Od początku pontyfikatu papieża Franciszka media nadzwyczaj często podejmują tematy odnoszące do katolicyzmu i Kościoła, zwłaszcza rodzimego. Na przykład Dominik Zdort. w „Plusie Minusie” artykułował ostatnio opinię, że Kościołowi katolickiemu grozi schizma, która może narodzić się w Polsce...
Nie zgadza się z tą supozycją Stanisław Obirek, eksjezuita. Nadał swym wywodom polemicznym („Rzeczpospolita” z minionego piątku) tytuł: „Teologia wyzwolenia w praktyce”. Twierdzi, że „polscy hierarchowie, zgodnie z tradycją Prymasa Tysiąclecia kardynała Stefana Wyszyńskiego prezentują wyjątkowo zdyscyplinowaną grupę. Przynajmniej w sensie doktrynalnym…”. Z dalszych rozważań wynika implicite, że owo zdyscyplinowanie, jest godnym pogardy przejawem konserwatyzmu Kościoła w Polsce, wiernych i wszystkich jego sług.
Apostata Obirek wyraża swe poglądy niewyraziście. Odwołuje się do domysłów czytelników. Może to swoista „poetyka” publicystyczna. Lecz jest jeszcze gorzej – w jego frazach pełno pustosłowia, ,np.: „…może Franciszek odchodzi od starych, sprawdzonych form duszpasterskich i proponuje coś zupełnie innego – teologię wyzwolenia w praktyce”. Konia z rzędem temu, kto powie, jakie są to owe „stare, sprawdzone formy duszpasterskie”, od których niby odchodzi papież? Czy przestaje głosić homilie, wygłaszać kazania, udzielać indywidualnych pouczeń podczas spowiedzi św., w ogóle przestaje spowiadać (spowiedź to przecież kwintesencja duszpasterstwa katolickiego), nie namawia wiernych do uczestnictwa w modlitwach, rekolekcjach, ba - w ogóle wykreśla je z rejestru „starych, sprawdzonych” praktyk duszpasterskich?
Próżno też dociekać, co znaczy owa tytułowa „teologia wyzwolenia w praktyce”. „Teologia wyzwolenia” kojarzy się z dążnością do katolickiej akceptacji krwawych ekscesów rewolucyjnych w Ameryce Łacińskiej inspirowanych, przez komunistów wszelkiej maści, na czele z sowieckimi. Ta część globu była od zarania bolszewizmu terenem ekspansji; oczywiście nie bezpośredniej i jawnej, ale na modłę rosyjską - ideologicznej i szpiegowskiej prowadzącej do wzbudzania wewnętrznych walk bratobójczych. I myśmy doświadczali w latach 1944-1989 praktyki „teologii (komunistycznej) wyzwolenia” - z „wyzysku” i „reakcji”. Tam zaś, w krajach Ameryki Łacińskiej, ukuto określenie, „Chrystus z karabinem na ramieniu”, które miało sublimować zbrodnie popełnione w imię niby chrześcijańskiej sprawiedliwości społecznej. Gdy tę „teologię w praktyce” przypisze się papieżowi, to w logicznej konsekwencji wyjdzie, że Namiestnik Jezusa działania militarne na rzecz biednych przenosi z Argentyny, gdzie duszpasterzował, do Europy, do Watykanu, do Kościoła powszechnego. I cały świat chrześcijański spłynie krwią od wystrzałów tego karabinu, który Chrystus nosi na ramieniu… Oczywiście szydzę z apostaty imającego się lewackich frazesów – świadomie albo z głupoty – w niby poważnych rozważaniach. Tym bardziej że Obirek puentuje ów wątek, że: „ten typ uprawiania teologii („wyzwolenia w praktyce” – J. W. ) napawał lękiem, i Jana Pawła II, i Benedykta XVI”. Natomiast nie niepokoił apostatę Stanisława Obirka, bo zapewne był on wtedy kryptolewakiem, a dzisiaj po zerwaniu z Kościołem może już jawnie wychwalać „teologię wyzwolenia w praktyce” imputując ją papieżowi.
. Widocznie dla dodania sobie powagi znajduje sojusznika w… Zygmuncie Baumanie, polskim komuniście o proweniencjach sowiecko-rosyjskich, ateiście, marksiście, który orzeka z wysokości swego „autorytetu”, że uderzył go „nacisk, jaki papież kładzie na swoją praktykę dialogu”.
Co to jest „praktyka dialogu”? Czy dialog może być poza praktyką? Czy sławetny profesor socjologii, dawny oficer formacji komunistycznych polsko-sowieckich, po wojnie zabijających w imię „teologii wyzwolenia” od burżuazji i reakcji żołnierzy Niepodległości, nie postrzega absurdalności określenia „dialog praktyczny”? Z dalszych wywodów Obirka, łącznie z cytacją Baumana, wynika że tenże, Bauman, uważa, iż „dialog praktyczny” to dyskusja z ludźmi o innych poglądach. Kiedy w dyskursie sprzeczające się podmioty znajdują jakiś modus vivendi i nieprzekonany staje się przekonanym, to wtedy jest to „dialog praktyczny”, którego wedle ekskapłana nigdy nie prowadzili ani św. Jan Paweł II, ani Benedykt XVI, ponieważ mówili do przekonanych o tym samym co oni. Były oficer ludowego wojska polskiego, dzisiaj uczony podziwiany przez niektórych „naukowców”, polityków i „publicystów” twierdzi zaś, że „tego typu konfrontacji (dialogi z nieprzekonanymi - J. W) pilnie dziś potrzebujemy, bo musimy rozwiązać problemy niesłychanie poważne, a gotowych rozwiązań nie mamy”. Ta wypowiedź., jak podaje Obirek pochodzi, a jakże, z „Gazety Wyborczej” (26-27 października 2013 r.).
Jakie pilne problemy „niesłychanie ważne” musimy rozwiązać dzięki konfrontacji, czyli przekonywania nieprzekonanych („dialogi praktyczne”), a sposobów na to jeszcze nie mamy? Zniszczyć katolicyzm w Polsce, wykorzenić wszelkie teistyczne myślenie, wszelką tradycję, żeby p r a k t y k o w a ć „teologię wyzwolenia” z ciemnogrodu.
Niech Bauman dożywa swych dni w spokoju, jeśli sumiennie mu na to pozwala. Natomiast wracam do Obirka, którego chyba wreszcie zupełnie zrozumiałem po przeczytaniu ostatniego zdania jego wynurzeń: „Tak więc nie schizma, ale radykalna odnowa czeka nie tylko katolicyzm światowy, ale polski”. Chodzi więc, żeby Kościół przestał nakazywać, a zaczął pozwalać na wszystko, czego zhedonizowana ludzkość XXI w. sobie zapragnie. Wtedy nastąpi „radykalna odnowa Kościoła” i apostata Obirek z marksistą Baumanem będą prawomyślnymi wyznawcami „katolicyzmu”, chwalcami papiestwa i jego obrońcami przed ciemnotą ortodoksji uosobionej np. przez Dominika Zdorta czy niżej podpisanego.
Jacek Wegner
