Z sondażu TNS OBOP przeprowadzonego dla dziennika Fakt wynika - cytuję - że najbardziej lubianym dziennikarzem jest Kamil Durczok (17,4 roc.) - dziennikarz TVN, szef i prowadzący "Fakty". "Drugie miejsce wśród dziennikarzy zajmuje Tomasz Lis (13,7 proc.), dziennikarz Telewizji Polsat. Inne gwiazdy srebrnego ekranu odnotowały następujące wyniki: Krzysztof Ibisz (11,3 proc.), Grażyna Torbicka (10,3 proc.), Szymon Majewski (8,4 proc.), Maciej Orłoś (7 proc.), Zygmunt Chajzer (6,7 proc.), Kuba Wojewódzki (5,4 proc.), Kinga Rusin (4,4 proc.)".
Proszę Państwa, proszę się nie denerwować. Te dane pochodzą z sondażu OBOP z 2007 roku. 8 lat w mediach to szmat czasu, coś się jednak w tym czasie zmieniło. Niektórzy z wyżej wymienionych odeszli lub odchodzą w medialny niebyt. Inne postaci nie są już idolami telewidzów lub dotknięte zostały anatemą, i to nie tylko za zachowania na ekranie. Pojawiły się nowe gwiazdy, powstały nowe media, nie tylko tradycyjne, ale również te internetowe. Czy jednak istnieją dziś powszechnie uznawane autorytety dziennikarskie? Wydaje się, że nie, że takich autorytetów nie ma, bo jeśli nawet niektórzy dziennikarze chcą za takie uchodzić, to przecież cieszą się uznaniem wyłącznie "swoich" czytelników, czy "swoich" telewidzów.
Skoro mówimy o autorytetach, to chciałbym przypomnieć Państwu sondaż CBOS z 2012 roku, w którym dziennikarze byli oceniani ze względu na przymioty etyczne (lub ich brak) oraz warsztat dziennikarski. Otóż w ciągu 10 lat (2002-2012) "opinie o pracy dziennikarzy pogorszyły się. Wzrosło przekonanie o ich stronniczości (z 34 do 46 proc.) i nieobiektywności (z 42 do 50 proc.). Znacząco zmalał też odsetek przekonanych o ich uczciwości (z 62 do 52 proc.) oraz wiarygodności (z 59 do 48 proc.). Ubyło respondentów uważających, że dziennikarze dążą do ujawnienia prawdy (z 37 do 28 proc.), a przybyło przekonanych, że szukają sensacji za wszelką cenę (z 49 do 58 proc.)". Sądzę, że gdyby badania przeprowadzić dzisiaj, to byłyby dla nas jeszcze mniej korzystne. W opublikowanym na portalu SDP felietonie Teresa Bochwic pisze o kompletnym podporządkowaniu dziennikarzy swoim szefom; o mimikrze, przekupstwie i gruboskórności. Ja bym wspomniał jeszcze o dyspozycyjności. Bo skąd bierze się owa nieobiektywność, stronniczość, czy poszukiwanie sensacji? Ano, po pierwsze, z uległości wobec dyrektyw politycznych swoich szefów, powiązanych rozmaitymi nićmi z ośrodkami władzy lub wspieranymi przez opozycję, oraz uzależnionymi od bankowych, gospodarczych, czy szerzej finansowych interesów lobbystów i reklamodawców. Po drugie, rynek wymusza pogoń za pieniądzem, a wiadomo, że pieniądze przyciąga sensacja. I już nie tylko tabloidy, ale i poważne gazety codzienne czy tygodniki opinii przestały gardzić tekstami, które nie tyle oparte są na wiarygodnych źródłach informacji, co raczej goniąc za sensacją, przyciągają liczne rzesze odbiorców.
Na zakończenie, w związku z tym, że wybory za pasem, chciałbym zwrocić uwagę na jeszcze jedno zagrożenie. Zagrożeniem dla dziennikarstwa jest też mylenie ról; niektórym wydaje się, że są piarowcami idei czy instytucji, a stają się - świadomie i z rozmysłem lub bezwiednie - propagandystami partii politycznych. Pamiętam, jak jeszcze niedawno dziennikarze zżymali się na hasło z okładki tygodnika "Polityka" : "Tusku musisz". Dziś sami nawołują do głosowania na popieranych przez siebie kandydatów... więc jak tu się dziwić opiniom o stronniczości dziennikarzy? Czy nie wystarczy sama analiza programów, merytoryczne ich omówienie, czy na pewno trzeba odbiorców walić po głowach łopatą propagandy i wskazywać im, na kogo mają głosować? Przedstawmy argumenty, a wybór pozostawmy wyborcom, bo wcale nie są od nas głupsi. Okażmy im zaufanie, a wtedy może oni też nam zaufają.
Marek Palczewski
26 lutego 2015
