Rada Nadzorcza regionalnej rozgłośni Polskiego Radia w Łodzi odmówiła wpuszczenia Zbigniewa Natkańskiego prezesa lokalnego oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich na jawne wysłuchanie kandydatów starających się o stanowisko prezesa Zarządu publicznego radia w Łodzi. Zbigniew Natkański pisemne uzasadnienie decyzji RN Polskiego Radia Łódź otrzymał już po rozmowach z kandydatami, czyli wieczorem. W piśmie przeczytać można, że członkowie instytucji kontrolującej publiczną rozgłośnię PR nie przyjmują do wiadomości, że Zbigniew Natkański jest szefem łódzkiego oddziału największego stowarzyszenia dziennikarskiego w Polsce, a nie otrzymał akredytacji, „bo nie wystąpiło o nią medium, które zatrudnia dziennikarza”.
Należy podkreślić, że Kolega Natkański nie jest w Łodzi postacią anonimową, pracuje zawodowo i jest zatrudniony w jednej z redakcji, ale po prostu postanowił przedstawić się jako szef miejscowego oddziału SDP. Nadto, redaktor Natkański dosyć często bywa gościem łódzkich mediów, w tym rozgłośni Polskiego Radia, jest zatem znany władzom stacji. Prezes Natkański jest także członkiem Rady Programowej oddziału TVP w Łodzi.
Co miała do ukrycia Rada Nadzorcza? Nie wiadomo. Z nieoficjalnych informacji wynika jednak, że pośpiech przy wyborze nowych władz Polskiego Radia Łódź to czysty przypadek, a tym bardziej przypadkiem Rada Nadzorcza po raz kolejny rekomendowała obecnego prezesa rozgłośni Marka Skłodowskiego, który w poprzednim „politycznym rozdaniu” był reprezentantem lewicy popieranym przez rządzącą koalicję PO – PSL.
Przypominam, że już w piątek, w nieco ironicznej formie na łamach Polonia Tube – Forum Polonii Kanadyjskiej, informowałem o kuriozalnym zarządzeniu RN Polskiego Radia Łódź.
Hubert Bekrycht,
25 maja godz. 23.30
Polskich mediów przypadki
Akurat, zupełnie przypadkowo, w powyborczy poniedziałek 25 maja po południu, rady nadzorcze mediów publicznych decydować będą o wyborze nowych władz Telewizji Polskiej i spółek regionalnych Polskiego Radia. Rady nadzorcze, które zdominowane są przez ludzi związanych z PO, PSL oraz SLD. Dziwnym zrządzeniem losu właśnie w poniedziałek, już po II turze wyborów, będą wysłuchiwani kandydaci na prezesów TVP i oddziałów PR.
Oczywiście większość dziennikarzy, to prawda nie ironia, będzie wtedy zajęta opisywaniem wyników niedzielnego głosowania. Wtedy, po cichutku, rady nadzorcze mediów publicznych decydować będą o obsadzie dobrze płatnych stanowisk na kolejne lata. Kiedy wygra Komorowski zgromadzeni w radach mających kontrolować, teoretycznie niezależne media publiczne, mogą jeszcze poczekać? Poczekać i zdecydować czy, na przykład, prezesem TVP będzie nadal Juliusz Braun, czy też zupełnie nieoczekiwanie…Juliusz Braun.
Rozmawiałem z Andrzejem Szablewskim, szefem Rady Nadzorczej publicznej spółki Polskiego Radia w Łodzi. Odniosłem wrażenie, że był zdziwiony zainteresowaniem dziennikarzy procesem wyłaniania nowych władz instytucji, której pracę nadzoruje. Jeden z moich kolegów dziennikarzy został przez pana przewodniczącego odesłany do oficjalnej strony internetowej, na której umieszczono interesujący komunikat. Otóż, już po moim telefonie w czwartek, kiedy zażartowałem, że zasady uczestnictwa dziennikarzy w wysłuchaniach kandydatów na prezesa Radia Łódź przypominają te z sal sądowych, zobaczyłem wieczorem…właśnie takie warunki. Spisane specjalnie dla przedstawicieli mediów. Pracuję ponad 20 lat i nawet podczas wizyt wybitnych mężów stanu, takich wyjątkowych środków bezpieczeństwa nie zauważyłem. Ale może byłem tak skupiony na swojej pracy…
W komunikacie, na kolejnej z niezliczonych zakładek podstrony, z godziny 19:49 21 maja dowiaduję się, że posiedzenie rozpocznie się 25 maja o godz. 14.30. Czytam tam też między innymi:
„1. Rada przyzna jedną akredytację dla każdego medium, które się o nią zwróci.
2. Z wnioskiem o akredytację występuje medium, które zatrudnia dziennikarza.
3. We wniosku należy podać:
a) imię i nazwisko dziennikarza,
b) nazwę i adres medium,
c) stanowisko osoby, dla której ma być przyznana akredytacja,
e) adres e-mail i telefon kontaktowy.
4. Akredytacje nie będą przyznawane indywidualnym dziennikarzom nieposiadającym
zatrudnienia w żadnym medium.
5. Wnioski o akredytację należy składać pocztą elektroniczną (e-mail) pod adres:
(wskazana osoba –H.B.) @radiolodz.pl do dnia 25.05.2015 r.; do godz.12:00.
6. Powiadomienie o przyznaniu akredytacji nastąpi drogą elektroniczną i telefonicznie.
7. III. etap postępowania konkursowego, który stanowią rozmowy kwalifikacyjne będzie
prowadzony w Studiu im. H. Debicha, w siedzibie Spółki „Radio Łódź” S.A., w Łodzi
przy ulicy (nie podaję nazwy) pod nr (też się nie odważę podać numeru - HB).
8. Akredytowani dziennikarze będą mogli wejść do Studia, o którym mowa wyżej,
na podstawie aktualnych legitymacji prasowych/służbowych.
9. Akredytowani dziennikarze są jedynie obserwatorami rozmów kwalifikacyjnych
prowadzonych z kandydatami przez Członków Rad.
10. Akredytowani dziennikarze, w trakcie rozmów kwalifikacyjnych nie mogą:
a) zadawać pytań,
b) zgłaszać uwag,
c) komentować i oceniać wypowiedzi kandydatów,
d) nagrywać i rejestrować rozmów kwalifikacyjnych z kandydatami.”
Wierzcie mi Państwo, wielu polityków, także tych z zagranicy nie ma tak restrykcyjnych przepisów akredytacyjnych. Myślałem, że żartuję, ale z urzędnikami medialnymi nie należy żartować, bo nie mają poczucia humoru. Naprawdę wprowadzili zasady, które przynajmniej w Łodzi ostatnio zastosowano podczas procesu zbrojnego ramienia zorganizowanej grupy przestępczej nazywanej ośmiornicą…
A już punkt 4 jest majstersztykiem w „dziedzinie” wolności słowa. Ja działam na zlecenie redakcji (nawet kilku – to definicja dziennikarza na podstawie prawa prasowego uchwalonego tuż po stanie wojennym), ale co mają zrobić tak zwani wolni strzelcy. Gdyby te zasady przenieść do USA, połowa dziennikarzy z nagrodami Pulitzera, nie mogłaby wejść na posiedzenie rady nadzorczej jednej z regionalnych spółek polskich mediów publicznych.
Pomijam już fakt, że punkt pierwszy eliminuje, w przypadku telewizji albo dziennikarza, albo operatora kamery. Chyba jednak chodzi o tego ostatniego, bo z punktu 10 wynika, że niczego rejestrować oraz nagrywać (jaka to różnica?) i tak nie można. Dziwi też sprawność aparatu administracyjnego łódzkiej rozgłośni. Wnioski akredytacyjne można składać do 12.00, a do 14.30, czyli do rozpoczęcia posiedzenia, już Członkowie Rady zdążą zdecydować, kto z dziennikarzy dostąpi zaszczytu wysłuchania kandydatów, co wyłuszczają w punkcie 9. Urzędnicy medialni utrzymywani z pieniędzy podatników dwa razy uprzedzają dziennikarzy, z którymi – teoretycznie – powinni mieć styczność, bo nadzorują medium publiczne, że są jedynie obserwatorami. Szkoda, że nie przypominają o tym koleżankom i kolegom z redakcji sportowych, bo ci jeszcze gotowi wyskoczyć, na przykład, na boisko piłkarskie i strzelić gola jakiejś drużynie…
Koniec żartów. W kilku miejscach w Polsce, w dniu, w którym mamy nadzieję poznać wyniki wyborów prezydenckich, obóz rządzącej krajem władzy funduje nam wszystkim konkurs piękności. Tym razem w spółkach Skarbu Państwa. I nie dosyć, że lekceważą kandydatów na prezesów mediów publicznych, lekceważą też abonentów, czyli odbiorców – widzów i słuchaczy. Po co to wszystko? Nie wiem, ale się dowiem…
Życzę wszystkim Członkom Rad Nadzorczych Mediów Publicznych OWOCNYCH OBRAD!
Hubert Bekrycht
22 maja 2015 roku, godz. 20.50
http://www.poloniatube.com/#!Polskich-mediów-przypadki/cmbz/555f7ed70cf23d0164b502e9
