Jakie były najważniejsze wydarzenie medialne w 2014 roku z udziałem dziennikarzy? „Afera taśmowa” tygodnika „Wprost” czy przełom w sprawie wyjaśnienia śmierci Jarosława Ziętary? Bezprawne zatrzymanie dziennikarzy przez policję w siedzibie Państwowej Komisji Wyborczej czy wybory samorządowe w Polsce? Zebraliśmy opinie wydawców, redaktorów naczelnych, publicystów i dziennikarzy.

Wojciech Surmacz, redaktor naczelny „Gazety Bankowej”:

Zdecydowanie "afera taśmowa". To było wydarzenie medialne bez precedensu w całej historii III RP.

Po pierwsze: jeszcze nikt nigdy nie odpalił w Polsce na taką skalę i tak celnie wymierzonych w ofiary rządowych podsłuchów. Przy okazji okazało się, że tak gigantyczną aferę można kontrolować od początku do końca, łącznie z umorzeniami postępowań w prokuraturach oraz sprawnym i skutecznym zamieceniem jej pod dywan przed wyborami.

Po drugie, jeszcze nigdy media nie upadły tak nisko, jak zrobił to "Wprost", ulegając z premedytacją manipulacji i publikując precyzyjnie wyselekcjonowane przez "studio nagrań" stenogramy. Okazało się, że prawdziwe dziennikarstwo śledcze nie ma w Polsce racji bytu, że wygrywa zwykłe chodzenie na pasku służb specjalnych i bezmyślna retransmisja podawanych przez te służby informacji, że na pierwszy plan w polskich mediach wysunęli się nie blogerzy i nie dziennikarze lecz... stenotypiści.

Alicja Molenda, prezes Stowarzyszenia Gazet Lokalnych, wydawca tygodnika „Przełom”:

Mam dwa typy:

Afera taśmowa  upubliczniona przez  "WPROST".

Pokazała różne aspekty funkcjonowania państwa i mediów. Z jednej strony dowiodła, że afera nie zawsze wywołuje oczekiwane reperkusje polityczne, bo system prawny państwa jest nieszczelny i w wielu aspektach mocno liberalny, jeśli chodzi o wyciąganie konsekwencji pewnych zachowań polityków. Z drugiej, wywołała wiele dyskusji  i kontrowersji w środowisku mediów, które nie potrafiły zająć jednoznacznego stanowiska wobec sposobu wykorzystania materiału, jakim była treść nagrań.

Wybory samorządowe 2014.

Były sukcesem lokalnych społeczności, coraz dojrzalszych w ocenianiu swoich przedstawicieli we władzach lokalnych. Okazało się, że mieszkańcy potrafią docenić prawdziwe dokonania swoich radnych i burmistrzów, lubią też, gdy trzeba, i, bez względu na konsekwencje, solidnie przewietrzyć samorząd, choć ustawodawca kadencyjności nie ogranicza.

Wybory lokalne pokazały też, że media ogólnopolskie postrzegają wybory samorządowe przez pryzmat wielkiej polityki (dane dot. wyników partii politycznych, sejmików, dużych miast) i incydentu z liczeniem głosów, nie koncentrując się prawie wcale na analizie tych aspektów wyników wyborczych, które mają istotne znaczenie dla małych społeczności (np. co osiągnęły w wyborach  ugrupowania lokalne, jak sobie radzą zwycięzcy bez zaplecza kadrowego, jakie są  konsekwencje wprowadzenia okręgów jednomandatowych).


Krzysztof M. Kaźmierczak, dziennikarz „Głosu Wielkopolskiego”, przedstawiciel Komitetu Społecznego „Wyjaśnić śmierć Jarosława Ziętary”:

Nie mam wątpliwości, że najważniejszym wydarzeniem medialnym w 2014 roku w Polsce był przełom w sprawie niewyjaśnionego od 1992 roku zabójstwa Jarosława Ziętary - jedynej w wolnej Polsce zleconej zbrodni na dziennikarzu, której celem było uniemożliwienie przygotowania artykułu demaskującego przestępczą działalność. Dopiero po 22 latach doczekaliśmy się postawienia zarzutów pierwszym osobom zamieszanym w to morderstwo - podejrzanemu o podżeganie do zabójstwa ex senatorowi Aleksandrowi G. i byłym ochroniarzom firmy Elektromis, której funkcjonowanie w latach 90. porównywano do przestępczości zorganizowanej.

Ta sprawa ma nie tylko doniosłe znaczenie z punktu widzenia sprawiedliwości i poszanowania prawa. Jest bardzo istotna także dla polskiego środowiska dziennikarskiego. To właśnie dzięki staraniom dziennikarzy udało się ujawnić istotne dla sprawy okoliczności i doprowadzić po wielu latach do wznowienia śledztwa.

 

Piotr Pytlakowski, dziennikarz „Polityki”:

Wydarzeniem medialnym jest zatrzymanie w Państwowej Komisji Wyborczej przez policję dziennikarzy, którzy byli w pracy. Chyba pierwszy raz miało to miejsce. Złamano podstawową zasadę. Na całym świecie dziennikarz oznakowany, legitymujący się dokumentami, powinien być traktowany inaczej. Jeden z nich w PKW był z aparatem fotograficznym, drugi z mikrofonem i kamerą, trzeba ślepego, żeby nie zauważył, że ci ludzie byli w pracy, a nie okupowali. Pierwotnie podejrzewałem, że może jeden z nich czynnie stawiał opór albo wznosił okrzyki, ale sąd obśmiał tę sprawę, bo nie było żadnego dowodu. Zatrzymanie dziennikarzy było upokarzające. Takich rzeczy w cywilizowanym świecie się nie robi. Byłem w kilku miejscach zapalnych na świecie i to, że byłem dziennikarzem, mnie ratowało. Nie zatrzymali mnie nawet watażkowie albańscy. Jeden z nich co prawda chciał mnie zabić, ale dla pieniędzy, a nie dlatego, że byłem dziennikarzem.

Zatrzymania w sprawie zamordowania Jarosława Ziętary uznałbym za ważne wydarzenie medialne, gdyby było więcej faktów na poparcie tezy. Kibicuję Piotrowi Kosmatemu. Uważam, że jest porządnym, dociekliwym prokuratorem, ale zastosowanie aresztów przez sądy, jak uczy życie, jeszcze nie rozstrzyga. Nie znamy dowodów. Będzie to wydarzenie, jeśli zatrzymani mają na sumieniu udział w porwaniu i zabójstwie, a sąd wyda wyroki i postawi stempel.

 

Jerzy Kłosiński, redaktor naczelny „Tygodnika Solidarność”:

Wyróżniłbym dwa ważne wydarzenia medialne w roku 2014:

1. Opublikowanie przez tygodnik „Wprost” tzw. taśm prawdy i reakcja organów państwa na ten fakt. Ujawnienie prywatnych rozmów polityków i urzędników państwowych pokazało jak ogromny jest rozziew między ich oficjalnym a rzeczywistym wizerunkiem. Reakcja prokuratury i rządu Tuska na opublikowanie tych nagrań z kolei dowodzi, że rządzący ze strachu przed ujawnieniem prawdy gotowi są do łamania podstawowych zasad państwa prawa.

2. Drugie wydarzenie, które wpisuje się w praktykę nadużywania instytucji państwa prawa jest aresztowanie dziennikarzy relacjonujących przebieg zajęcia przez grupę oburzonych obywateli siedziby Państwowej Komisji Wyborczej. Niezgodne z prawem aresztowanie dziennikarzy nie miało charakteru zwykłej pomyłki, a wyglądało na wykonanie surowego polecenia wypływającego z nieokreślonego ośrodka władzy, co tym bardziej jest niepokojące.

Jerzy Kamiński, wydawca i redaktor naczelny „Gazety Powiatowej-Wiadomości Oławskie”:

25 lat wolności i afera taśmowa. Łączę te dwie sprawy, bo - pokazując nam nas samych - są w jakiś sposób nierozerwalne. Rocznica uświadomiła nam, ile dobrego już zrobiliśmy w wolnej Polsce i z czego naprawdę możemy i powinniśmy być dumni, natomiast tzw. afera taśmowa pokazała, jak wiele jeszcze potrzeba, by Polska była realnie funkcjonującym wolnym państwem, za które nie musielibyśmy się wstydzić.

 

 

 

Maciej Kuciel, reporter TVN:

Medialnie to był rok taśm i nagrań z podsłuchu polityków. Jestem zwolennikiem ujawniania takich materiałów zwłaszcza kiedy dotyczą polityków i spraw związanych z funkcjonowaniem państwa. Nagrania z udziałem Marka Belka szefa NBP, ministrów Bartłomieja Sienkiewicza, Sławomira Nowaka i Andrzeja Parafianowicza pozwoliły na pokazania w jaki sposób uprawia się politykę. Dla sejmowych wyjadaczy to nic nowego, jednak rozdźwięk pomiędzy kreowanym wizerunkiem a pozbawioną pudru rzeczywistością dla wielu był sporym zaskoczeniem.  

Janusz Ansion, wydawca i redaktor naczelny „Kuriera Słupeckiego”:

Nie wydarzenie, a przedmiot z redakcji Wprost. Laptop Sylwestra Latkowskiego. Niemy świadek zdziczenia prawa do informacji. Spod swojej klapy spoglądał z niepokojem na dociekliwych funkcjonariuszy, którzy zamiast szukać bohaterów nagrań, woleli postraszyć dziennikarzy i przy okazji całą Polskę. 

Młodzi dziennikarze już wiedzą, że gdyby komukolwiek zechciałoby się szukać afer, muszą mieć dookoła mocnych kolegów, którzy go obronią. 

Ale najlepiej jest mieć po swojej stronie słynną koleżankę z radia i telewizji. Chociaż przez chwilę.

 

 

 

Jolanta Hajdasz, publicystka: 

W życiu zawsze przeplata się góra i dół, up and down,coś, co oceniamy absolutnie na plus z czymś, co zasługuje na potężny minus. Rok 2014 też był taką mieszanką, trudno dać mu jednoznaczną ocenę. Wielki plus, takie wydarzeniowe Himalaje, to kanonizacja Jana Pawła II. Na naszym SDP- owskim portalu z pewnością nie trzeba tego uzasadniać zbyt szczegółowo. Nie ma tekstu, nie ma swobodnej Jego wypowiedzi, z której nie płynie ważna życiowa mądrość, przydatna człowiekowi pod każdą szerokością geograficzną  i w każdym czasie. Dla takich jak ja, którzy mieli radość żyć w czasach pielgrzymek JP II po świecie to oczywiste, ale dla
coraz liczniejszej grupy młodzieży , która urodziła się zbyt późno, by zetknąć się z Nim bezpośrednio, właśnie wyniesienie Jana Pawła II na ołtarze stwarza szanse na poznanie i Jego osobowości, i Jego nauczania. Na przeciwległym biegunie, tym ze znakiem ujemnym, są wybory samorządowe. Farsa na oczach nas wszystkich, kpina z demokracji. Liczba zarejestrowanych i zgłoszonych do sądów nieprawidłowości jest ogromna, sposób przygotowania i przeprowadzenia tych wyborów urąga wszelkim zdroworozsądkowym zasadom organizacji czegokolwiek, a reakcja nadzorujących  to wyborcze przedstawienie sędziów i władz przeprowadzających wybory - skandaliczna. Tak łatwo przeszli do porządku dziennego nad czymś, co wymaga rzetelnej analizy i ukarania winnych. Teza o fałszowaniu wyników tych wyborów jest bardzo prawdopodobna, co  niestety jest bardzo niebezpieczną zapowiedzią tego,co może wydarzyć się w roku 2015, roku wyborów prezydenckich i parlamentarnych.

 

Krzysztof Feusette, dziennikarz, współpracuje z tygodnikiem „W Sieci”:

Wybory samorządowe - bo okazało się, że odbyły się w ten jeden, jedyny dzień w roku, w którym poparcie PSL wzrasta z 7-9 procent do procent 23, i po którym natychmiast gaśnie z powrotem na poziomie 7-9. To albo cud, albo dowód sfałszowania wyborów w dużym kraju Unii Europejskiej - na poziomie lokalnym lub centralnym.


 

 

 

 


 

 

 

Opinie zebrał: Błażej Torański

 

 

 


 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl