16 maja br. sopocka Platforma Obywatelska zorganizowała marsz poparcia. Oczywiście dla swojego kandydata na prezydenta RP, Bronisława Komorowskiego. Wydarzenie odnotowały wszystkie wybrzeżowe media i to kilkukrotnie. Wspomniał o nim nawet warszawski Polsat News w wieczornym wydaniu wiadomości. O dziwo o mającym się odbyć 21 maja br. trójmiejskim przejeździe rowerowym kontrkandydata z PiS, Andrzeja Dudy, mainstream nie zająknął się ani słowem. Mało tego, niektórzy dziennikarze „słusznie piszący” zaczęli upominać niepokornych kolegów, aby zrezygnowali - również na portalach społecznościowych - z prezentacji swoich preferencji politycznych, bo „dziennikarze są od prawdy i uczciwości, a nie od propagandy”. OK, jest to jakieś novum, więc dziś będzie bez emocji, na luziku. Obiektywnie.

 

Sopot od zawsze był miastem ludzi zaangażowanych. I to nie tylko w sprawy lokalne, lecz także regionalne, krajowe, a nawet międzynarodowe. Tak przynajmniej po każdych wyborach mówi o sopocianach ich prezydent, Jacek Karnowski. Często dodaje również, że mieszkańcy Sopotu „są bardzo nowoczesnym, obywatelskim społeczeństwem”... I rzeczywiście coś z tym Sopotem jest dziwnego, bo jego mieszkańcy głosowali za zgodą i za bezpieczeństwem, przeciwko zmianom, krzykaczom i frustratom, którzy spóźnili się na rewolucję (bo to tylko oni chcą zmian), i… za zmianami. Głosowali także przeciw JOW-om i za JOW-ami. I to przy frekwencji sięgającej niemal 60 procent.

Prezydent Bronisław Komorowski dostał w mieście Tuska, Słowika i Karnowskiego aż 49,47 % poparcia. Andrzej Duda musiał zadowolić się głosami 23,88 % sopocian. Pawła Kukiza wybrało 16,32 % uprawnionych do głosowania. Taki rozkład głosów na tle kraju jest niewątpliwym sukcesem obecnego prezydenta. Nie zmienia to jednak faktu, że sopocka Platforma poczuła się - tak jak zresztą w całej Polsce - poważnie zagrożona. Pomorscy aktywiści zdali sobie wreszcie sprawę, że w przypadku przegranej Komorowskiego, jesień należeć będzie do PiS i Kukiza, a to z kolei oznaczać będzie pożegnanie z karmikiem.  

No więc pomyśleli i zorganizowali wiec poparcia dla Bronka - wiec jak za dawnych lat, kiedy stary Karnowski prezesował największej, sopockiej spółdzielni mieszkaniowej, a młody Jacuś służył w Harcerskiej Służbie Polsce Socjalistycznej - taki z pochodem, balonikami, członkami i sympatykami partii, z aktywem, dziećmi i młodzieżą, z mieszkańcami i turystami. Zabrakło tylko ludowego wojska i ormowców. Wszyscy uczestnicy pochodu dostali przypinki w kształcie kotylionów, zaś sopockie pociechy baloniki.

Na Monciak przybyli partyjni dygnitarze, m.in. marszałek Senatu Bogdan Borusewicz, wiceminister infrastruktury Paweł Orłowski, wiceprzewodnicząca PO na Pomorzu Agnieszka Pomaska, eurodeputowany Jan Kozłowski, wicewojewoda pomorski Michał Owczarczak, poseł Tadeusz Aziewicz, dyrektor Nadbałtyckiego Centrum Kultury Larry „Okey” Ugwu, a nawet jazzman Przemysław Dyakowski. Wszyscy nieśli w dłoniach transparenty z hasłem „Wybierz zgodę i bezpieczeństwo” oraz chorągiewki z napisami „Głosuję na Bronka”. Na finał zaś ułożyli kotylion z biało-czerwonych kartoników. 

To, że na Monciak tak licznie stawili się beneficjenci i gwardianie obecnego systemu, chyba nikogo nie dziwi. Pewne zdumienie może jednak wywołać fakt wsparcia PBK przez oskarżonego o wielowątkową korupcję i poświadczenie nieprawdy prezydenta Sopotu, Jacka Karnowskiego - będącego notabene członkiem honorowego komitetu poparcia obecnego prezydenta RP. Zdumnienie to potęguje zwłaszcza pamięć o standardach PO, które (podobno) nie dopuszczają, aby w partii tej - a Karnowski jak widać jest de facto jej (nieoficjalnym przynajmniej) członkiem - było jakikolwiek miejsce dla osób, na które padałby chociaż cień podejrzenia o łapownictwo. Tak przynajmniej ujmował to jeszcze niedawno były premier Donald Tusk… 

No tak, ale Król Europy jest daleko, a jak kota nie ma, to… wiadomo - myszy harcują.

O Jacku Karnowskim można by wiele powiedzieć, ale nie to, że jest skończonym idiotą. Dlatego też jestem przekonany, że zdaje on sobie w pełni sprawę, iż reelekcja PBK, to dla niego „być, albo nie być”. Wiedzą to na pewno również mainstreamowi dziennikarze, którzy walcząc o Komorowskiego, tak naprawdę walczą o siebie. Nie chcąc łamać zasad „uczciwego i obiektywnego” dziennikarstwa, nie zdradzę na kogo w nadchodzącą niedzielę zagłosuję. Ale tak w ramach rewanżu, chciałbym poradzić „słusznie piszącym” kolegom, aby powoli - idąc tropem Marcina Prokopa - zaczęli już przestawiać wajchę. Na jesieni bowiem może być za późno.

A co z tytułową młodzieżą? Było kiedyś takie hasło: Młodzież z partią - skończy!  



 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl