Stara sprawa: w siedzibie Państwowej Komisji Wyborczej policja zatrzymała dziennikarzy. Proces – jak się okazuje - jeszcze się nie zakończył, ale czy ktoś pamięta po co tam poszli? Ano, poszli po informacje, i nawet gdyby nie byli dziennikarzami, to mieli prawo to zrobić.

Z czego to wynika? Z Ustawy o dostępie do informacji publicznej. Na przykład z art. 2.1., art. 3.1. i art. 10.1 i 10.2. Ten ostatni stanowi, że Informacja publiczna, która może być niezwłocznie udostępniona, jest udostępniana w formie ustnej lub pisemnej bez pisemnego wniosku. Jest to zapis jednoznaczny, albo należy uznać, że mamy prawo, którego się nie stosuje (zob. isap.sejm.gov.pl/Download?id=WDU20011121198&type=3).

Polska ma problem z udzieleniem obywatelom dostępu do informacji publicznej. W 2010 roku Komisja Europejska pozwała Polskę do Trybunału Sprawiedliwości za to, że nie wdrożyła unijnej dyrektywy w tej dziedzinie. Dlaczego dziś wciąż jest tak, że władza niechętnie dzieli się informacją? (pisze o tym Ewa Siedlecka - http://wyborcza.pl/1,76842,17053211,Informacja_to_wladza__Wladza_niechetnie_sie_nia_dzieli.html ).

Dostęp do informacji potrzebny jest do kontroli władzy, bez tego media nie mogą wypełniać swojej roli. Wydawało się, że sędziowie już to zrozumieli, bo uniewinnili Jana Pawlickiego i Tomasza Gzella od zarzutu naruszenia „miru domowego” w siedzibie PKW. Ich zatrzymanie określono jako „przykre nieporozumienie, pomyłkę”. Jeśli tak orzeczono wobec wymienionych dziennikarzy, to dlaczego stosuje się inną miarę wobec pozostałych? Proces członkini SDP, Hanny Dobrowolskiej, odroczono do 7 stycznia przyszłego roku. Kto ją przeprosi za zburzenie „miru świątecznego”? Obawiam się, że jak zwykle nikt, a utrudnienia czynione przez władzę  w trakcie wykonywania obowiązków przez dziennikarzy zostaną kolejny raz nazwane „pomyłką”.

Kolejna kwestia: jako stowarzyszenie dziennikarskie mamy obowiązek wstawiać się za dziennikarzami zawsze wtedy, gdy naruszane są nasze ustawowe uprawnienia. Również w wewnętrznych sprawach Stowarzyszenia powinniśmy mieć do siebie minimum zaufania, zwłaszcza jeśli chodzi o przyjmowanie nowych członków.

Przyznam, że nie rozumiem decyzji komisji członkowskiej warszawskiego oddziału SDP (może ktoś ją na tym portalu wyjaśni), by nie przyjmować do SDP dziennikarza Gazety Polskiej Codziennie Samuela Pereiry.

Tłumaczenie, że Pereira jest dziennikarzem nieznanym komisji jest dziwne. Każdy, kto śledzi media wie, że Pereira jest jednym z najaktywniejszych dziennikarzy w Internecie, i nawet przez przeciwników GPC jest uznawany za młodą gwiazdę prawicowego dziennikarstwa. To on podkładał głos Pawła Mitera w słynnej i bulwersującej rozmowie z sędzią Ryszardem Milewskim (patrz: afera Amber Gold). To on doprowadził do publikacji tej rozmowy.

Można oczywiście nie znać jego twórczości, ale może jednak warto byłoby zajrzeć do Twittera czy do innych mediów, w których publikuje swoje materiały. SDP nie powinno zamykać się przed nowymi członkami, niezależnie skąd do nas przychodzą, o ile tylko reprezentują odpowiednie walory dziennikarskie, bo i cóż, że mogą oni być z GPC, GW, czy z TVN? Niech do nas wstępują. Potrzebujemy ich, więc zapraszajmy i nie zniechęcajmy.

Marek Palczewski
18 grudnia 2014

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl