Z pewnym opóźnieniem dotarła do mnie wiadomość o uznaniu przez Akademię Węży (???!!!) filmu Krzysztofa Zanussiego „Obce ciało” za najgorszy film 2014 r., i to w aż 6 kategoriach. Nie byłem tym specjalnie zdziwiony ani nawet poruszony, ot, trochę adrenalina skoczyła, że można aż tak bezczelnie manipulować opinia publiczną, wartościami w kulturze etc. etc. Ostatecznie już od ekranowej premiery (5 grudnia 2014 r.) film znalazł się na salonowym indeksie i 2 tygodnie później nie można go było nigdzie w Warszawie zobaczyć, co trwa po dziś dzień.

Postanowiłem jednak zobaczyć, co to za forum ta Akademia Węży, kto w nim uczestniczy. Niestety – nie udało mi się. Wszystko było: wcześniejsze nagrody – nominacje do Węży Roku, zdjęcia, streszczenia „recenzenckie” o odpowiedniej wymowie… Ale gdy klikałem w najbardziej mnie interesujący klawisz na stronie Akademii, tj. w klawisz „Akademia Węży”, pojawiał się komunikat „Ups…” i jakieś kłamliwe wyjaśnienie, dlaczego akurat tej strony wyświetlić nie można.

Czyżby komputer też znał uczucie wstydu i zażenowania?!

Wszystko stało się więc jasne: jakaś grupa uzurpatorów, oczywiście śmierdzących tchórzem, skoro utajniają twarze i nazwiska, uczyniła się samowładnym ciałem opiniotwórczym, transmitującym poglądy Saloniku Warszawskiego spod znaku ul. Czerskiej i innych podobnych ulic do środowisk kulturotwórczych, a od nich, rzecz jasna, do „szerokich mas”. Zapienieni faktem, że artysta tej miary, co Zanussi, nakręcił antysystemowy film, pokazujący prostytucję ludzką w wysokim świecie wielkich zachodnich korporacji, bezradność tego świata wobec świata prawdziwych wartości, pięknie i modnie ubrany terror poprawności politycznej, przymusowej ateizacji, nie mogli ci „akademicy” zrobić nic innego, mogli tylko przyznać swe śmieszne „nominacje” czy „wyróżnienia”.

Nic to, jak mawiał Pan Michał, odnowi się Polska, to i film Zanussiego powróci.

Jedno tylko w tym wszystkim zdumiewa od lat: bezradność, gnuśność i brak wyobraźni „naszych” środowisk artystycznych, kulturalnych, wreszcie – politycznych. Jesteśmy zawalani dosłownie bez przerwy różnej klasy śmieciem „artystycznym”: filmami, książkami, spektaklami teatralnymi, wystawami – wszystko proweniencji libertyńsko-ateistyczno-antynarodowej. Obrzucają nas, Polaków i katolików, błotem najgęściejszym, oblewają swymi intelektualnymi pomyjami, szydzą z nas i naszych wartości na potęgę – a my nic. Nic. Ktoś tam bąknie coś w jakiejś gazecie i na tym się kończy. Ludzie prywatnie się oburzają, pomstują – i na tym koniec.

Czyż można w tej sytuacji dziwić się, że kształt i zawartość rynku kultury ustalają nam różne Hartmany, Czubaszki, Środy, Huellowie, Hollandy, Pawlikowscy różne PISF-y na państwowym garnuszku, różne „Instytuty Kultury Polskiej” (całość koniecznie w cudzysłowie!)? Wystarczy jeden upubliczniony przejaw innego myślenia – a już spuszcza się ze smyczy dyspozycyjną, wciąż głodną „kasy” i zaszczytów sforę, żeby szczekała i gryzła tych, co myślą inaczej. W efekcie – robią z nami, co chcą, bo nie reagujemy naprawdę, nie reagujemy głośno, czytelnie, odważnie i skutecznie.

I niech mi nikt nie mówi, że „nie ma pieniędzy”, „nie ma gdzie”, „nie ma jak”, „nie ma kto” i tym podobnych bredni niech nie głosi. Sporo jest już prawicowych inicjatyw, niezłe nakłady mają „nasze” gazety i tygodniki, mamy telewizje, mamy stacje radiowe, mamy poza tym sporo niezależnych, a dobrych wydawnictw. I wreszcie mamy naprawdę liczne prężne środowiska. To jest już – połączone razem! – niezła siła, ba, mała potęga.

Więc o co idzie?

A o to, że każdy na prawicy ciągnie w swoją stronę! To żałosne i nawet jakoś zbrodnicze w istniejącej sytuacji, ale to prawda. Nie uczymy się od neo-komuny, od Salonu, który jest w stanie zintegrować wszystkie siły, jeśli tego wymaga zniszczenie przeciwnika.

Stawiam postulat: trzeba stworzyć silne, reprezentatywne forum, które wykreuje odpowiednik „salonowego” Węża czy hollywoodzkiej Złotej Maliny i będzie nim „nagradzać” (czytaj: piętnować!) grafomanów, deprawatorów, decydentów-szkodników, burzycieli Ładu Bożego, łgarzy, hochsztaplerów i im podobnych.

Nie nazywajmy własnego zaniedbania „niemocą”, „sparaliżowaniem”, „spętaniem”, „cenzurą salonową””, „terrorem”. To wszystko ma oczywiście miejsce, ale to w żadnym razie nie może zwalniać od wysiłków, by z tym wreszcie skończyć. I by nie nazywać wężem tego, kto zasługuje na miano zwykłej żmii.

 
Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl