„Turban mistrza Mansura”, choć historią, chronologią i autentycznymi sufickimi naukami nieraz się bawi, jest zbiorem historii prawdziwie sufickich z ducha. I bardzo pożytecznych.

 

Nie jest chyba najlepszym rozpoczęciem recenzji przyznanie się do ignorancji, ale na pewno jest rozpoczęciem szczerym. Bardzo słabo znam modne dziś i górujące w rankingach sprzedaży trenerskie podręczniki  uczące tego, jak przemawiać, szybko czytać, wpływać na innych, robić karierę, nie stresować się, kłócić, wygryźć złego szefa albo żyć zgodnie z naturą lub własnym rytmem. Kilka tego rodzaju książek przeczytałem, jeszcze więcej zacząłem czytać nudząc się po kilku stronach. Jednym z tych, które przeczytałem uważnie, jest „Pojedynek na słowa. Techniki erystyczne w publicznych sporach” Marka Kochana, współczesna i poszerzona wersja klasycznego niezbędnika Artura Schopenhauera.

(…) „Turban mistrza Mansura” Marka Kochana, zbiór „sufickich opowieści”, to podróż w kierunku dawnej filozofii arabskiej. Efektem autentycznego zainteresowania znanego polskiego pisarza, nauczyciela, a zarazem specjalisty od budowania wizerunku, historią i myślą średniowiecznego mistycyzmu islamskiego (jakże różnego od tej wersji Islamu, który dziś zdominował przekazy telewizyjne) jest zbiór około sześćdziesięciu przypowiastek czerpiących z sufizmu, i utrzymanych w jego duchu.

 

Sztuka chodzenia

Tą suficką konwencją Kochan zresztą siebie i nas bawi kpiarsko nam to sygnalizując. Już opis na ostatniej stronie okładki, gdzie fakty z życia mistrza Mansura, a także dalsze losy jego dzieła wykazują spory brak dyscypliny chronologicznej (szczegóły sam odkryj Czytelniku, nie będę cię pozbawiał zabawy). Czy mistrz Mansur żył naprawdę? Skąd te faktograficzne nieścisłości? Nie dość tego, książkowy mistrz podróżuje po średniowiecznej Europie, innych krajach, a jego dyskutanci przewidują istnienie w przyszłości komputerów.

Ale czy nie takie właśnie były przypowieści arabskich mistrzów sprzed tysiąca lat? Czasem pełne pozornych sprzeczności, ale zachowujące harmonię, ład, zgodność formy z treścią, a z drugiej strony pełne autoironii, z witalnością oczekujące polemiki. Taki właśnie duch przebija przez kochanowe historyjki o „mistrzu Mansurze”, skutecznie pobudzające do refleksji nie tylko nad praktyczną stroną sztuki oratorskiej. Dlaczegóż platoński Sokrates w „Fajdrosie” najpierw mówi idąc, a potem kontynuuje wykład siadając pod drzewem? A czemu starożytni perypatetycy maszerowali ucząc się w kółko po dziedzińcu? Dlaczego Jezus tak dużo wędrował z uczniami? A czemu dzisiejsi spindoktorzy każą niektórym politykom rozmawiać z dziennikarzami idąc? Mistrz Mansur nie da nam kompleksowej odpowiedzi, ale na pewno już w jednej z historyjek, wskaże nam tropy.

 

Jak wykryć hipokrytę?

Jednak „Turban...” to także, a może nawet przede wszystkim, bardzo praktyczny podręcznik dla mówców. A mówcą w naszych czasach staje się niemal każdy kto występuje w sytuacjach społecznych, bez względu czy będą to wiece, zebrania zarządu, okolicznościowe laudacje czy telekonferencje. W czasach zmierzchu papierowej prasy, przekształcania się komunikacji, sztuka krasomówstwa jest potrzebna nie mniej niż kilka wieków temu, a nawet dużo bardziej. Jak wieszczy sam mistrz Mansur, przestanie ona być potrzebna wtedy, kiedy słuchaczami będą już tylko maszyny.

(…)Marek Kochan nie tylko formą przekracza granice zwykłego technicznego podręcznika dla krasomówców i ich słuchaczy. Zwraca uwagę na harmonię, praktyczność, rozsądek, które powinny towarzyszyć oratorowi. Zupełnie inaczej niż w swoim wcześniejszym podręczniku erystyki, wskazuje na etyczny ciężar przemowy. Pewien człowiek pięknie przemawiał na temat bitych zwierząt. Apelował wręcz do „człowieka, który podnosi na nie rękę”. Słuchacze byli poruszeni i chętnie wrzucali datki na prowadzone przez oratora schronisko dla zwierząt. Ale nie mistrz Mansur. Zwrócił uwagę, że ten sam człowiek idąc na przemówienie kopnął psa, a przemawiał poruszająco, bo mówił sam do siebie. Czy można znaleźć krótsze podsumowanie towarzyszącej polskiemu życiu publicznemu, temu z prawa, środka i lewa, hipokryzji i nadętemu moralizatorstwu?

Wracając do „Turbanu...” zachowuje on zgodność formy z treścią także jeśli chodzi o edycję. Książeczka jest pięknie zilustrowana. Świetna na prezent, na pewno w zredukowanej wersji epub na e-readery nader sporo straci. Mistrz Mansur mógłby momentami powiedzieć nam nieco więcej, zdarza mu się ocierać o banał. Zapewne też nie zawsze się z nim zgodzimy, ale to człowiek otwarty na dyskusję, a nawet – w przeciwieństwie do współczesnych ekspertów, którzy już od urodzenia mają matuzalemowe doświadczenie i wyrobione sądy - przyznający się do błędów czy słabości. Uczący się przez całe życie. Pozostaje tylko żałować, że nie możemy z nim podyskutować osobiście.

Wiktor Świetlik

 

Marek Kochan, „Turban mistrza Mansura”, Znak i S-ka, Poznań 2014

 

Pełna wersja tekstu zostanie opublikowana w najbliższym numerze Forum dziennikarzy.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl