Skandaliczne zachowanie red. Kulczyckiego wobec red. Warzechy w TVP Info po konwencji wyborczej Andrzeja Dudy każe postawić sformułowane w tytule pytanie. Pytanie pomocnicze brzmi: na czym polega dziennikarska niezależność? Co to naprawdę znaczy? Polityczny indyferentyzm? Nieustanną „jazdę po bandzie”? A może hippisowskiego ducha?

Arogant z TVP (nb powinien zostać karnie odsunięty od anteny za rażące naruszenie kanonów sztuki dziennikarskiej!) stwierdził, że ocenienie występu Dudy jako nieporównywalnego z wystąpieniem Komorowskiego, jako o kilka klas wyższego, wskazuje, iż może red. Warzecha „siedzi w kieszeni” sztabu Andrzeja Dudy. Skoro tak go wychwala?…

Poglądy i sympatie polityczne Łukasza Warzechy znane są od lat jego czytelnikom i słuchaczom – to poglądy prawicowe, to sympatyzowanie ze środowiskami niepodległościowymi, zdecydowanie propolskimi. Równie dobrze każdy choćby pobieżny obserwator naszego życia politycznego wie, jakim kręgom i siłom służy Bronisław Komorowski. Sprawa byłaby więc niewarta wspominania, gdyby nie…

A no właśnie…

Rzecz w tym, że red. Warzecha oceniał w y d a r z e n i a medialne, a nie poglądy ich bohaterów! Oceniał profesjonalizm, ogólne wrażenie, przygotowanie kandydatów. Mowy nie było o poglądach politycznych, choć – jak wspomniałem – red. Warzecha z pewnością je ma, a do tego wcale ich nie ukrywa.

Co natomiast zaprezentował Kulczycki? Niewolnicze oddanie kręgom władzy. Brak rozumienia tego, o czym się mówi. Zupełny brak profesjonalizmu. Arogancję. Brak wyobraźni.

Dla Kulczyckiego fakt, że ktoś wyżej stawia Dudę niż Komorowskiego (bez znaczenia zresztą, pod jakim względem), wystarczył, by sięgnąć po arogancję, chamstwo, by zaprzeczyć regułom wykonywanego zawodu. On się po prostu tak zes…tresował, tak przeraził, że brak „prawidłowej” reakcji może mu przysporzyć kłopotów, iż pomyślał i zareagował jak wytresowany piesek: na wszelki wypadek szczeknął.

I tu właśnie mamy odpowiedź na tytułowe pytanie.

Łukasz Warzecha ma poglądy utrwalone i nie musi się ich wstydzić. One – oraz szacunek dla dziennikarskich standardów – utrzymują go na ścieżce, gdzie strach nie ma wstępu. Gdyby Duda „skopał” swe wystąpienie, można być pewnym, że red. Warzecha nie piałby na jego temat peanów, tylko stwierdził: tego mi brakowało, tego nie było, to i tamto rozegrałbym inaczej. Bo dziennikarz niezależny jest jednak od czegoś zależny: od własnej etyki, od ustalonych reguł sztuki dziennikarskiej, która lizusostwo, uległość wobec władzy traktują jako grzechy główne, a chamstwo w ogóle jest tam poza wszelką dysputą.

Z dziennikarzem… powiedzmy: „usługowym”, czyli w pełni zależnym od „usługodawcy”, jest zgoła inaczej: on może sobie mieć poglądy jakie chce, ale jeśli są „niewskazane”, źle widziane, musi je starannie ukrywać, a reprezentować te, których się od niego wymaga czy wręcz żąda. A jak chce dostać premię, to jeszcze może ich bronić jak źrenicy oka. Odstępstwo od tej zasady w polskim świecie medialnym, ukształtowanym tak, jak jest on dziś ukształtowany, nie wchodzi w grę, o czym niejeden się już przekonał.

Ale rozważania o poglądach politycznych red. Kulczyckiego – jak i reszty dziennikarzy mainstreamowych z Woronicza, Augustówki czy Alei Stanów Zjednoczonych – to strata czasu. Tam ukształtowały się standardy, w świetle których niezależność dziennikarska jest hipostazą, pojęciem pustym, nieistniejącym. To są żołnierzyki frontu ideologicznego w walce o utrzymanie Polski taką, jaka jest dziś. Za to biorą pieniądze – a na samą myśl o przegranej dostają gęsiej skóry.

Tylko czy wypada nazywać ich dziennikarzami?

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl