Jest nas, żyjących w Polsce Polaków, ponad 37 mln. Około połowa z nich nie interesuje się w ogóle sprawami publicznymi, zadowalając się serialami telewizyjnymi i względnie pełnym korytem. Ale to znaczy, że gdzieś 16 – 18 mln, może nawet więcej, bierze jako tako czynny udział w życiu swego kraju. Z tej grupy z kolei około połowa to ludzie myślący, aktywni, nastawieni patriotycznie, wyczuleni na kłamstwa władzy, świadomi tego, co PO przy wsparciu pazernych na władzę i „konfitury” PSL-owskich „arbuzów” wyczynia z naszym państwem. Druga połowa to „lemingi” – pożyteczni (dla władzy) idioci, karierowicze, umysłowi ograniczeńcy, dla których jeśli fakty przeczą ich poglądom, ich postrzeganiu świata, tym gorzej dla faktów.
Tak czy inaczej jest nas, świadomych, aktywnych obywateli, ok. 10 milionów.
Wobec tego – czy naprawdę musimy znosić to, co obecna ekipa wyczynia z nami? z naszym państwem? z naszą przyszłością?
Czy naprawdę musimy przyglądać się spokojnie, jak najwyżsi dygnitarze państwowi łżą w żywe oczy, zaprzeczając oczywistym faktom, których my doświadczamy?
Czy naprawdę musimy znosić na najwyższym państwowym stolcu człowieka, który zawsze bronił komunistycznej agentury w Polsce przed jej rozbiciem, zniszczeniem, anihilacją, na jaką ona zasługuje?
Czy naprawdę musimy tolerować wypowiedzi tego pana, że mamy najwspanialszy okres w naszych dziejach, podczas gdy nasz kraj nie ma żadnego międzynarodowego prestiżu, gdy jest po kawałku parcelowany przez światowe korporacje, banki i światowe firmy? Gdy mamy gigantyczny dług publiczny? Gdy co najmniej 20 proc. młodych Polaków deklaruje chęć wyjazdu na zawsze zagranicę? Gdy zatrudniani przez światowy business na upokarzających warunkach polscy pracownicy robią jak niewolnicy za głodowe pensje, do tego nie mając żadnego zabezpieczenia socjalnego na przyszłość?
Musimy znosić więc brednie pana Komorowskiego?
Czy naprawdę musimy godzić się na nieustanną redukcję uspołecznionej opieki medycznej? Na upokarzające wysiadywanie godzinami po zatłoczonych przychodniach? Na półroczne czy nawet dłuższe terminy wizyt u specjalistów? Na systematyczną redukcję listy leków refundowanych, a ładowanie milionów w zbrodnicze praktyki typu in vitro lub zmianę płci?
Czy musimy akceptować serwowane przez władzę przepisy pogarszające nasze życiowe perspektywy – podwyżkę VAT-u czy haniebne wydłużenie wieku emerytalnego?
Czy naprawdę musimy akceptować rząd, złożony z elit nastawionych wyłącznie na „trwanie przy żłobie”? Elit bez żadnej kompetencji, bez moralności i etyki? Elit tak naprawdę niewolniczo służebnych wobec bogatych rządów bogatych krajów Zachodu? Rząd ludzi przypadkowych, prowadzących zupełnie nieprzypadkową, antyspołeczną i antynarodową politykę? Rząd cyników, chamów, cwaniaków, oszustów i malwersantów? Rząd, którego ludzie uwikłani są w afery, za które w normalnym państwie idzie się do więzienia na długie lata? Rząd „psipsiaciółek pani Ewy”?
Czy musimy podlegać prawu, stanowionemu przez ludzi tchórzliwie patrzących na zwierzchników i na to, co powie władza? Sprzedajnych sędziów, prokuratorów ślepych na prawdę i obojętnych na wszystko z wyjątkiem własnej pomyślnej kariery?
Czy naprawdę musimy oglądać programy telewizyjne, które z dnia na dzień coraz bardziej są kloaczne, głupie, niesmaczne, które szydzą z naszych zasad, z naszej historii i z naszych wysiłków, by się przed deprawacją bronić? Czy musimy oglądać program, złożony z monstrualnych bloków prymitywnych, kłamliwych reklam? Czy naprawdę musimy tolerować miernoty pokroju Owsiaka, Wojewódzkiego, Jachimka, Czubaszek, Andrusa, Lisa, Młynarskiej, Sianeckiego e tutti quanti, ustawiające bezmózgą opinię publiczną przeciw wszystkiemu, co przyzwoite, normalne, uczciwe, duchowe?
Czy musimy naprawdę tylko milczeć, gdy nasze pieniądze wydawane są na antykulturę, która nas zwyczajnie obrzyguje, obraża, pokazuje w zakłamanym świetle?
Czy nadal będziemy milczeć wobec procesu zaplanowanej deprawacji, laicyzacji i mega-seksualizacji naszych dzieci? Wobec ich ogłupiania przez eliminację literatury narodowej na rzecz „twórczości” spod znaku New Age, manipulacji, bajdurstwa wszelakiego?
Czy nadal będziemy patrzeć spokojnie, jak opluwa się nasze autorytety, naszą wiarę, nasz Kościół, podstawiając w miejsce wartości prawdziwych i sprawdzonych fałszywki, tworzone przez zawodowych deprawatorów?
Czy naprawdę musimy znosić fakt, że we własnym kraju nie mamy już niemal nic do powiedzenia? Że nie ma żadnych rzeczywistych instancji odwoławczych, a wszystkie instytucje kontrolne jedynie umacniają mur, za który chowa się obecna władza?
Czy naprawdę tak musi wyglądać polska codzienność AD 2015? Nic nikogo nie obchodzące protesty, „zielone miasteczka”, „białe miasteczka”, jakieś „marsze gwiaździste”, „marsze na Warszawę”… Ile jeszcze trzeba, żeby patriotycznie myślący ludzie zrozumieli, że protesty to droga donikąd? Że ta władza jest na nie jeśli nie głucha, to w każdym razie obojętna? I zawsze znajdzie pałkarzy, którzy te grupki demonstrantów po prostu w razie czego rozpędzą?
Pamiętajmy: grzeszyć można myślą, mową i uczynkiem. Ale ciężko można też grzeszyć zaniedbaniem. Moim zdaniem w obecnym czasie to nasz grzech najcięższy.
