Jak się nazywa ustrój w jakim obecnie żyjemy? Demokracja internetowa. Na razie użytkownicy sieci jeszcze nie ustanawiają prawa i nie wsadzają do więzień, ale można odnieść wrażenie, że mają już władzę sądzenia. Politycy i urzędnicy państwowi z lękiem (lub nadzieją) co rano zerkają na ekran służbowego tabletu, co powie internetowa wyrocznia? Kogo dziś pokocha, a kogo znienawidzi? Jedni najchętniej nie wychodziliby z domu i nie zabierali publicznie głosu, inni wręcz przeciwnie, na podstawie „lajków” i kliknięć podejmują kluczowe decyzje. Niczym dawni wodzowie szamana, oni pytają swego laptopa o wszystko. I są z tego dumni.
Tytuł na jednym z portali informacyjnych ostrzega: „Inauguracja kampanii Magdaleny Ogórek. Internauci już kpią”. Znaczy – ma przechlapane. Głównym tematem serwisu niezależnej stacji telewizyjnej jest szyderka w sieci z prezydenta RP, z kolei stacja nadająca całą prawdę - całą dobę „robi bekę” z Andrzeja Dudy. Oczywiście posiłkując się starannie dobranymi wpisami internautów. Ma w tym lata doświadczeń zdobytych na szkle kontaktowym.
Sąd internautów to sąd ostateczny. Wiadomo, voxpopuli - vox dei. Od opinii politologa przysługuje odwołanie. Polityk prostuje polityka. Zdanie eksperta można zrównoważyćstatystyką od innego eksperta. Ale jeśli „internauci już kpią”, to znaczy należy pakować walizki.
Wiadomo, że ów przywoływany w charakterze wyroczni internauta (zawsze w liczbie mnogiej) nie jest arbitrem elegancji, ale też od plutonu egzekucyjnego (albo loży szyderców) nie wymaga się przesadniej kultury czy dobrego smaku.Nie bardzo tylko wiadomo na jakiej podstawie ci, co na „internautów” się powołują, zakładają, że akurat oni mają być miarą zdrowego rozsądku. Że skoro internauci tak twierdzą… no to każdy kto uważa inaczej jest zdrowego rozsądku pozbawiony.
Pytania w rodzaju: odkąd to większość zawsze ma rację i czy to w ogóle jest jakaś większość, nie mają sensu, bo nie o rację tu chodzi. I nie o konstytucyjną większość. Owi „internauci” są jak tratujący tłum, wystarczy rzucić hasło i wskazać kierunek ataku. A ten, co się potknął? Jak w piosence: ułani go nie żałują, jeszcze końmi go tratują. Ku rozpaczy jednych i radości drugich. Ale głęboko myli się ten, kto sądzi, że można nad tym zapanować albo myśli, że taki tłum jest sterowny. Nie jest. Nawet jeśli się ma na sterowanie nim ogromne siły i środki.
Przy pomocy sieci można w informacyjnym oceanie złowić praktycznie wszystko. Są tam rzeczy mądre i głupie, zabawne i brutalne, a prawda i kłamstwo funkcjonują na tych samych prawach. Nie ma takiej tezy, które nie da się zarówno obronić, jak i obalić przywołując cytaty z sieci. Dlatego całkowicie wyprane z sensu jest powoływanie się na jakąś magiczną „opinię internautów”. Takie zwierzę zwyczajnie w przyrodzie nie istnieje.
