Sąd uniewinnił dwójkę dziennikarzy zatrzymanych w siedzibie PKW od zarzutu „naruszenia miru domowego”. Zdaniem sądu fotoreporter PAP Tomasz Gzela i dziennikarz TV Republika Jan Pawlicki zostali zatrzymani przez policję przez pomyłkę. Oczywiście wyrok mnie cieszy, ale przyznam, że liczyłem na jakąś ostrzejsza reprymendę ze strony sądu pod adresem policji.

Miałem nadzieję, że po wyroku uniewinniającym sąd zwróci uwagę, że warunki interwencji w budynku PKW były dla policji dość komfortowe, i że policja powinna lepiej szkolić swoich funkcjonariuszy, bo aż strach pomyśleć do jakich „pomyłek” może dojść gdy w miejscu policyjnej interwencji będą się toczyć uliczne walki utrudniające rozpoznanie kto jest dziennikarzem, a kto uczestnikiem zamieszek. Brakło mi też w ustnym uzasadnieniu wyroku (znam go jedynie z przekazów medialnych) zwrócenia uwagi, że w wypadku takiej pomyłki policji powinna szybko swój błąd naprawić zwalniając zatrzymanych dziennikarzy zamiast trwać w uporze i kierować sprawę do sądu. No trudno jak się nie ma co się lubi, to się lubię co się ma.

Wyrok warszawskiego sądu cieszy mnie z jeszcze jednego powodu. Potwierdza, że nasi koledzy po fachu rzeczywiście wykonywali jedynie swoje służbowe obowiązki nie angażując się w wydarzenia choć wiadomo, że wielu z nas jest głęboko i emocjonalnie zaangażowana w dzielące kraj polityczne konflikty. Nie chciałby być czarnowidzem, ale nie zdziwiłoby mnie gdyby i tu granica została przez kogoś pewnego dnia przekroczona. Z czego to sobie wyssałem? A z różnych nie tak dawnych i obecnych sygnałów.

Podczas ostatniego Marszy Niepodległości obrzucony butelkami i kamieniami reporter TV Republika nie zrugał atakujących informacją, że atakując go atakują przedstawiciela tzw. czwartej władzy, której swoboda działania jest fundamentem również ich wolności. Starał się jedynie wytłumaczyć, że nie jest z TVN co miało oznaczać, że nie powinni go atakować, bo jest po ich stronie. Dziennikarz internetowej telewizji organizatorów Marszu był bardziej prostolinijny i otwarcie starał się uspokoić atakujących go chuliganów bezskutecznymi zapewnieniami, że „jest od nich”. Takie deklaracje trudno uznać za oznakę głębokiego przywiązania do dziennikarskiego dystansu i obiektywności. Ale zapiszmy to na karb młodego wieku dziennikarzy i gorącej atmosfery. Znacznie większe wymagania należałoby stawiać członkom redakcyjnej wierchuszki, tymczasem…

Trzy lata temu na łamach „Gazety Wyborczej” pojawiły się wezwania do wygwizdania (przy użyciu gwizdków) i zablokowania raczkującego wtedy Marszu Niepodległości. Redakcja i jej dziennikarze stali się współorganizatorami ulicznej manifestacji. Z drugiej strony od owych trzech lat wezwania do uczestnictwa w Marszu publikowane były przez media prawicowe. Kilka dni temu przekroczono kolejną granicę. Redaktorzy naczelni „DoRzeczy” Paweł Lisicki, TV Republika Tomasz Terlikowski i „wSieci” Jacek Karnowski znaleźli się w składzie Komitetu Honorowego „Marszu w Obronie Demokracji i Wolności Mediów” organizowanego 13 grudnia przez Prawo i Sprawiedliwość. Teraz także reporter TV Republika będzie mógł powiedzieć demonstrantom: „Jesteśmy od was”.

Czy media i dziennikarze mogą tak głęboko i aktywnie angażować się po jednej ze stron politycznego sporu, że aż współorganizują partyjne eventy? Oczywiście, że mogą. To nie jest zabronione i bardzo dobrze. Ale czy za to nie płacą zbyt wysokiej ceny? Gdzie przy tak głębokim zaangażowaniu miejsce na wiarygodność i rzetelność nie mówiąc o dystansie i obiektywizmie? Miało być niezależnie i niepokornie. A wyszło…

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl