Polscy dziennikarze są prześladowani. Urban w spódnicy zamyka niepokorne media, a zakutych w kajdankach dziennikarzy wsadza na długie lata do więzień. I to bez wyroku. Sytuacja jest tak dramatyczna, że prezes SDP Krzysztof Skowroński 11 grudnia br. zwrócił się aż do Parlamentu Europejskiego z błaganiem o pomoc.
Przesadzam? Nieznacznie. Bo też co strasznego wydarzyło się w Polsce w ostatnim czasie, aby prezes największej organizacji dziennikarskiej zasiadł w PE w jednym rzędzie z europosłami PiS, alarmującymi, że Polska staje się Białorusią? I to w momencie, kiedy to właśnie polscy dziennikarze sieją postrach wśród polityków (także partii rządzącej!), wyciągając na światło dzienne ich różne grzeszki. Nowak – trafiony, zatopiony; Sikorski, Hofman, Kamiński, Rogacki – trafieni, ale jeszcze utrzymują się na powierzchni. I to wszystko wkrótce po tym, jak polskie telewizje na żywo transmitowały kompromitującą nieudolność funkcjonariuszy ABW w redakcji „Wprost”.
O ironio, w dniu, w którym Skowroński prezentował w PE stan zniewolenia polskich mediów, redakcja „Wprost” otrzymała nagrodę Grand Press właśnie za ujawnienie nagrań kompromitujących polityków rządzącej partii. Należy rozumieć, że tylko przez niedopatrzenie Ewa Kopacz nie spacyfikowała gmachu, w którym odbywała się ta uroczystość.
Aż wierzyć się nie chce, że paru durnych policjantów, którzy nie potrafili rozróżnić dziennikarzy okupujących PKW od dziennikarzy relacjonujących to wydarzenie – potrafiło wywołać ogólnopolską histerię, którą nasi politycy starają się teraz rozszerzyć na całą Europę. To nic, że sąd szybko ów błąd naprawił; to nic, że pani minister poszkodowanych przeprosiła; to nic, że jak każdy obywatel dziennikarze mają prawo na drodze sądowej dochodzić zadośćuczynienia za dolegliwość i krzywdy moralne. Polskie media są zagrożone! Ratunek jedynie w Brukseli!
Lech Kaczyński powiedział kiedyś, że pilot nie powinien być strachliwy. I dziennikarz też. Bo nikt nie gwarantuje dziennikarzowi, że na swej drodze będzie spotykać wyłącznie ludzi mądrych, kompetentnych, uprzejmych, kulturalnych i życzliwych. Jeśli ktoś tego nie rozumie, powinien zmienić zawód. Każdego roku na świecie dziennikarze giną lub odnoszą obrażenia. W Polsce wielu, mając oczywistą rację, musi latami bronić jej w sądach, co jest na tyle dużą dolegliwością, że 24-godzinny incydent z PKW to niewarty wspomnienia drobiazg. I jakoś nikt z każdą taką sprawą nie jeździ do Brukseli, nie woła, że jest to ograniczanie wolności słowa i zastraszanie mediów. Że są to białoruskie standardy.
Świat nie jest doskonały; składa się też z ludzi głupich, niekompetentnych, zacietrzewionych. Bywa, że pracują w różnych służbach lub zajmują eksponowane stanowiska. Półtora roku temu natrafiłem na durnych i niekompetentnych strażników miejskich, którzy, nie znając przepisów, chcieli ukarać mnie za złe parkowanie. Sąd całkowicie przyznał mi rację, ale tłumaczenie się, że nie jestem wielbłądem zajęło mi 10 miesięcy. I każdy z nas, obywateli, może przytaczać podobne przypadki. Ale czy jest to powód, aby w Parlamencie Europejskim wywoływać debatę, że lokalna władza w Polsce niszczy obywateli?
To oczywiste, że także Polska nie jest państwem doskonałym. Ale to my, dziennikarze, jesteśmy od tego, aby wszelką głupotę czy nieuczciwość ujawniać i zwalczać, a nie lamentować i płakać do rękawa Parlamentu Europejskiego. Takie wystąpienie na międzynarodowym forum ośmiesza polskich dziennikarzy. I ośmiesza Polskę, że ma taką IV władzę.
Marian Maciejewski, Wrocław
