Wydawcy prasowi wytoczyli wojnę piratom. Czy przyjęty przez Izbę Wydawców Prasy „Regulamin korzystania z artykułów prasowych" pomoże im w walce z nielegalnym i pasożytniczym wykorzystywaniem treści? Czy też okaże się kolejnym martwym zapisem? – zapytaliśmy w naszej sondzie wydawców, redaktorów naczelnych i dziennikarzy.
Michał Karnowski z Zarządu Fratrii, wydawcy m.in. tygodnika "w Sieci" i portalu wPolityce.pl: 
Każda propozycja uregulowania praw autorskich, zapewnienia ochrony unikalnym treściom, warta jest poważnej analizy i życzliwego spojrzenia. Zbyt wiele mamy na tym rynku patologii, zbyt wielu dziennikarzy ma poczucie iż ich praca nie jest właściwie chroniona, by uznać obecny stan za normalny.
Nie sądzę jednak by najnowsza inicjatywa IWP oraz części wydawców znacząco zmieniła sytuację. Nie wiadomo czy regulamin ma tak dużą moc prawną, jak to widzą jego autorzy. Natomiast na pewno nie ma siły uchylenia prawa wyższego rzędu. Zaskakuje też to, że nie podjęto (z tego co wiem) poważnej próby zbudowania szerszego porozumienia. Trzech wydawców, dużych, ale w sumie mniejszościowych, nie jest w stanie zmienić reguł panujących na rynku.
Dużą wątpliwość niesie pomieszanie spraw związanych z cytowaniem artykułów przez inne media w ramach normalnego obiegu myśli i informacji z walką kopiowaniem całych artykułów bądź bardzo obszernych fragmentów do celów handlowych. A co za tym idzie wrzucenie do jednego worka np. publicystów i blogerów z firmami zajmujących się komercyjnym wykorzystywaniem przeglądów prasy. Wskutek tego zamiast zachęcenia wszystkich do zaakceptowania jakiegoś minimalnego wspólnego mianownika dobrych praktyk osiągnięto efekt odwrotny: wzbudzono ostre dyskusje i poczucie, że tworzy się narzędzie, którym można będzie uderzyć w każdego.
W mojej ocenie lepszy efekt przyniosłoby skupienie się wyłącznie na prawnej walce z komercyjnym kopiowaniem treści i odsprzedawaniem ich dalej. Ale do tego nie potrzeba regulaminów tylko dobrych prawników.
Tym bardziej, że wielu wydawców prasowych operuje dziś także w innych branżach. Czy RASP jest bardziej nieszczęśliwym wydawcą krzywdzonej prasy czy właścicielem potężnego portalu agregującego treści? Czy Agora to bardziej słabnący wydawca prasowy czy właściciel portalu, który korzysta też z dorobku innych mediów? Za późno na bardzo proste recepty.
No i ostatnia wątpliwość. Dziwi, że na czele krucjaty w ochronie unikalnych treści staje spółka pana Grzegorza Hajdarowicza. Ten akurat biznesmen miał możliwość przekonania się osobiście, że dobra, unikalna treść wytwarzana przez niezależną redakcję może obronić się na rynku. Miał swego czasu silny gospodarczo-polityczny dziennik i polityczno-społeczny tygodnik, który był liderem rynku, który nie miał problemu ze znalezieniem czytelników/klientów. Co z tym zrobił i dlaczego zostało z tego tak niewiele, widziałem z bliska, a każdy Czytelnik niniejszej strony zapewne pamięta. W tej sytuacji nadchodzące dziś z tamtej strony larum, że tak mało osób chce płacić za wytwarzane tam treści, ma bardzo ograniczoną moc perswazyjną.
Osobiście receptę na słabnięcie mediów widzę bardziej w uczciwym traktowaniu Czytelnika, ciekawych materiałach, wierności polskiej racji stanu, stawaniu po stronie słabszych a nie oligarchów i władzy, wzmacnianiu redakcji, niż w skomplikowanych wyliczeniach ile to słów z naszego artykułu można zacytować. Co zrobić, jeśli cytowanie zmienia się w kopiowanie, doskonale wiemy od dawna.
Jadwiga Sztabińska, redaktor naczelna „Dziennika Gazety Prawnej”:
Oczywiście, że pomoże. Gdybym nie czyniła takiego założenia, Dziennik Gazeta Prawna i jego wydawca nie uczestniczyliby w całej akcji. Dla nas to pierwszy krok w walce z kradzieżami naszych materiałów. Mam nadzieję, że będzie skuteczny.
Osoby, które łączą tę akcję z odpłatnością za teksty łączą niepotrzebnie dwie odrębne kwestie. W uruchomionej w tym tygodniu akcji nie chodzi o zwiększenie liczby materiałów, za które czytelnik (użytkownik) ma zapłacić , to zupełnie odrębna sprawa modelu biznesowego danego wydawcy. Ta akcja ma przeciwdziałać kradzieżom. Nie zależy nam na czytelnikach, którzy tylko z nielegalnie pozyskanych materiałów korzystają. Jeśli oni przestaną w ogóle czytać, to my jako wydawcy nic na tym nie tracimy. Bo przecież i tak nam nie płacili za możliwość pozyskiwania wiedzy, której koszty wytworzenia my ponosiliśmy. Jeśli przestaną czytać, ich strata.
Janusz Szostak, wydawca Expressu Wieczornego, Expressu Sochaczewskiego, Expressu Płockiego i Reportera: 
Nie sądzę aby regulamin korzystania z artykułów odegrał jakiekolwiek
znaczenie w walce z piratami prasowymi. Przecież i tak nie wolno rozpowszechniać treści chronionych prawem autorskim, bez zgody podmiotu uprawnionego i tu regulamin jest zbyteczny.
Oczywiście nie powinno być zgody na piractwo prasowe, w obecnym wymiarze. Wystarczy jednak przestrzegać i egzekwować istniejące już prawo. Oczywiście należy zachować umiar, czym innym jest bowiem omawianie czy cytowanie a czym innym przepisywanie lub przerabianie cudzych tekstów. Czego ofiarą padało także nasze wydawnictwo i to nie ze strony anonimowych piratów, lecz dużych wydawnictw.
Mirosław Usidus, dziennikarz, bloger, weteran internetowych mediów, właściciel firmy iEM, przewodnik firm w świecie internetowych społeczności: 
Wydawcy głęboko mylą się, uważając, że walka nieuczciwymi praktykami portali nadużywających prawa do cytatu i pasożytujących na ich treściach, doprowadzi do wzrostu liczby korzystających z ich, odpłatnych oczywiście, treści. Nie doprowadzi.
Może to akurat nie jest zbyt optymistyczne przewidywanie, ale staram się tego nie oceniać, tylko prognozować. Czytelnicy internetowi, jeśli zostaną pozbawieni możliwości czytania nielegalnie kopiowanych z prasy treści za darmo, to po prostu w ogóle nie będą ich czytać.
Dominik Księski, wydawca tygodnika „Pałuki”, były prezes Stowarzyszenia Gazet Lokalnych: 
Sam się zastanawiałem, czy tego regulaminu nie przyjąć, prawdopodobnie tak zrobię. Oba przekonania (Mirosława Usidusa – przyp. red.) są wizjami przyszłości. Trudno polemizować z wróżbami.
Wróżba kontra wróżba? Nie potrafię!
Mirosław Kowalski, niezależny doradca. Był wiceprezesem Polskapresse, współtwórcą serwisów gratka.pl,
naszemiasto.pl, wiadomosci24.pl. Za rozwój internetu odpowiadał też w Mediach Regionalnych, a do niedawna tworzył system Piano Media w Polsce:
Mam nadzieję, że wprowadzony Regulamin zwiększy świadomość wszystkich wydawców w kwestii stosowania podstawowej zasady, która w sieci powinna obowiązywać, czyli linkowanie do źródła materiału pierwotnego, niezależnie od tego czy w formie cytatu, czy omówienia. Niestety wielcy wydawcy, w tym także Ci wprowadzający Regulamin, nie zawsze się do tej zasady stosują, szczególnie cytując mniejsze serwisy, czy blogi.
Najgorszą rzeczą byłoby, gdyby z tytułu "ostrożności procesowej" wydawcy "starzy" i "nowi" przestali się w ogóle wzajemnie cytować i linkować, co byłoby sprzeczne z ideą internetu.
Jolanta Hajdasz, publicystka, członek Zarządu Głównego SDP:
Nie spodziewam się przełomu w zwalczaniu „nielegalnego wykorzystywania treści” poprzez przyjęcie regulaminu korzystania z artykułów prasowych przez niektóre redakcje, ale jest to krok w dobrą stronę. Dzięki temu wracamy do traktowania pracy dziennikarskiej jako pracy zarobkowej, profesjonalnej, a nie tylko radosnej, hobbystycznej pasji, przy której pytanie „ile to naprawdę kosztuje” jest pytaniem nie na miejscu. Regulamin niestety nie rozwiązuje tego coraz większego problemu naszego środowiska, bo
działa jedynie w interesie wydawcy - właściciela tworzonej przez
dziennikarzy treści, a nie ich samych. Wiemy przecież wszyscy, że dziś za niewielką, jedną stawkę reporterzy muszą pisać do sieci i na papier, zrobić zdjęcie i filmik, i komentarz „na fejsa i twittera” i że nie mają praktycznie żadnej kontroli nad swoim materiałem, nawet jeśli okaże się on hitem sezonu i jeśli z tego materiału korzystają wszyscy internauci. Dla mnie obowiązywanie tego regulaminu w konkretnym tytule oznacza, że na takim wielokrotnym cytowaniu za opłatą zarobić będzie mogła chociaż redakcja, bo nie będzie wolno powielać za darmo opublikowanej przez nią treści. Mam tylko
nadzieję, że jeśli faktycznie tak się stanie, to skorzystają na tym, i to
w konkretny, wymierny sposób, także prawdziwi autorzyprzynajmniej
najczęściej cytowanych (a więc i opłacanych) materiałów dziennikarskich.
Opinie zebrał: Błażej Torański.
