Mijamy ich wszędzie, spotykamy każdym miejscu – na ulicy, w komunikacji miejskiej, w parkach, sklepach. Jest ich tak wielu, iż można chwilami odnieść wrażenie, że już każdy jest „słuchawkowiczem”.
Prawdopodobnie słuchają muzyki, choć to nie jest takie oczywiste – współczesne środki techniczne dają możliwości niemal nieograniczone. Można , obok muzyki, słuchać audycji radiowej, wykładu z Internetu, nagranego wcześniej kazania, cudzej rozmowy… Dosłownie wszystkiego.
Ale „słuchawkowicze” prawdopodobnie przede wszystkim słuchają muzyki. Muzyka jest dzisiejszym nowym bogiem (bożkiem) dla młodych i średnich. Muzyka różna, czasem nawet taka, której muzyką wielu by po prostu nie nazwało. Ale ważne, żeby w słuchawkach brzęczało. A to, że głośne słuchanie muzyki w słuchawkach wkładanych do ucha grozi nieodwracalnym uszkodzeniem słuchu w późniejszym wieku, mało kogo interesuje.
Nie mam wątpliwości, że „słuchawkowicz” robi to, co robi, nie z miłości do muzyki, a w każdym razie nie tylko. Myślę, że najważniejsza jest i z o l a c j a. Odizolowanie się od świata dźwięków, ale nie tylko, per saldo jest to odizolowanie się od świata w ogóle. ”Słuchawkowicz” nie chce słyszeć tego, co dociera do niego ze świata, ze świata innych ludzi, z ulicy, z przyrody. Jego to nie interesuje. On ma już prawdopodobnie jakiś świat własny i on mu wystarcza. Ten świat własny dociera do niego z wetkniętych w uszy słuchawek i z obowiązkowego dziś – podobnie jak słuchawki – smartfona lub tableta.
Owo signum temporis naszych czasów mogłoby (i chyba powinno) martwić, bo wskazuje na postępującą atomizację społeczeństwa, na rwanie więzi między jednostkami. W efekcie – mamy to, co David Riesmann nazwał kilka dekad temu „samotnym tłumem”. Ale, jak niemal we wszystkim, jest w byciu „słuchawkowiczem” pewne jądro racjonalności. Bo ktoś taki, uwalniając się od głosów ze świata zewnętrznego, uwalnia się jednocześnie od piekła tego, co się w tym świecie dzieje: od kłamstw propagandy, od miałkości i hipokryzji dzisiejszych „debat”, od zmasowanej nagonki na świat Dobra, od oceanu bluzgów na naszych ulicach, w którym toniemy na każdym kroku, od głupkowatych rozmów różnych lemingów i tzw. dzieci szczęścia, wreszcie od banalnych refleksji współpasażerów, kretyńskich filozofii życiowych itd. itp…
Tak, w tym wypadku gra jest chyba warta świeczki i na dobrą sprawę każdy normalny człowiek powinien sobie założyć słuchawki, żeby nie słyszeć Bronka i o Bronku, Donia, Ewy, Radzia, Grzesia, pani Ogórek, „arbuzów” z PSL, pani Paradowskiej, pani Olejnik i całego tego jazgotu sfory przekręciarzy i ich poputczików oraz ich heroldów. Ów jazgot jest doprawdy trudny do zniesienia, zainfekowanie nim nie grozi wprawdzie człowiekowi z otwartym umysłem, ale zmęczenie nieustannym słuchaniem kłamstw i wykrętów też jest nieprzyjemne: frustruje, denerwuje, czasem demobilizuje, zwłaszcza gdy się widzi skalę tego bezbrzeżnego kłamstwa oraz gorliwość, z jaką jest to kłamstwo kupowane przez szerokie kręgi Polaków.
Tak, od tego wszystkiego „słuchawkowicze” są wolni. Co prawda wskazuje to na rosnące w naszym kraju zobojętnienie na sprawy publiczne, na los narodu, ale na rzeczywistość trudno się obrażać – jest, jaka jest. Inna tymczasem nie będzie.
Zaraz, zaraz…
Ale przecież jest i inna sfera, inny obszar, który przyprawia o najgłębszą chwilami frustrację. Zobaczmy, jak wygląda polski pejzaż publiczny: nasze miasta, ulice, osiedla, kamienice, bramy… Jak jakaś wielka wiocha oblepieni jesteśmy milionami reklam, billboardów, plakatów, obrzydliwe, prostackie graffiti szpecą każdą niemal wolną przestrzeń. Estetyka naszej przestrzeni publicznej wyprzedana została za komercyjny chłam, który mamy kupować, który ma nas uszczęśliwiać – ale i nobilitować, boć przecież człowiek cywilizowany, Europejczyk, tego wszystkiego używa i jest szczęśliwy oraz zadowolony. Toteż furt tam estetyka przestrzeni publicznej, furt architektura, zabytki – najważniejsza jest reklama. I im bardziej społeczeństwo „zmurzynione”, tym jej więcej. U nas – „zmurzynione” jest bardzo.
Toteż do słuchawek w uszach dołączmy jeszcze koniecznie ciemne okulary.
