Dwa dni przed 5. rocznicą katastrofy smoleńskiej „Gazeta Polska Codziennie” zrobiła czołówkę z hipotezy, że polski urzędnik zlecił na tupolewa zamach. Równocześnie Zarząd Oddziału Warszawskiego SDP, w którym pierwsze skrzypce grają właśnie dziennikarze „GPC”, potępił RMF FM za... ujawnienie stenogramu nagrania z kokpitu.
Wojna polsko-polska przybiera na sile. Też w środowisku dziennikarskim. Skoro nie wystarcza polemika, trzeba sięgnąć po oświadczenie, i najlepiej w imieniu wszystkich. Bo wtedy nasza racja będzie bardziej oczywista. W tym wypadku – wszystkich warszawskich członków SDP. Motyw? Troska o czystość zawodu i polityczna bezstronność.
Przeanalizujmy zatem punkt po punkcie oświadczenie podpisane w pierwszym rzędzie przez prezesa ZOW SDP – Marcina Wolskiego (na co dzień piszącego w „Gazecie Polskiej Codziennie”) i wiceprezes – Joanną Lichocką (zastępcę redaktora naczelnego „Gazety Polskiej Codziennie”).
Oto wstępna część oświadczenia:
„W związku z opublikowaniem przez dziennikarzy radia RMF FM tzw. stenogramów nagrań z kokpitu samolotu rządowego TU-154M , który uległ katastrofie 10.04.2010 r. w Smoleńsku, Zarząd Oddziału Warszawskiego SDP oświadcza:
1. Kategorycznie sprzeciwiamy się udziałowi dziennikarzy w politycznym rozgrywaniu katastrofy smoleńskiej w przededniu jej 5. rocznicy.”
Rozmawiałem z szefem stacji Tadeuszem Sołtysem; powiedział, że nagranie ujawnili natychmiast po zdobyciu, nie analizując ani dat, ani to, komu miałoby służyć, bo nagranie uderza zarówno w PiS, bezpodstawnie forsującego tezę o zamachu, jak i PO – odpowiedzialną za bałagan, który pośrednio do katastrofy się przyczynił. Trudno zatem jednoznacznie potwierdzić polityczny aspekt, bo komu ujawnienie stenogramu miałby służyć, Magdalenie Ogórek?
Zapytany o to Jan Pleszczyński, autor książki „Etyka dziennikarska”, powiedział mi, że nie znając kuchni, nie potrafi odnieść się do tego ujawnienia z punktu widzenia etyki.
Mam przed sobą „Gazetę Polską Codziennie” ze środy 8 kwietnia 2015 r., czyli wydaną zaledwie dwa dni przed obchodami rocznicowymi. Na pierwszej stronie widnieje zdjęcie wraku tupolewa, nadtytuł artykułu: „SMOLEŃSK\Katastrofa rządowego tupolewa”. Tytuł: „Polski urzędnik zlecił zamach?” W domyśle – urzędnik z PO, bo ona wtedy sprawowała władzę. Z tekstu wynika, że nie wiadomo, jaki urzędnik; nie wiadomo, gdzie ani kiedy. Ale wiadomo, że wiadomo.
Taki czołówkowy news nie oburza ZOW SDP, jest to bowiem czyste działanie dziennikarskie. Bo obowiązkiem dziennikarzy jest informować o hipotezach zamachu, ale broń Boże o faktach potwierdzających przyczynę katastrofy. To drugie jest ze wszech miar naganne.
Punkt 2.:
„Niedopuszczalnym jest nieliczenie się z uczuciami rodzin ofiar katastrofy i brak szacunku dla ofiar, który zaprezentowali autorzy w/w publikacji, ujawniając materiały niewiadomego pochodzenia, których autoryzacji odmówiła Naczelna Prokuratura Wojskowa.”
Uczucia rodzin ofiar rani wyłącznie ujawnienie stenogramu nagrania z kokpitu; snucie hipotezy na temat spisku i zamachu – uczucia rodzin ofiar wyłącznie łagodzi.
Punkt 3.:
„Sprzeciwiamy się udziałowi dziennikarzy w grach katastrofą smoleńską mających na celu eskalowanie konfliktu polsko - polskiego.”
W grze katastrofą smoleńską uczestniczy wyłącznie RMF FM. I eskaluje konflikt polsko-polski. „GPC” trzyma się od gier katastrofą smoleńską z daleka. Podanie hipotezy, że ktoś kiedyś zrobił coś, i nastąpił wybuch – podyktowane było dziennikarskim obowiązkiem.
Punkt 4.
„Jednocześnie zarząd OW SDP apeluje do władz Rzeczypospolitej Polskiej o uruchomienie międzynarodowego śledztwa w/s przyczyn katastrofy z 10 kwietnia 2010, w której zginął prezydent RP i 95 osób.”
Domaganie się międzynarodowego śledztwa jest oczywiście działaniem dziennikarskim, a ujawnianie informacji – politycznym.
Warto temu ostatniemu punktowi poświęcić więcej miejsca.
Międzynarodowe śledztwo jest konieczne, bo Polska oddała śledztwo Rosji. Mówią to prawicowi politycy, powtarzają dziennikarze: ostatnio Bronisław Wildstein we „wSieci” i Piotr Skwieciński w Loży prasowej (TVN24. ). Wprawdzie śledztwo prowadzi Naczelna Prokuratura Wojskowa, ale jak wszyscy wiedzą, NPW jest prokuraturą rosyjską, podobnie jak całe Wojsko Polskie, które zdradziło Polskę o świcie. Gdyby doszło do inwazji, kto Polskę obroni przed rosyjskim Wojskiem Polskim?
Na razie tak daleko nie sięgamy, usiłując uratować prawdę smoleńskiego zamachu. Jedyny ratunek w komisji międzynarodowej. Nie wiadomo, kto ma w niej zasiadać, według jakiego klucza, którzy eksperci będą bardziej wiarygodni od polskich, czyli rosyjskich. Ale to znakomity sposób, aby wojenką polsko-polską zarazić cała Europę, a może i inne kontynenty. Jest bowiem oczywiste, że żaden ekspert z UE nie będzie wiarygodny ze względu na wpływy przewodniczącego PE Donalda Tuska, który, mając krew na rękach, zrobi wszystko, aby swój udział w zamachu tuszować. To nic, że sami Polacy z trudem odczytywali stenogram z nagrań z kokpitu; obcy lepiej ustalą, kto był w kokpicie, co mówił, co robił, co pił.
Aż boję się myśleć, jakie jeszcze oświadczenie zechce ZOW SDP wydać, żeby jeszcze bardziej zmarginalizować całe stowarzyszenie. Oczywiście w trosce o etykę całego dziennikarskiego środowiska.
Marian Maciejewski, Wrocław
