Dziennikarz prasowy otwiera listę najgorszych zawodów w USA. Z pierwszego miejsca na drugie zepchnął właśnie drwala. Według raportu „Jobs Rated Almanac” 2015 wszystkie profesje mają lepsze perspektywy, mniej stresu i lepsze zarobki. Gwoli uzupełnienia – w parszywej siódemce JRA mieszczą się jeszcze fotoreporter i prezenter telewizyjny.
Powyższą informację przeczytałem tuż po nadzwyczajnym zjeździe SDP, gdzie zastanawialiśmy się jak ratować… no właśnie, co? Sam zawód? Standardy jego uprawiania? Raczej demokrację i ojczyznę w potrzebie. Może dlatego, że w podobnych, polskich rankingach wciąż „są gorsi” od dziennikarzy, a zaufanie do mediów (także publicznych) jest zaskakująco wysokie biorąc pod uwagę ich stan opłakany. A może dlatego, że SDP wciąż chce myśleć bardziej o innych (w tym przypadku widzach, czytelnikach, słuchaczach) niż o sobie. Taka tradycja, taki ten nasz – misjonarski – etos.
Oczywiście, walczymy także „o swoje”. O koleżanki i kolegów wyrzucanych z TVP i zwalnianych z oddziałów niemieckiej prasy, bośmy solidarni, bezrobotni, albo i jedno, i drugie łącznie. Ale na sztandarach mamy wypisaną obronę misji w mediach publicznych oraz demokracji w regionach, bo jej bez lokalnych mediów być nie może. Przyświeca nam zasada: najpierw dobro publiczne, potem korporacyjne.
Mało tego. Na zjeździe okazało się, że mamy na słowo wręcz alergię. Broń Boże nie chcemy budować korporacji, by ktoś nie posądził nas o mentalność związkową. Większość dziennikarzy chce robić miejsce w medialnym tramwaju każdemu, kto posiadł zdolność posługiwania się poprawną polszczyzną i aparatem w telefonie komórkowym. I większość z nas jest oczywiście, a jakże, za maksymalną otwartością zawodu.
Ja w tej mierze pozostaję anachroniczny, konserwatywny, bardziej elitarny niż egalitarny. Nie dlatego, że innym żałuję, bo nie ma czego. Po prostu tych drzwi szerzej otwierać się już nie da, a przeciąg nie z tej ziemi. Natomiast widzę zasadniczą sprzeczność między wymaganiami – warsztatowymi, etycznymi, intelektualnymi - jakie stawia się (stawiamy) przed dziennikarzami, a uznawaniem, że zawód ten może wykonywać każdy. Otóż nawet jeśli może, to nie powinien.
Do obrony mediów i demokracji w Polsce potrzeba silnych, niezależnych zespołów dziennikarskich. Traktowanych poważnie przez wszystkich graczy na rynku. A na takie traktowanie możemy liczyć tylko wtedy, gdy sami swój zawód będziemy traktować równie poważnie jak nauczyciele, lekarze, czy prawnicy. Bo to także jest zawód zaufania publicznego.
Piotr Legutko
