W opublikowanym w roku 2009 wywiadzie-rzece „Polowanie na prezydenta”, oskarżony o korupcję Jacek Karnowski zwierza się dziennikarzom RMF FM z metod stosowanych wobec niego przez ówczesny wymiar sprawiedliwości: „W pewnym momencie przygwoździmy cię taką liczbą spraw, że się nie podniesiesz”. Od tamtego czasu minęło parę lat, prezydent Sopotu pomimo trwającego procesu rządzi w najlepsze, a ja zaczynam się obawiać, że tamte słowa mogą okazać się prorocze… I to nie tyle dla Karnowskiego, bo on, jak większość uczestników afer III RP, jakoś się wyślizga. Boję się o siebie.   

15 kwietnia, Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP organizuje konferencję zatytułowaną: „Prawo prasowe – relikt, który skutecznie utrudnia życie dziennikarzom”. W panelu tym wezmą udział: Natalia Ptak - dziennikarka z Wielunia, Maciej Kuciel - dziennikarz TVN Uwaga, Dorota Głowacka z Obserwatorium Wolności Mediów Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, oraz doradca Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich apl. adw. Michał Ł. Jaszewski. Piątym uczestnikiem spotkania miał być - piszący te słowa - Krzysztof M. Załuski, redaktor naczelny i wydawca Pomorskiej Gazety Opinii „Riviera”, podejrzany o złamanie prawa prasowego. Na przykładzie zaproszonych gości organizatorzy konferencji chcą pokazać, jak bardzo przepisy ustawy z 1984 r., regulującej Prawo prasowe, nie przystają do realiów w jakich obecnie funkcjonują media oraz jak przestarzałe prawo utrudnia pracę polskim dziennikarzom.

Natalia Ptak została skazana z artykułu 49 ustawy Prawo prasowe za brak autoryzacji wypowiedzi byłej wójt gminy Konopnica, Marioli Hernas. Ja z tego samego paragrafu podejrzany jestem o dokonanie przestępstwa, polegającego - jak to ujęła „Gazeta Wyborcza”, cytująca sopocką prokurator, Katarzynę Mosakowską - na „nie uwzględnieniu w stopce redakcyjnego adresu miesięcznika, czego wymaga ustawa, oraz podaniu informacji na temat jednego z radnych miejskich, które objęte są ochroną”.

Fakt, że w chwili obecnej posiadam jedynie status osoby podejrzanej, a nie skazanej wyrokiem prawomocnym, nie przeszkodził dziennikarce, publikującej materiał na temat mojej „przestępczej działalności” napisać, że: „Mężczyzna nie podawał na łamach adresu redakcji, by uniemożliwiać dostarczanie sprostowań”. Katarzyna Włodkowska, bo to ona jest autorką tekstu, pisze również co następuje: „52-letni Krzysztof Maria Załuski (zgodził się na publikację wizerunku oraz imienia i nazwiska), wydawca i redaktor naczelny „Riviery” złamał Prawo prasowe oraz Ustawę o ochronie danych osobowych. Za pierwszy czyn grozi mu grzywna lub kara ograniczenia wolności, za drugi - grzywna, kara ograniczenia albo pozbawienia wolności do lat dwóch.”

W podobnym tonie o zarzutach wobec mnie pisze „Dziennik Bałtycki”, którego redaktorka dzieli się z czytelnikami motywem, dla którego policja zdecydowała się ponownie wszcząć śledztwo. Jest nim, jak pisze red. Kamila Grzenkowska: „pokłosie publikowanych przez „Rivierę” artykułów z 2013 roku, w których gazeta atakowała ówczesnego radnego miejskiego, Piotra Kurdziela. Miesięcznik sugerował, że Piotr Kurdziel był przed laty tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa. Radny temu jednak zaprzecza.”

Zbójnickim prawem dziennikarzy jest polowanie na wszelkiej maści chuliganów, w tym na nierzetelnych pismaków; szkopuł w tym, że przestępstwa o jakich wspominają obie panie nie zostały mi udowodnione, a na temat ujawniania mojego wizerunku redaktor Włodkowska nawet ze mną rozmawiała. Rozmawialiśmy natomiast o kopiach dokumentów potwierdzających rejestrację Piotra Kurdziela, jako TW o pseudonimie „Andrzej”. Wspomniałem także obu paniom, że posiadam kopie zeznań oficera prowadzącego TW „Andrzeja”, zeznania Piotra Kurdziela, potwierdzające kontakty z bezpieką, oraz protokół zniszczenia osiemdziesięciu stron dokumentów wygenerowanych przez SB podczas spotkań z późniejszym radnym Sopotu. O istnieniu tych akt również wielokrotnie pisałem - nie tylko w „Rivierze” - ale o tym oczywiście ani jedna, ani druga pani redaktor nawet się nie zająknęły.

Dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP, Wiktor Świetlik zaproponował mi, abym podczas konferencji na temat reliktów komunistycznych w Prawie prasowym opowiedział o szczegółach prowadzonego wobec mnie śledztwa i o tym, w jaki sposób niszczone są lokalne media, w tym nieukazująca się już od pięciu miesięcy „Riviera”. Udziału w panelu odradził mi jednak mój adwokat. Jego zdaniem 15 kwietnia na ul. Foksal pojawić się mogą dziennikarze, którzy swoją misję pojmują, jako służbę władzy i polowanie na niezależnych pobratymców. Któryś z nich mógłby też próbować wyciągnąć ze mnie szczegóły śledztwa, a te w świetle obowiązującego prawa - do momentu rozpoczęcia procesu - są ściśle tajne.

 
Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl