Już są dwie – na premierowym i stołecznym stołku. Wybiera się jeszcze kilka na tron namiestnikowski. Kraj się wali, most się pali – ale „nic to!”. „Baśka” nie pracuje, ale my mamy damy. Niegwarantowane zupełnie i psujące co tylko się da.

Okna w URM-ie szczelnie zamknięte. Nie słyszy nikt w najważniejszym urzędzie protestów rolników. Namioty spowszechniały, hasła i plakaty już znane, nawet niedzielna Msza Święta w Alejach i pieśni patriotyczne to protesty, które nie przyciągają tłumów Warszawiaków. Czy Warszawa jest obojętna, czy tylko już znużona. Pokojowe protesty niewiele albo zgoła nic nie dają. Przemarsze nowych, nieznanych liderów i liderów powracających z chwilowego niebytu już nie porywają. Coś pękło. I mimo że chodzi o sprawy najważniejsze – polską ziemię i polską zdrową żywność – odzew na słuszny rolniczy protest jest słaby.

Boję się, że podobnie będzie 19 marca, gdy przyjadą do Warszawy matki wychowujące niepełnosprawne dzieci. Przyjeżdżały z całej Polski już kilkakrotnie. Przywoziły swoje chore dzieci licząc na sumienie władzy. Owszem odbywały się komedie pokazujące zatroskane i współczujące twarze wodzów. Ale jest coraz gorzej. I znowu będą słuszne żądania wypowiadane głośno przez zmęczone kobiety. Ale wątpliwe czy i tym razem kobieta naczelna to usłyszy i faktycznie coś pomoże.

A co można zrobić? - ktoś zapyta. Można. I to bardzo wiele. Rządzące Panie, o których mowa kompromitują się, nie są w stanie poradzić sobie z problemami władzy. Powierzono im stanowiska, które je przerastają. Zabiegi PR-owskie nic nie pomogą. Będzie coraz gorzej.

Pani Gronkiewicz ucieszyła się, że została na stanowisku jeszcze raz. Ale przecież już dawno wypaliła się i wyczerpała. Trzeba było tak jak jej lider przenieść się na z góry upatrzoną pozycję. Czym dalej tym bezpieczniej. Nie mamy nowego prezydenta w stolicy, który chciałby coś zrobić, któremu by zależało. Teraz będzie się ślimaczyć nieudacznictwo na przemian z pechem. Słabi zawsze mają pod górkę. Tylko dlaczego ma to być kosztem społeczności wielkiego miasta. Pomniki Pani Waltz stawia lub opiera się przed ich wznoszeniem. To taka gra. Tu będę łaskawa, a tu nie. To uzurpatorskie maniery. Oczywiście w sumie przegra i to na wszystkich polach. Tylko dlaczego to musi tak długo trwać. Baba z wozu – koniom lżej. Ale konie tylko ciągną. Bat ma woźnica.

I jeszcze jeden kwiatek do damskiego kożucha. Słyszę w radio jak wiceminister finansów, też Pani, komentuje podatkowe interwencje i decyzje przypadków rozstrzygniętych jednoznacznie. Jeśli nie wiadomo, kto ma rację: czy żądający zapłacenia podatku fiskus, czy obywatel udowadniający, że to niesłusznie naliczone należności. Dla obywatela, przedsiębiorcy ta decyzja to często jak życie i śmierć. Określony, czasem ogromny podatek – ale w końcu nie przesądzony – może go zabić, unicestwić jego działalność. Ale Pani minister – słyszę – mówi tak: przecież podatek idzie do budżetu a to interes wszystkich obywateli.

A więc utłuczmy jednego, by móc przysporzyć mini-minicząstkę grosza wszystkim. W tym i Pani minister. To rzeczywiście jest rozumowanie piramidalne. Rację ma silniejszy. Słabszy nie przegrał sprawy w sądzie, ale żywcem i tak go ubito. Baba z wozu...

W okna URM-u patrzą już bez nadziei chłopskie oczy. Oczywiście namiot to chwilowa oaza. Odjedzie też symboliczna kuchnia polowa. To jednak nie była akcja nadaremna. Była rzeczowa, spokojna i kulturalna. Kropla drąży skałę. Szkoda, że ta „skała” to nie silna władza, która wie czego chce. To słaba płeć, która dała się podejść nawet przyjaciółce.

Putin atakuje, Amerykanie kręcą się jak … w przeręblu, Merkel rządzi bezceremonialnie w Unii, używając jako listka figowego prezydenta - miłośników żab i ślimaków. A my mamy premierkę, która niby jest, choć faktycznie jej nie ma.

Baba z wozy - koniom lżej. Po co wałachy mają się męczyć. Kombinują, ale góra za wysoka i siana też za mało.

9 III 2015 Stefan Truszczyński

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl