Tak napisał wielki Bułat Okudżawa w „Balladzie o głupcach”, ironizując na temat… pluralizmu i sprawiedliwości, kiedy to „na każdych trzech mądrych i głupich jest trzech”. Codzienna praktyka naszego bieżącego życia publicznego zdaje się pokazywać, że tak właśnie pojmują pluralizm właściciele różnych stacji medialnych, czyli tzw. nadawcy oraz ich rycerze, czyli dziennikarze prowadzący rozmaite audycje.

Jak wiadomo, w naszym pięknym kraju toczy się zażarta walka polityczna. Siły w niej nierówne – mainstream, czyli chwalcy i obrońcy status quo, mają straszliwą przewagę, tyle że oni bronią kraju chorego, pełnego bałaganu, złodziejstwa, krzywd, niesprawiedliwości, wreszcie kłamstwa i manipulacji. Ich przeciwnicy, czyli tzw. nasi, możliwości polemiki, artykulacji swej wizji kraju mają więcej niż skromne. Wydawać by się tedy mogło, że jak się ma mało, trzeba to dobrze wykorzystać.

Niestety, jest w tej sprawie jeden element, który zdecydowanie zamąca obraz: ten element nazywa się… no… różnie… Jedni mówią o demokracji, inni o parytetach, jeszcze inni o sprawiedliwości bądź – horribile dictu! – uczciwości. Toteż owi „nasi”, ludzie, którzy poczuwają się do owej uczciwości, uważają coraz częściej za stosowne wpuścić do swego eterowo-wizyjnego strumyczka swoich politycznych przeciwników. O takim właśnie przypadku w Telewizji Republika (czyli „naszej”) pisał niedawno w jednym ze swych felietonów red. Stefan Truszczyński dziwiąc się, że niejaka Katarzyna Piekarska (SLD!) została główną bohaterką programu „naszego” red. Tomasza Sakiewicza. Owszem, byli tam i „nasi” publicyści, ale ponoć słabo sobie radzili, przez co kolejna „lwica lewicy” wypadła świetnie, promując kandydatkę Ogórek jako najlepszą kandydatkę do Belwederu.

Na co dzień oglądamy w różnych naszych stacjach telewizyjnych „publicystykę polityczną”, która robiona jest niby też według zasady pluralizmu: w studio siedzi kilka lub kilkanaście osób, jedna z nich jest „nasza”. Czyli pluralizm. O tym, że ów „nasz” dyskutant niewielkie ma szanse, żeby cokolwiek powiedzieć, bo jest systematycznie zakrzykiwany przez zwarty „antyPiSowski” monolit lewactwa, nikt jakoś nie myśli, nie przeszkadza to także, wydaje się, przeciętnemu konsumentowi telewizyjnej papki. Formalny wymóg jest spełniony – reprezentant PiS jest obecny, więc wszystko OK. Nadawcom i redaktorom mainstreamu do głowy bowiem nie przyjdzie, by pozwolić zdominować program przez twardą opozycję. Można za to wylecieć. I to jest zrozumiałe: oni po prostu broną swojego: swoich stołków, swoich apanaży, swojej pozycji towarzyskiej. A że to nieuczciwe? Kto by się tym przejmował w Polsce AD 2015!

Natomiast „nasi” chcą być uczciwi… Boją się zapewne, że ktoś im zarzuci tendencyjność, „nadmierne upolitycznienie audycji” (sic!) i inne grzechy przeciw pluralizmowi medialnemu. Tamci się nie boją, „nasi” – tak.

Ale – jak w „Muchach króla Apsika”, fajnej dziecięcej bajeczce napisała Wanda Chotomska – „zaś kiedy człowiek bać się zacznie, wszystko źle robi i opacznie”. I dlatego nawet w tych nielicznych ostojach uczciwej polityki i prawdziwie uczciwych mediów pojawiają się „innowiercy” – cwaniacy, koniunkturaliści, oczajdusze, „mężowie opatrznościowi”, a naprawdę zwykli kłamcy i manipulatorzy, tacy, którym w III RP jest dobrze tak dalece, że gotowi są jej bronić za wszelką cenę.

A nasi uczciwi dziennikarze im na to pozwalają, bo nie chcą być uznani na nieuczciwych, stronniczych dziennikarzy, za „propagandzistów”.

Zacząłem od Okudżawy, więc i nim zakończę. W tej samej „Balladzie o głupcach” pisze poeta dalej tak: „Więc by się czerwienić nie musiał, kto kiep, By mógł rozpoznawać swój swego, Każdemu mądremu stempelek na łeb Przybiło się razu pewnego. Do dziś te stempelki w użyciu są i ten system i później się przyda. I mądrym dziś mówią: „Ech, durnie żesz wy”, a głupich jak zwykle nie widać.

 
Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl