryczne rozwiązanie, ale jak widać na podstawie działania polityków się sprawdza.
