Zajrzyjmy dziś do internetu. Bardzo wiele się tu dzieje, od dawna uważam, że żadne pismo, żaden tygodnik, miesięcznik społeczno-polityczny czy kulturalny nie sięga do pięt internetowi. Pod względem nowatorskiej myśli, trafności spostrzeżeń, dogłębności reporterskiej, jakości stylistycznej, poczucia humoru. Oczywiście, zależy, gdzie zaglądamy. I w internecie pełno nudziarzy, autorów marnie piszących i ględzących o niczym. Jednakże poziom ogólny publicystyki internetowej pozwala codziennie przyrządzić sobie pierwszorzędny koktajl z kilkudziesięciu stron znakomitych tekstów – długich, średnich i twitterowych 140-znakowych krótkich piłek.
Oczywiście, króluje piękność eseldowskiej nocy – pani Ogórek. Pisują już o niej i prawdziwe gazety i tygodniki, wyśmiewając ją w sposób, który nasuwa refleksję, że te feministki może nie we wszystkim są takie oszalałe, skoro można sobie publicznie pozwalać na ten rodzaj niewybrednych dowcipów. Wprawką są dowcipasy na temat premierki Kopacz, ale tu przynajmniej jest akcent antyrządowy, skierowany przeciwko osobie na szczytach władzy, która zatem musi więcej znosić. Jednakże w żadnym artykule „naziemnym”, czyli w realu, na razie nie napotkałam nawet pytania, kim właściwie jest ta pani Ogórek, nie mówiąc już o odpowiedzi na pytanie, z jakiego wywodzi się otoczenia, kim była wcześniej, jaka jest prawdziwa wartość dokonań (doktorat), którymi się legitymuje. To w internecie znalazłam odpowiedzi, jak ważne są korzenie, a może ważniejsze jeszcze to, jaka jest gleba, w której roślinka jest zagłębiona i z której czerpie (czerpała) żywotne soki. A kto ciekaw, niech poszuka pod linkiem http://rk1.salon24.pl/626133,podrektorowa a jeszcze lepiej pod http://bobry7.salon24.pl/626179,zywa-madzia-ogorek-martwy-dr-ratajczak-i-absolwenci-z-zsrr.
Inny ciekawy tekst ostatnich dni to dramatyczne podsumowanie historii III RP, pt. „Wyprano nam wszystkim mózgi”, autor Zbigniew Kozłow, tekst z Facebooka usunięty. Ciekawe, dlaczego. Można go jeszcze znaleźć pod linkiem http://rincewindx.salon24.pl/626586,czytacie-to-na-wlasna-odpowiedzialnosc. Realizm traumatyczny, ale kto wie, czy sprawy nie wyglądają jeszcze gorzej.
A teraz coś weselszego. Ten sam autor napisał tekst satyryczny, pod linkiem http://rincewindx.salon24.pl/571903,wojenne-oredzie-premiera-donalda-t-do-narodu. Zacytuję parę kawałków z orędzia miłościwie nam do niedawna panującego Króla Peru i Obojga Europy:
„Z pełną odpowiedzialnością mogę domniemywać, że po 6. latach naszych rządów, kraj jest silny, stabilny i gotowy na przyjęcie gości ze wschodu”.
"Dużym atutem obronnym jest stan naszych dróg. Wydaliśmy ogromne środki na to, aby nie były one przejezdne..."
„Armia jest w pełnej gotowości. Wszyscy żołnierze bezpiecznie zgrupowani w koszarach (...), zapoznają się z budową karabinu i oglądają filmy szkoleniowe z cyklu >>Czterej pancerni i pies<<”.
„W trybie pilnym zbiera się specjalna komisja Millera-Laska w celu zbadania ewentualnej katastrofy ewentualnego samolotu, w której mogą ewentualnie zginąć opozycyjni posłowie.”
„Gazu nam wystarczy pod warunkiem, że przez 7 lat, do momentu ukończenia budowy terminalu w Świnoujściu, nie będziemy go używać”.
„Inne podstawowe potrzeby naszych obywateli będą zaspokajane z budżetu państwa, jeśli państwo oczywiście macie coś jeszcze odłożone w skarpetkach”.
Dawno się tak nie śmiałam. Nie muszę dodawać, że był to najlepszy gatunkowo śmiech przez łzy.
Ale wróćmy do rzeczywistości. Ile trzeba czasu na wylansowanie nowego kandydata na prezydenta? Specjaliści twierdzą, że dwa tygodnie. I to pewnie przesada. Ale parę miesięcy? Dlaczego nie? Kto wie? Polacy po Tymińskim mało czym mogą mnie zaskoczyć.
Teresa Bochwic
21.01.2015
