Przyznaję się! Kłapałem dziobem przesadnie obawiając się, że z metrem może być źle. Były to w sumie dość głupie uwagi – poza stwierdzeniami, że budowano ten w końcu krótki odcinek za długo i za drogo. Ale jest i rzeczywiście prezentuje się wspaniale. Przejechałem się tam i z powrotem. Metro – druga linia (właściwie kawałek) – jest O.K. Gorzej z innymi przeprawami „pod” i „nad”.

Teraz i inne miasta przebąkują, że też by chciały sprowadzić komunikację do podziemia. Ale ja już tego nie zobaczę. Może zresztą wystarczą im – tym miastom – tramwaje w wykopach lub jeszcze inne mieszane pomysły. Niech myślą! Ale nie tak jak wodzowie Krakowa o... olimpiadzie. Przypomina mi się opowieść zasłyszana w Mongolii. Było to 1970 roku. Otóż delegacja od Pana Cedenbała, który wtedy był „I-szym” udała się do Moskwy (no bo gdzieżby). Ale oczy w orbit stanęły zaciekawionym Rosjanom, gdy usłyszeli, iż celem przybycia gości było zapytanie czy nie zbudowaliby im radzianie metra w Ułan Bator i ile by to kosztowało. Stolica Mongolii miała już wtedy w centrum wielopasmowe ulice, ale główny ruch to był dwukrotny w ciągu dnia przejazd kolumny wozów na sygnale właśnie z tym Panem C. Lubię Mongołów i wcale się z nich nie śmieję. Budują teraz niepodległe państwo od nowa. A durnie są wszędzie. U nas też.

Popatrzmy sobie np. na Marszałkowską. Biegnie ona dwupasmowo do Placu Konstytucji. I cóż my dalej widzimy? Oto na najdroższym, albo jednym z najdroższych miejsc stolicy... stoją sobie samochody. Po dwa – trzy – a może i cztery złote za godzinę. Minęło pół wieku, gdy architekt – lizus zasłonił kościół Zbawiciela i postawił tam dzisiejszy Hotel MDM. Władza ludowa nie chciała u wylotu głównej arterii miejskiej mieć pięknych strzelistych wież z krzyżem.

I męczymy się od tego czasu, objazdy ulicą Nowowaryńskiego i pokrętnie dalej – wszystko to już się zakorzeniło. Trudno. Ale mogło być inaczej. Kto winien? Sigalin – Bierut? - Jest Warszawa, po prostu jest – śpiewa pięknie Santor – Niemen. Kochamy to. Ale obecny rząd rączkami (nie całuję!) Pani Minister Kultury sprzedał narodową fonotekę Amerykanom. A pazerne to – jakby mało im było swoich muzyków.

Czego Szwedzi w XVII wieku nie ukradli, sami teraz oddajemy. I to wybiórczo. Bo jeden taki z h'ameryki chciał kupić Pałac Kultury – tośmy nie dali. No i będzie teraz trwał i trwał (jak budowa metra) remont Kongresowej. Może wcześniej przebity zostanie, tym razem Kanał Nikaraguański, który połączy oceany – Wielki z Atlantyckim. Ale tam pracują „po godzinach”. U nas tylko ciągle nowych urzędników się przyjmuje. Te szeregi szybko wzrastają. W Warszawie jest ich w administracji już 7.900, w ciągu roku przybyło kilkuset. Kosztują rocznie 1 miliard złotych. Władczyni naszego miasta ma zapewnioną wdzięczność.

Płaczą natomiast rzemieślnicy i handlowcy. Dla nich litości nie ma. Są kastą przeznaczoną do wytępienia. Tych dwustu nowych zatrudnionych w Ratuszu głowi się bardzo jak tu dosunąć handlującemu pietruszką, szewcowi, manicurzystce i fryzjerowi. Ogniem i mieczem przepędzono ich z okolic PKiN. Tego nawet nie przewidział Manifest PKWN, mino że drukowano go w Moskwie (bo oczywiście nie w Lublinie).

Nigdy nie wiadomo kto się kiedy złajdaczy. Lepiej za życia nie stawiać pomników i nie nadawać imion ulicom aktualnych idoli. Tak jakoś się dzieje, że wolty ostatnio wyczyniają Jacki, o Soplicy nie wspomnę. Ale gdy po manifestacji 11 listopada natknąłem się na innego Jacka, który zrobił przykrość p. Jarosławowi i zasmucił śp. Lecha, tenże na moje „dlaczego?” umknął wstydliwie rzuciwszy tylko „diabeł mnie opętał”.

Księża egzorcyści dużo teraz mają roboty, ale zło panoszy się przed wyborami i znowu kolejny – ongiś popularny i odważny – Jacek zakochał się, oddał (oczywiście za frico!) „Marudzie”, który innych tak przezywa, zamiast przejrzeć się w lustrze. Zaczęli się natomiast przyglądać sobie dziennikarze. Próbują się już trochę szarpać na postronkach. Szczeknie nawet dzielnie – ten i ów. A bo to wiadomo co wybory przyniosą?! Trzeba zabezpieczyć sobie tyły. Póki jeszcze można. Będzie na pewno tak jak z „powrotem syna marnotrawnego”. Zabójców – nie będzie się przyjmować, ale kłamliwe mendy, z litości, znowu będą przygarnięte. Bo litościwe plemię mieszka nad Wisłą. I nie jest ono pamiętliwe. Tym, którzy się zreflektują jeszcze przed wyborami – wystarczy dać za karę po trzy zdrowaśki.

 

 

19 III 2015 Stefan Truszczyński


 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl